Wyobraźcie sobie stado krów ze świeczkami na łbach, śpiewających piosenkę o świętej Mucji. Nie mieści wam się w głowie? Pan Wrona też nie mógł sobie tego wyobrazić. A wszystko przez Mamę Mu. Ale od początku.
Kilka lat temu wydawnictwo Zakamarki zaczęło wydawać serię zabawnych i rewelacyjnie zilustrowanych książek o Mamie Mu - krowie, która ma marzenia zupełnie inne niż jej koleżanki z obory: buduje domek na drzewie, uczy się huśtać i zjeżdżać na sankach. W realizacji niezwykłych pragnień pomaga jej (zwykle nastawiony dość sceptycznie do tych pomysłów) przyjaciel z lasu - pan Wrona. Dla wielbicieli tej pary wydawnictwo przygotowało ostatnio prawdziwą gratkę - książkę „Mama Mu na rowerze i inne historie”. Jeszcze lepszą niż poprzednie części cyklu.
Mama Mu i Pan Wrona to przykład pary literackich bohaterów, których więcej dzieli niż łączy. Ona - spokojna, cierpliwa, wytrwale dążąca do celu, niepoprawna marzycielka. On - przemądrzały raptus i nerwus, zrzęda i choleryk, wykrzykujący co chwila: „A niech mnie pióra biją!” lub: „zaraz dostanę pióropleksji”. A jednak nie mogą bez siebie żyć. I świetnie się uzupełniają - pan Wrona reprezentuje w tej parze racjonalny, dorosły pogląd na świat, mama Mu - postawę szaloną, niedojrzałą i marzycielską.
Z nowej książki, w której znalazło się aż 12 nowych przygód pary przyjaciół, dowiemy się, że krowy mogą korzystać z biblioteki (na kartę z nazwiskiem Balonykalesony), nauczyć się pływać, tańczyć w baletkach oraz obchodzić święto Mucji. Perypetie dwójki przyjaciół jak zwykle są zabawne, ale pojawiają się też nowe wątki - więcej miejsca autorzy poświęcają relacjom między Mamą Mu i Panem Wroną. Dzięki temu otrzymujemy nie tylko zabawną, ale również ciepłą i mądrą książkę o sile marzeń i wartości przyjaźni.