o książkach dla dzieci i młodzieży

Wpisy z tagiem: zwierzaki

piątek, 09 września 2011

Bohaterką "Konia na receptę" jest nastoletnia panna, która z powodu kłopotów rodziny   (choroba mamy i zagrożenie pracy taty) zamiast szósty raz pojechać do Egiptu, musi spędzić wakacje u ciotki w stajni w lesie. I jest z tego tytułu bardzo niezadowolona.  Oczywiście tylko na początku. Akcja, która pozwoli Jagodzie dojrzeć i zmienić nastawienie do życia, zawiązana jest wokół ratowania Szoguna - konia, który świetnie sprawdza się w roli terapeuty dla niepełnosprawnych dzieci. 

Książka Agaty Widzowskiej-Pasiak jest tak przewidywalna jak i  krzepiąca. Oczywiście dzieciakom dzięki ciężkiej pracy, twórczemu nastawieniu, szczęśliwemu zbiegowi okoliczności w ostatniej chwili uda się uratować konia. 

Dla dorosłego czytelnika schematyczność akcji i naiwne spojrzenie nastoletniej narratorki jest ciężkie przejścia.

Piszę o tej książce z polecenia mojej córki, która o koniach czyta wszystko (od maja 16 tomów serii "Heartland" Lauren Brooke, 3 tomy "Klary" Pii Hagmar i właśnie "Konia na receptę"). Marysia uważa, że brakuje takiego polskiego stajennego tasiemca i "Konia na receptę" traktuje jak dobry początek.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Klasyka literatury dziecięcej. W bardzo eleganckim wydaniu. Powiedzmy podchoinkowym.
Ja mam słabość do "Powiastek" Beatrix Potter w wydaniu kieszonkowym. Kiedy Marysia była małą dziewczynką, miałyśmy kilka "Powiastek" w wersji mini. Zabierały nas w niezwykły świat angielskiej prowincji, domowych i leśnych zwierząt - eleganckich dżentelmenów w surdutach i kamizelkach, pań w koronkach i kapeluszach przy filiżance herbaty. Bardzo polubiłyśmy wdzięczne imiona i przydomki bohaterów książeczek - Ropuch Pan Skrzeczko i  Pani Tycia Myszka, Tekla Kałużyńska - kaczka, króliczki - Kłapcia, Sapcia i Puchaty Ogonek, Pani Mrugalska - jeżowa,  Kociak Tomek, Jeremi Rybak. Ceniłyśmy sobie ich kulturalne konwersacje i plotki. Dobrze, że tłumaczenie tej książki powierzono komuś tak czułemu językowo (Małgorzacie Musierowicz).
Historie powstały pod koniec dziewiętnastego wieku i na początku dwudziestego. Urok tkwi również w ich staroświeckim klimacie. Nie oczekujcie jednak samej słodyczy. Może się zdarzyć, że współczesnym rodzicom spod znaku eko niektóre teksty wydadzą okrutne. Piotruś Królik ucieka przed rzeszotem i grabiami Pana McGregora, bowiem pamięta, że z nieostrożnego ojca Piotrusia, żona farmera zrobiła pasztet. Spotkanie naiwnej kaczki z eleganckim dżentelmenem z rudymi bokobrodami (lisem) nie kończy się dobrze - ma on ochotę na omlet z jej jajek a może nawet i na nią samą,   niemądra Tekla niesie mu nawet zioła i cebulki do smaku. Kaczkę ratują z opresji wyżyły, ale i one nie powstrzymają się przed zjedzeniem jajek. Ogólnie Tekla Kałużyńska należy do postaci dość tragicznych i depresyjnych.
Przyznam się, że ten duży zbiór powiastek kupiłam dla siebie i to ja przeczytałam je wszystkie i zatrzymywałam się przy każdym narysowanym zwierzaku. Moje dziecko to wydanie kompletnie zlekceważyło.
I jeszcze jedna uwaga - te małe książeczki można było czytać młodszym dzieciom, przy dużej te młodsze za wcześnie domagają się przewrócenia strony.

piątek, 12 listopada 2010

Na powitanie Ginny i Hermiony w naszym domu przyniosłam z biblioteki pamiętnik Frediego - chomika syryjskiego. Teraz wgryzamy się w tekst napisany z perspektywy niezwykle inteligentnego gryzonia. Nasze myszy też słuchają.
Poznajemy stosunki społeczne panujące w klatce w sklepie zoologicznym, chomicze legendy o syryjskiej ziemi wyzwolonej i odwiecznych wrogów chomika - niechlujne świnki morskie i leniwe wykastrowane kocury. Inteligencja Frediego podpowiada mu jak wydostać się ze sklepu, jednak droga do wolności, której pierwszym etapem będzie zamiana klatki sklepowej na klatkę w pokoju sześcioletniej Zosi okaże się bardzo trudna. Frediemu uda się nawiązać porozumienie z Zosią, choć  irytuje go nieco fakt, że nauczył się czytać szybciej niż dziewczynka, a na biurku Zosi są same łatwe czytanki. Większym jednak kłopotem, niż brak strawy duchowej, okaże się mamusia - osoba opisana przez chomika jako zimna i nieczuła a w dodatku alergiczka. Nie będzie łatwo.
Świetna książka dla zwierzakolubnych. Fredi poza inteligencją obdarzony jest wielkim poczuciem humoru. Następne części czekają w kolejce.

wtorek, 12 października 2010

Książki Holly Webb (sześć wydało w 2010 roku Wydawnictwo Zielona Sowa) opowiadają o miłości dzieci do domowych psów i kotów. To idealne książki na pierwsze dłuższe samodzielne lektury dla dziewczynek. Dobre na rozczytanie. Duży druk, seria wzruszeń i stosowna porcja pouczeń, jak odpowiedzialnie kochać zwierzaki.
Czaruś jest słodkim i energicznym szczeniakiem sąsiada. O takim psie marzy Zosia. Podczas choroby starszego pana dziewczynka wraz z rodziną opiekuje się psem, a potem niewyobrażalnie trudno im się rozstać.
Psotka to koteczka syjamska, którą dostała Maja, żeby nie było jej tak smutno po przeprowadzce do nowego miasta. Przenosiny są jednak trudniejsze i dziewczynka tęskni za przyjaciółmi, za starą szkołą, starym domem, nie chce dać się rozweselić kotu, chociaż wcześniej tak bardzo o nim marzyła. Maja zupełnie nie radzi sobie z tym, co czuje.
Jak w harlekinie - jest punkt wyciskający łzy, wydaje się, że wszystko idzie źle i potem... oczywiście szczęśliwe zakończenie.

Można połykać. Jedną za drugą. Marysia ma zamiar wystosowć do Wydawnictwa list z pytaniem, dlaczego nie przetłumaczono jeszcze wszystkich książek, które napisała Holly Webb.

Tagi