Kto ma ochotę na dobrze napisaną, wciągającą historię detektywistyczną z barwnym, współczesnym tłem obyczajowym powinien sięgnąć po „Zuzię na tropie Makusynów" . Akcja toczy się w wielu miejscach (w Polsce i w Niemczech) i w różnym czasie - cofamy się do wydarzeń sprzed kilku dni lub kilkudziesięciu lat, wszystko jest jednak jasne i przejrzyste. Są też realne niebezpieczeństwa i zagadka, której rozwiązanie jest odpowiednio skomplikowane. W tle – harcerska tajemnica sprzed lat (tytułowe Makusyny), tajne szyfry i ukryty skarb. W tej części świetnie uchwycony został klimat lat 60. - między innymi przy pomocy języka. W całej historii najbardziej podobało mi się właśnie to, jak Mariusz Niemycki różnicuje język swoich bohaterów – w zależności od wieku, pochodzenia czy narodowości.
Czytając historię detektyw Zuzi (Makusyny to szósta część cyklu) miałam wrażenie, że autor podchodzi do młodych czytelników z szacunkiem – nie próbuje ich bajerować ani traktować z belferską wyższością. Mile zaskoczyły mnie przypisy na niektórych stronach – rzecz we współczesnej literaturze dla dzieci i młodzieży traktowana niemal jak przeżytek, tu sprawdzają się znakomicie. Do tego kilka nawiązań do najnowszej historii Polski, zgrabnie wplecionych w fabułę. Oprócz tego spora doza humoru, żywe postaci i jak najbardziej współczesne problemy - rozbita rodzina, zapracowana matka. Plus również za to, że detektywem jest dziewczyna. Szkoda tylko, że tak dobra książka nie doczekała się lepszych ilustracji.