Sam pomysł, żeby napisać o zagrożeniach związanych a anonimowością w sieci książkę dla dzieci jest sensowny. Realizacja pozostawia nieco do życzenia
Zabrakło, moim zdaniem, decyzji autorki, czy pisze książkę dla pięcioletnich księżniczek z Kucykowa (everything is pink, tęcza, diamenciki, lustereczka) czy dla ośmio-dzięwiąciolatków zaawansowanych technologicznie (korzystających z komputerów i sieci) sprawnie piszących na klawiaturze, znajdujących w Internecie informacje i fora dyskusyjne. Wiem, że różowe pięciolatki mogą sprawnie władać myszą, ale nie da się napisać dobrej książki dla jednej i drugiej grupy wiekowej jednocześnie.
Mam też wrażenie, że autorka nie ma pewności, czy jej książka ma być bajką (z królewną, parą królewskich rodziców, pałacem, wartownią,pomocnikiem ogrodnika, synem kucharki dworskiej, królewną w długiej błękitnej sukni) czy współczesnym obyczajowym opowiadaniem o dziewczynce, która się czuje samotna i szuka znajomych przez internet, koresponduje z nimi, wymienia zdjęcia. A połączenia tych planów wypadają sztucznie. Pomocnik pałacowego ogrodnika w przerwach między przycinaniem żywopłotu, naprawia jej sprzęt elektroniczny i zwraca się do niej Wasza Wysokość. Strażnik o imieniu Bonifacy wpatruje się nowoczesny system monitoringu z kamerami i alarmem a chwilę później łapie spłoszone konie na dziedzińcu. A szantażysta, który oszukał dziewczynkę mailami (podszył się pod dziewięcioletniego Damiana), następnie ją uprowadził (użył samochodu nie karocy), zwraca się do króla: "- Król Aleksander? Mówi Tomasz. Tak, ten od trawników. Słuchaj królu, wiem, gdzie jest Twoja córka. Tak, to jest szantaż. Juto o piętnastej na leśnej drodze, przy kapliczce ma się znaleźć sto tysięcy złotych monet. Wtedy oddam Ci Amelię."
Nie mogę polecić, nie jest to dobra literatura. O wysyłaniu maili do nieznajomych osób lepiej z dzieckiem porozmawiać. Inaczej z pięciolatkiem, inaczej z drugoklasistą.