o książkach dla dzieci i młodzieży

Wpisy z tagiem: zwierzęta

czwartek, 19 kwietnia 2012

Trochę mrozi krew w żyłach ta opowieść. Miś szuka swojej czapeczki, czerwonej, spiczastej, ulubionej. Pyta o nią różne zwierzęta – węża, królika, żółwia i różne dziwne stworzenia, które napotyka po drodze. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. Ale na koniec miś nagle zdaje sobie sprawę, że jego czerwona czapeczka gdzieś mu jednak mignęła, że chyba ją widział. Już wie gdzie. I dzieje się coś, o czym się nie mówi, ale czego świadomość nagle wkrada się do naszych głów.

Na kilku prostych rysunkach zostaje opowiedziana, w przewrotny i zabawny, choć i mroczny sposób, historia kłamstwa, kradzieży, zemsty oraz milczenia. Nie ma ani jednej drastycznej sceny, nic nie ujawnia się wprost, ale uważni czytelnicy swoje wiedzą. I może przejść ich dreszcz, kiedy zrozumieją, jak kończą się poszukiwania zagubionej czapki.

To nie jest wesoła czy urocza bajka o zwierzątkach. A jednak ma swój (czarny) humor, przykuwa wzrok, nie daje o sobie zapomnieć. I jest naprawdę inteligentnie skonstruowana. Jon Klassen opowiada rysunkami, ale nie tylko – kolory postaci wprowadzają nas w szczególny nastrój, kolory czcionki dają nam wskazówki do rozwiązania zagadki, a nagłe zmiany barwy tła dyktują też zmiany emocji. Wspaniała rzecz, prawdziwy kryminał, którego zakończenie kołacze się długo po głowie. To już bestseller, i całkiem słusznie.

Dwie Siostry 2012

niedziela, 08 stycznia 2012

Ależ wzruszająca książka. I znów nostalgiczna. To stara dobra wierszowana opowiastka Wandy Chotomskiej o małym jeżu spod miasta Zgierza, który bardzo pragnął mieć rodzinę i uwolnić się od samotności. Ruszył więc w podróż, aby odnaleźć nieznanych sobie wujów, ciotki, kuzynów i dziadków, no i żeby znaleźć żonę. Są chwile zwątpienia – do Zgierza dociera nocą, kiedy miasto jest puste i obce, szczeciniaste stworzenia, które uznał za swoje ciotki okazały się zaledwie szczotkami... Ale w końcu znajduje całą familię i już spokojny nurza się w rodzinnym cieple.
To prawdziwie sentymentalna podróż dla rodziców i pewnie piękna wyprawa dla dzieci. No i to, co naprawdę lubię – wspaniały projekt graficzny całości. Ilustracje, trochę mroczne w kolorystyce, szaro-bure, niby zwyczajne i proste, ale odznaczające się wyraźnym piętnem autorskim. To rysunki Krystyny Witkowskiej, jeszcze z lat 60.
A sam wiersz –  napisany finezyjną polszczyzną (wszystkie te ż i rz w jeżach, Zgierzach, zwierzeniach i jeżynach...), zabawny,(rzekome jeża ciotki szczotki, które z trwogą krzyczą na widok jeża: „Boże drogi! On ma nogi!”), lekki, nasycony prawdziwą czułością i tęsknotą za bliskością z innymi, za ciepłym kątem dzielonym z rodziną. Z dziadkiem, z którym gaworzy się nad obiadkiem, z teściem i stryjkiem, z którymi można grać w domino i loteryjkę, z ciotuniami, które pieką pyszne szarlotki. I z żoną, z którą miło się pohuśtać na huśtawce. Czytając ostatnie strofy, można uwierzyć w szczęście:
Własnym uszom
wprost nie wierzę oraz oczom,
że tak może
być cudownie i uroczo.
Sam się dziwię,
jak szczęśliwie życie płynie
pod jeżyną najeżoną
przy rodzinie!


