Nie byłam do tej książki przekonana. Ale gdy już, razem z dziećmi, doczytaliśmy ją do końca, stwierdziłam, że nie można odmówić jej uroku.
„Rudzielec” to historia 7-letniej Joasi, która bardzo pragnie mieć „coś żywego”. Jej życzenie się spełnia, wkrótce do jej domu trafia wymagający opieki rudy kot. To nie on jednak, jak sugeruje tytuł, jest bohaterem tej książki. Jest nim raczej Joasia - dziewczynka celowo przez autorkę odmalowana w sposób nieco staroświecki. Joasia nosi sukienki w białe groszki, kokardy na włosach, jej dwie ulubione lalki to nie żadne Barbie, tylko porcelanowa Filomena i szmaciana Balbina. Poza tym bawi się jeszcze używanym wózkiem dla lalek, pluszowym misiem i małpką. Nietypowa, jak na współczesne czasy, jest również rodzina Joasi: wielopokoleniowa, mieszkająca wspólnie w jednym domu. Rodzina Joasi jest zamkniętym tworem, nie docierają do niej żadne współczesne problemy czy choćby echa szkolnego życia. Fabułę tworzy zbiór epizodów z codziennego życia: psoty kota, wspólne posiłki, początek roku szkolnego, przygotowania do świąt. Miałam wrażenie, że Renata Opala próbuje udowodnić czytelnikom, że ta lekka staroświeckość i przebiegające bez zakłóceń życie rodzinne, są tu wartościami samymi w sobie. Wyczuwalny jest lekki dydaktyzm, przewija się wątek odpowiedzialności za domowego zwierzaka. Ale ten brak szybkiego tempa akcji, spokój życia rodzinnego, jest też momentami dla czytelnika kojący. Świetnie wypadł pomysł z wpleceniem w akcję bajek opowiadanych Joasi przez dziadka. Lekkości tej książce dodałaby większa dawka humoru. Bez niej obraz dziewczynki i jej rodziny wypada nieco surowowo. Ocieplić go mają nieco naiwne ilustracje Marty Ostrowskiej.
Książka polecana przez wydawnictwo „maluszkom”. Dobra dla starszych przedszkolaków, raczej dziewczynek niż chłopców.