
Pamiętacie bohaterkę "Grzecznej"? Może gdyby taka grzeczna rosła zamiast znikać, wyrosłaby na nastoletnią Dobromiłę - bohaterkę "Agrafki", bo Dobrusia, Miłka, Milusia, Milcia - jest grzeczną szesnastolatką. Może gdyby rodziców grzecznej przeszkoliła sperniania, staliby się podobni do rodziców Dobromiły, którzy nigdy nie krzyczą, nie ranią, tłumaczą, rozmawiają jak z człowiekiem. Tacy są. Co z tego, gdy dziewczynę i tak osacza strach - że nie sprosta, nie da rady, nie dorówna (starszej idealnej siostrze), zawiedzie (rodziców, którzy nie krzyczą, babcię, która uważa jej życie za łatwe). "Od lat działam, jak na pilota" - mówi o sobie Miłka. To prawda, że rodzice nie wrzeszczą na nią, nie robią awantur, mądrze znoszą jej nieliczne bunty. Rozmawiają z dzieckiem jak z człowiekiem, są w tych rozmowach mistrzami psychologicznej manipulacji - tak rozmawiają, że człowiek robi idealnie to, co chcą. Nie ma szansy samodzielnie decydować, popełniać własnych błędów. I nie jest szczęśliwy.
Problemy poruszane w książce są bardzo poważne - bulimia, transwestytyzm, zwykły strach.
Myślę, że to dobra książka dla nastolatek i ich rodziców, szczególnie tych, którzy myślą, że mądrze wychowują dziecko.