Wydawnictwo Nisza, 2011

środa, 21 grudnia 2011

Prawdziwa, duszna, kolorowa dżungla! Gąszcz! Zza drzew na jednej karcie widać dzikie kwiaty na drugiej. Po odwróceniu strony odsłaniają dziwaczne krzewy. A wśród nich krokodyle, mandryle, rajskie ptaki, tygrysy, kolibry, słonie, flamingi, no i lemury. Mama Jojo bawi się w chowanego ze swoim synkiem, lemurem Fikiem. Zanim go znajdzie, przedrze się przez fantastyczne zarośla, napotka mnóstwo barwnych zwierząt. Taki prosty pomysł, a taki efekt. Ogromne karty książki są bowiem powycinane w kształty tropikalnych roślin, w nich z kolei wycięte są małe okrągłe otworki, przez które widać albo plamki na kwiatach czy liściach, albo oko jakiegoś zwierzaka. Z każdą kolejną stronicą wdzieramy się głębiej w dżunglę, spotykamy nowych znajomych, a przede wszystkim szukamy Fika. To ksiązka-przygoda. Bajecznie kolorowa (ale nie pstra) i cudownie pomysłowa (ale nie przesadzona). Na końcu wędrówki czeka nie tylko mały lemur, ale i wszyscy jego przyjaciele. Karty rozkładają się na boki, gęstwina rozrasta się, a lemur radośnie wita mamę, która go odnalazła. Wybuch jego radości to doskonały pretekst, żeby wycałować i wytarmosić własne maleństwo. 

endo, 2002

piątek, 16 grudnia 2011

Jakiś czas temu pismo The New York Times ogłosiło listę dziesięciu najpiękniej ilustrowanych książek dla dzieci 2010 roku. Zajrzałam do tej listy – piękne, różnorodne wydawnictwa, z których większość chciałoby się kupić natychmiast. Mam dziki plan, że uda mi się zdobyć wszystkie zwycięskie książki i stopniowo je tutaj przedstawiać.
Na pierwszy ogień idzie „Hondo i Fabian” napisana i zilustrowana przez Petera McCarty'ego. Książka nagrodzona także medalem Caldecotta – nagrodą przyznawaną co roku przez amerykańskie Stowarzyszenie Bibliotek Dziecięcych autorowi najlepiej zilustrowanej książki dla dzieci.
To prosta opowieść o psie (Hondo) i kocie (Fabian) albo też o jednym zwykłym dniu z ich życia. Kiedy Hondo śpi pod oknem, Fabian drzemie na parapecie. Kiedy Hondo rusza na wycieczkę nad morze, Fabian zostaje w domu, by bawić się ze swoją kilkuletnią panią. Kiedy Hondo rzuca się na fale, Fabian sunie po lśniącej podłodze. W końcu pies wraca do domu, oba zwierzaki jedzą kolację i najedzone kładą się brzuchami do góry na swoich ulubionych miejscach – Hondo pod oknem, a Fabian na parapecie.
Rysunek McCarty'ego jest miękki i delikatny. Aż ma się ochotę zanurzyć w puszystej kociej sierści i pogłaskać psi grzbiet. I prawie słyszy się ciche stąpanie krągłych łapek. W tej miękkości kryje się właśnie cały urok. A prościutka historyjka, właściwie o niczym, jest kojąca jak leniwa kołysanka. Tę książkę czyta się cicho i powoli. Na kanapie. A potem można coś zjeść i pójść spać brzuchem do góry.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Wakacje upływały nam tak mniej więcej, jak tu zapowiadałam. W planach miałyśmy czytanie na tarasie. I voila! Czytanie się odbywało.

Wiedziałam, że ta książka musi się spodobać mojej Marysi. Przyszłej studentce SGGW na Wydziale Weterynarii. Zawsze, kiedy mijamy ursynowski kampus, Maria nie omieszkuje wspomnieć, że to będzie jej uczelnia. 

