|
o książkach dla dzieci i młodzieży
Wpisy z tagiem: Bohdan Butenko
piątek, 22 października 2010
![]() Tę sygnaturę zna chyba każdy. Dzisiaj wyjątkowo rozmowa, nie recenzja. Bohdan Butenko był gościem trwających w Gdańsku Bałtyckich Spotkań Ilustratorów. Dorota Karaś: Muszę zacząć od osobistego wyznania. "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" Niziurskiego, w pana opracowaniu graficznym, przeczytałam w dzieciństwie jedenaście razy. Ilustracje były tak niesamowicie sugestywne, że trzęsłam się momentami ze strachu.
Bohdan Butenko: Bardzo się cieszę, tym bardziej że była to książka uznawana za lekturę dla chłopaków. Pod koniec lat 90. powstała jej kontynuacja - "Nowe przygody Marka Piegusa", którą również zilustrowałem. Tamta książka, wydana po raz pierwszy pod koniec lat 50., była nowatorska edytorsko. Zwracały uwagę nie tylko charakterystyczne ilustracje, ale również zróżnicowane czcionki, która czasem zajmowała pół strony. Nikt panu nie zarzucał, że to zbyt śmiały pomysł? - Raczej nie, ludzie już w tym czasie przyzwyczaili się do mojego stylu. Recenzje były sympatyczne, przychylne. Ale na początku mojej pracy faktycznie moje prace uznawano za odstające od obowiązującego kierunku. Panowało wówczas przekonanie, że ilustracje dla dzieci powinny być realistyczne. Doszło do tego, że redaktorka z Naszej Księgarni, z którą współpracowałem, brała moje ilustracje, wiozła je do szkoły i pokazywała dzieciom. Im się podobało, więc dostałem zielone światło na publikacje. Tak naprawdę to moja wyobraźnia nie umywa się przecież do fantazji dziecka. Skończył pan warszawską ASP, dyplom obronił pan w pracowni wybitnego polskiego ilustratora, Jana Marcina Szancera, którego styl jest diametralnie różny od pańskiego. Jak go pan wspomina? - Był świetnym pedagogiem, nie narzucał studentom swoich gustów czy upodobań, pozwalał się rozwijać. Nie chodziło mu o to, by wypuszczać twórców naśladujących jego prace. Bardzo mu się podobało, gdy ktoś miał swój własny sposób rysowania. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci stworzonych przez pana, Gapiszon, skończył już pięćdziesiąt lat. To prawda, że powstał najpierw dla telewizji? - Tak, Gapiszon był pierwszym w Polsce programem animowanym. Telewizja zwróciła się do mnie z propozycją zrobienia programu dla dzieci. Wszyscy byli przekonani, że ja będę rysował, a kamera przez ramię będzie mnie filmowała. Ja wpadłem na inny pomysł, na początku wszyscy bardzo się ucieszyli. A potem? - Później byli okropnie zmartwieni, bo nikt nie miał pojęcia, jak się robi program animowany. Spędzaliśmy godziny z inżynierem, wymyślając urządzenia, dzięki którym obraz mógłby się poruszać. Ustawiliśmy w studiu długi stół, na jego końcach stały wyżymaczki, do których wkładało się pas papieru i kręciło. Mieliśmy też około 200 szyb, na których rysowałem postać Gapiszona. Stawiało się szybę, a z tyłu, przy pomocy wyżymaczek, przesuwało się tło. W ten sposób powstawał ruchomy obraz. Program wywołał entuzjazm, podobizny Gapiszona ukazywały się w prasie, pisano: "W Warszawie urodził się Gapiszon". Jeździliśmy z programem po Europie, potrzebne materiały zajmowały pół wagonu. W dodatku szyby często się tłukły, więc mawiam, że Gapiszon narodził się w brzęku tłuczonego szkła. Dziś mógłby powstać świetny dokument poświęcony temu, jak wyglądała nasza ówczesna praca w studiu. Był pan również autorem scenografii do Kabaretu Starszych Panów. Jak doszło do pana współpracy z Wasowskim i Przyborą? - Współpracę zaproponował mi Jeremi Przybora. Zgodziłem się z wielką ochotą. To był rewelacyjny program, który sam się napędzał. Z próby na próbę pojawiały się nowe pomysły, scenariusz pączkował aż do ostatniej próby kamerowej. To co wymyślił jeden aktor, z zapałem przyjmowali inni i podrzucali jakieś własne poprawki. Może to był właśnie jeden z powodów powodzenia i popularności tego programu - wewnętrzna energia, dzięki której powstawał |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
AUTORKI BLOGA
Blog zaczytani w sieci
Blogi o książkach
Książkowo
Księgarnie
Oto wydawnictwa, które czasem przysyłają nam egzemplarze recenzenckie
Rysunki, ilustracje
Wydawnictwa, które jeszcze nie przysyłają nam egzemplarzy recenzenckich
Zaprzyjaźnione
Tagi
|