Zaczytywałam się w takich historiach,
kiedy miałam naście lat. Podobały mi się bohaterki z problemami,
buntujące się przeciw całemu światu, niezrozumiane przez rodziców
i nauczycieli i szkolne otoczenie. Taka jest Joasia z
książki Ewy Ostrowskiej. Mieszka z rodzicami i dziadkami na
wsi, ale nie z własnego wyboru. Bo Joasia wsią gardzi, źle się tu
czuje, czuje się lepsza od koleżanek z klasy i pokazuje swoje
uczucia na każdym kroku, nie zważając na innych. Gdyby nie decyzja rodziców, żeby pomóc
schorowanej babci przy gospodarstwie, mama i tata nadal codziennie
chodziliby do biura, a Joanna nie musiałaby wyjeżdżać z Łodzi.
Ta historia to właściwie dłuższe
opowiadanie, którego akcja w większości toczy się w klasie (sytuacja Joanny wyłożona jest w retrospekcjach). Trudno oczekiwać psychologicznej głębi, charaktery są
zarysowane dość grubą kreską. Książka ukazała się w serii „nastoletnie problemy” i
cała jej konstrukcja podporządkowana jest wyjaśnieniu, jak fatalne skutki
może mieć ocenianie otoczenia po pozorach. Joanna oczywiście dostanie nauczkę i to bardzo bolesną.
Myślę, że nastolatki
to kupią. Zgrzyta mi za to język: akcja dzieje się współcześnie,
pojawiają się komórki i internet, ale bohaterowie przemawiają
czasem jakby cofnęli się o jakieś 20 lat. Bo która ze
współczesnych dziewczyn używa takich sformułowań „jak z
żurnala” albo „zaondulowana”?