
Zastanawialiście się może jak wygląda życie księcia i księżniczki po ślubie, który zwykle kończy ich historię? Zakochani w sobie bez pamięci, żyć bez siebie nie mogą, jak radzą sobie z kryzysem trzeciego roku małżeństwa? Czy sprzeczają o sprawy królestwa? Czy kłócą się o wychowanie dzieci?
Bohaterkami powieści "Wiejemy do lasu" są córki takiej baśniowej pary - ich mama to Roszpunka a tata ten, który uwolnił długowłosą z wieży. Trzeba powiedzieć to wprost - dziewczynki są zaniedbane przez baaaardzo leniwą matkę i marzyciela ojca (wiecznie w podróży), nie zaznają też wielkiej rodzicielskiej miłości, bo mama i tata są zbyt skupieni na sobie nawzajem.
Aurora, Storm i Ani muszą radzić sobie całkiem same z baśniowymi strachami, znacznie straszniejszymi niż zwykle w baśniach. Uciekają przed demonicznym doktorem DeWilde'm, który ma usługach sfory dzikich wilków. Życiu dziewczynek zagrażają rozmaite niebezpieczeństwa. Mogą zostać pozbawione wolnej woli w sierocińcu w Piernikowej Chatce Miodunki-Bzyk, mogą umrzeć z wyczerpania przy pracy w kopalni kamieni szlachetnych, mogą stracić przekazywaną z pokolenia na pokolenie fujarkę grajka, który wyprowdził myszy z miasteczka w innej bajce, mogą paść na zawał ze strachu przed przerażającą ogrzycą Matką Rolmops, mogą wreszcie uratować się nawzajem i przy okazji świat przed panowaniem DeWilde'a. Bywa przerażająco.
Książka dla tych, którzy lubią straszne historie. Śmiało można by do niej dołączyć kartę sprawności na tropiciela baśni. Baśniowych tropów jest w niej bez liku. Ile uda się Wam znaleźć?