Nie wiem jakim cudem udało się sknocić tak świetny pomysł. „Marek – chłopiec, który miał marzenia", jest pierwszą z serii opowieści o dzieciństwie sławnych ludzi. Kto jak kto, ale Marek Kamiński, podróżnik, pierwszy człowiek w historii, który zdobył oba bieguny ziemi w ciągu roku, nadaje się do tego cyklu wyjątkowo. Niestety, opowieść o jego dzieciństwie jest tak okropnie nudna, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy na pewno czyta historię TEGO Marka Kamińskiego.
Problemem jest rozwlekła narracja, sztywny język. Cały rozdział poświęcony miasteczku Połczyn-Zdrój, w którym urodził się Kamiński, czyta się jak lekko tylko zmodyfikowany opis z przewodnika. Raził mnie dydaktyzm niektórych fragmentów, nieznośnie sztuczny w tej opowieści, w której czeka się na przygodę.
Spodziewałam się wartkiej akcji, jakiegoś nawiązania do Tomka Sawyera albo choćby Wilmowskiego. I niech nikt mi nie mówi, że życiorys Marka Kamińskiego, chłopca, który w liceum popłynął samodzielnie statkiem do Danii jako członek załogi, a rok później podróżował już do Maroka, do takiej opowieści się nie nadaje. Ale ta historia w książce zajmuje jeden, przedostatni rozdział. Pozostałe kilkanaście czyta się jak pozytywistyczną z ducha czytankę.
Plus za ciekawe ilustracje Klary Wicenty, wykorzystujące fotografie z albumu rodzinnego bohatera.