o książkach dla dzieci i młodzieży

Wpisy z tagiem: pory roku

środa, 08 grudnia 2010

Nie dałabym się długo namawiać na wyprawę z Cynamonem - zabawnym chłopcem z niesfornym kosmykiem włosów wijącym się na czubku głowy i Trusią - budzącym czułość króliczkiem o czarnym futerku. Podobnie jak ta para, nie mogę się pogodzić z końcem lata.

Historia poszukiwań zaginionego lata przez Cynamona i Trusię zawarta jest w kilkunastu krótkich wierszykach. Planują, co zabrać - „rękawiczki i bluzę z polaru, chustkę do nosa - w razie kataru”. Idą pod wiatr - „Trusi tchu braknie, lecz głośno śpiewa: raz, dwa trzy, lewa!”. Pytają o lato grzyby, opiekują się zmarzniętym żukiem, ubierają choinkę - „czapka, skarpeta, kurtka i sweter - teraz wygląda o wiele lepiej!”.

W „Cynamonie i Trusi” dziecięca, rozbrajająca naiwność bohaterów łączy się z realistycznym opisem zmian zachodzących podczas kolejnych pór roku. Edukacyjne przesłanie całości zostało kapitalnie opakowane, awanturnicza przygoda ma lekkość i wdzięk. Klimat książki tworzą całostronicowe, zabawne, nieco chuligańskie ilustracje i ciekawy pomysł na umieszczenie ostatniego z wierszyków na okładce. Pierwszorzędna lektura dla maluchów, które Cynamona pamiętać mogą także z innej książeczki - „Cynamon i Trusia. Wierszyki od stóp do głów”, w której para bohaterów w niekonwencjonalny sposób przedstawia części ciała.

poniedziałek, 15 marca 2010

 Mam do tej książki jedno, ale bardzo istotne zastrzeżenie - czemu nie jest o sto stron dłuższa?!

Pomysł jest nietypowy, nie jest to klasyczna opowieść, choć fragmenty narracyjne też się w niej znalazły, nie jest też praktycznym poradnikiem. To coś pomiędzy. W dodatku coś bardzo pięknie zilustrowane.

Bohaterką jest Linnea. To imię pochodzi od małego, różowego kwiatka i bardzo pasuje bohaterce, której pasją jest przyroda (ale nie tylko, tego dowiemy się z pierwszej części książki - „Linnei w ogrodzie Moneta”). Opowieść podzielona jest na miesiące, a każdego z nich Linnea robi coś interesującego - przygotowuje tłusty pokarm dla ptaków na zimę, przesadza kwiaty, gotuje zupę z pokrzyw, splata koronę z liści. Dowiedziałam się z tej książki, w jaki sposób gryzą orzechy laskowe nornice, a w jaki myszy, czego potrzeba do zrobienia zielnika i jak wykonać latawiec - węża (są dokładne rysunki). W tym roku zrobimy też na pewno przeplatane serca na choinkę, takie jakie w grudniu przygotowała Linnea.

Porady i informacje podane są na ogół prostym, dziecięcym językiem, a co do ich merytorycznej wartości trudno mieć zastrzeżenia - autorki na początku podają listę osób i instytucji, które pomogły w pracy nad tą książką (jest wśród nich Szwedzkie Muzeum Historii Naturalnej i pracownik sklepu z nasionami).

Choć zachwycam się tą książką, to zdaję sobie sprawę, że to lektura lekko staroświecka, dziewczyńska, wymagająca. Trzeba mieć czas na robienie tych wszystkich sekretarzyków, suszenie i opisywanie liści. Nie przypadkowo po świecie przyrody oprowadzają bohaterkę nie zapracowani rodzice, ale dwaj starsi sąsiedzi - pan Blomkvist i pan Kalle.

Ale to nie znaczy, że nie spędziłabym z Linneą więcej niż 12 miesięcy.

 

Tagi