Gdybym wahała się, czy sięgnąć po
zbiór kaszubskich bajek ludowych, szalę wątpliwości przeważyłyby... kolory. Okładka w ciepłych,
żółto-pomarańczowych barwach, w którą wplecione zostały
charakterystyczne kaszubskie wzory. W środku zabawna kreska Ewy Poklewskiej – Koziełło: niezgrabni chłopi i rybacy, hojnie obdarowane przez naturę niewiasty,
dzieci z noskami jak kartoflane bulwy czy swojskie diabły oddarte z
czarciej grozy. Temu poczciwemu wizerunkowi świata delikatności
przydają kaszubskie kwiatki otaczające tekst. Strona graficzna tej książki dla dzieci kusi jak łakocie.
Ilustracjom dorównuje tekst. To
zaledwie kilkanaście krótkich (czasem kilkuzdaniowych)
przypowiastek, które tłumaczą zjawiska przyrody lub zachowania
zwierząt. W niektórych pojawiają się diabły, święci, Jezus
czy pogańskie bóstwa. Historie o tym, dlaczego bocian jest brudny,
o kani, której wciąż chce się pić czy o tym jak powstawały grzyby
napisane są przejrzystym językiem, prostymi rytmicznymi zdaniami:
„W pewnej górze za Podjazami znajduje się zaklęty zamek. Obok
tej góry płynie wąska niczym wstążka struga. Kiedyś pewien
chłop wracał tamtędy o północy z młyna do domu. Świecił
księżyc i było jasno jak za dnia. Nagle zobaczył z daleka, jak
trzy panny myły sobie w rzeczce nogi”. Nie ma tu specjalnego silenia się na
ludowość, choć pojawiają się elementy takiego języka.
Książka jest dwujęzyczna –
opowieści z Puzdrowa, Szemudu, Tuchlina i Piechowic, napisane są w
języku kaszubskim i polskim. Kolejność wersji językowych nie jest
tu oczywiście przypadkowa. Do książki dołączona jest płyta - kaszubskie bajki ilustruje na niej specjalnie skomponowana muzyka. Tak serwowana kultura ludowa smakuje jak wykwintne danie.