
- Mamo, a muchy do czego są potrzebne? - A pająki kto zjada? - Mamo, a motyle, co jedzą?
Im cieplej na dworze, tym częściej słyszę te pytania. Właśnie odkryłam rewelacyjną lekturę na wiosnę. "Kto kogo zjada" to najprostsza pod słońcem - ale jak wciągająca! - historia o łańcuchu pokarmowym. Na początku jest kwiat, który zjadają mszyce, które zjada biedronka, którą zjada pliszka, którą zjada lis, którego zjadł wilk, a tu niespodzianka - wilk zdechł ze starości. Tekst maksymalnie uproszczony, cała historia to zaledwie kilkanaście zdań (ale dowiemy się, jak to możliwe, że puchacz połyka jeża i że zimorodek składa jajka w ziemi) i ogromne, całostronicowe ilustracje. Czarno-białe, przedstawiają jednocześnie tego kto zjada i tego, co jest zjedzony. Prosta, mocna, symboliczna rzecz - nie bez powodu na okładce znalazł się Uroboros, wąż zjadający własny ogon.