"Jutro" Johna Marsdena kupiłam sobie z okazji Światowego Dnia Książki.
Mylą się ci, którzy mówią, że "Jutro" to takie "Gone - zniknęli". Bez porównania. Pierwsza cześć "Gone" znużyła mnie trochę za szybko brutalnością. Książka australijczyka Marsdena jest inna. To połączenie nowoczesnej robinsonady z powieścią z czasów wojny. Choć autor wymyślił wojnę zupełnie nową, to książka jest podobna do tych, które czytałam jako dziecko nałogowo (a był taki czas, że czytałam na okrągło o II wojnie światowej). I podobna i nowocześniejsza.
Punkt wyjściowy akcji powieści - grupa australijskich nastolatków wybiera się na długi weekend świąteczny w góry (na przełęcz zwaną Piekłem), po powrocie zastaje w miejscu zamieszkania inne, znacznie gorsze piekło. Pustki w domach, brak rodziców i rodzeństwa, zwierzęta, które padły z pragnienia, odkrycie strzelających celnie okupantów - wszystko to sprawia, że bohaterowie szukają azylu w Piekle. Myślą o przetrwaniu i nie zamierzają tam siedzieć bezczynnie.
Mnóstwo dobrze opisanych emocji nastolatków w codzienności i w sytuacjach ekstremalnych. Podobno autor napisał tę książkę dla swoich uczniów, którzy nie lubili czytać. Ci, którzy lubią, nie zawiodą się tym bardziej.
PS 1 Jeśli spodobało Ci się "Jutro" i chcesz sobie umilić czekanie na na kolejne tomy, sięgnij po przygody nastolatków z czasów wojny. Polecam Zbigniewa Wróblewskiego "Z jednego domu", Jerzego Szczygła "Tarninę" i "Ziemię bez słońca" i Teodory Banasiowej "Nad Zagubionem". Można je znaleźć w bibliotekach.
PS 2 Główną bohaterką "Jutra" jest dziewczyna, fakt, ale to nie jest babska czytanka, a coś mi się zdaje, że okładka nie zachęci chłopców do czytania.
PS 3 dopisane 11.09.2011. Drugi to zupełnie mi się nie podobał. Zniknęła świeżość, mniej opisywania myślenia i odczuwania, więcej przemocy i seksu.