Zainspirowała mnie ta książka, ale stwierdziłam, że nie muszę mieć jej na swojej półce. Sprawdzi się raczej jako pomocnik dla rodziców niż lektura do czytania dzieciom.
Podtytuł brzmi „Zabawy w liczenie, mierzenie i układanie” I o to właśnie chodzi. Szwedzka autorka pokazuje, na przykładzie zabaw dwójki dzieci, w jaki sposób twórczo wykorzystać matematykę i nie nabyć do niej uprzedzień. Można ułożyć wzór z zabawek, obserwować prawidłowości, które nas otaczają, liczyć przejeżdżające samochody, mierzyć swój wzrost kredkami, stworzyć własną jednostkę miary albo porównać, w czyim domu zużywa się więcej rolek papieru toaletowego. Matematycznych zabaw może być oczywiście… nieskończenie wiele. Skorzystałam z kilku podpowiedzi zawartych w tej książce, udało mi się też wymyślić kilka innych matematycznych zabaw, na nasz domowy użytek. To działa - dzieci faktycznie chętnie bawią się w matematykę, zanim obrzydzi im ją szkoła.
W książce są nie tylko atrakcyjnie zilustrowane zadania, znalazły się tu również proste i zrozumiałe definicje różnych jednostek miar, wyjaśnienie różnic między cyframi i liczbami. Wszystkie zadania mają swoje rozwiązania na końcu książki.
Matma nie była moją słabą stroną w szkole. Podoba mi się właśnie taki sposób podejścia do niej: radosny i twórczy.