Maria planuje  w przyszłości mieć klinikę weterynaryjną na wsi i w wolnym od pracy czasie podróżować po świecie, by odkrywać nowe gatunki i chronić te zagrożone wyginięciem. Książka Adama Wajraka i Nurii Fernandez jest idealna dla niej. Opisy przygód ze zwierzętami w roli głównej dziennikarza i badaczki przyrody. Taras w naszym lesie jest  z kolei idealnym miejscem na czytanie takich książek. Bywa, że hasają po nim wiewiórki, a w doniczce pelargonii zawieszonej u powały uwiły sobie swego czasu gniazdo pokrzewki. 

W nowym wydaniu "Kuny za kaloryferem" zachwyca mnie wszystko z wyjątkiem okładki. I tekst i ilustrujące go zdjęcia bohaterów (całusy dla Julka - mojej ulubionej wydry) są świetne. Moim zdaniem dowolne zdjęcie ze środka książki byłoby lepsze niż graficzne opracowanie okładki. Hmm.

wtorek, 17 maja 2011
Pierwsza myśl: dlaczego nie ja wpadłam na prosty w sumie pomysł napisania tej genialnej książki? Druga myśl: gdyby moja biologica w tak zajmujący sposób opowiadała o świecie zwierząt (i roślin) w szkole na pewno miałabym z biologii szóstkę, a nie tróję! Trzecia myśl: dlaczego ta książka nie jest trzy razy grubsza?
Pomysł holenderskiej pisarki jest faktycznie olśniewająco prosty. Bibi Dumon Tak zebrała czterdzieści zwierząt: tych, które świetnie znamy i tych, o których rzadko słyszymy i raczej nigdy nie spotkamy. Napisała o każdym z nich krótką historyjkę (zilustrowaną świetnymi, czarno - białymi rysunkami). Przed lekturą tej książki nie miałam pojęcia, że istnieje ptak altannik, który przyozdabia swoje gniazda jak wytrawny dekorator, często rzeczami w jednym kolorze. Dowiedziałam się też o strzelu bombardierze i pożeraczu czarnym. Ale równie interesująco Bibi Dumon Tak pisze o zebrze, jaku, surykatkach czy żuku gnojarku! Opisuje zwyczaje seksualne zwierząt w taki sposób (samiec ważki świtezianki czyszczący siusiakiem ze szczoteczkami samiczkę z nasienia swego poprzednika), że może to stanowić dobry pretekst do wprowadzenia takiej tematyki do rozmów z dziećmi.
Książka, którą uwielbiam na równi z moimi dziećmi.
wtorek, 12 kwietnia 2011

Tradycyjnie napisana historia ze świata zwierząt dla młodszych przedszkolaków. Bohaterem jest Jeżyk, wprowadzający się do ogrodu chłopca Marcina. Jeżyk urządza sobie mieszkanie pod jabłonią i szybko znajduje przyjaciół. Codzienne zdarzenia z życia ogrodu przeplatają się z przygodami bardziej dramatycznymi - wyprawą do nory lisa, który uwięził koguta, uwolnieniem biedronki zaplątanej w pajęczą sieć. Z całości płynie nauka o wartości przyjaźni, o tym, że warto wspierać się w różnych sytuacjach i przedsięwzięciach. Można też wyczytać krytykę niektórych zachowań ludzi - np. trzymania psów na łańcuchu. Ciepłą, spokojną narrację świetnie uzupełniają klasyczne ilustracje. Mi odrobinę brakowało w tych opowieściach napięcia, ale młodszym dzieciom książka powinna się podobać.

poniedziałek, 07 marca 2011

Jestem poszukiwaczem książek. Wspominałam już o tym. Z uwagi na zainteresowania Maryśki szczególnie pilnie szukam książek, których  bohaterami są dziecko i zwierzaki. Zanim Wydawnictwo Zielona Sowa spełni prośbę Marysi i wyda wszystkie inne książki napisane przez Holly Web (sześć wydanych Mary już przeczytała), potrzebowałyśmy czegoś nowego.  Znalazłyśmy Lilianę Pędziwiatr.
Marysia przeczytała jednym tchem. Liliana Pędziwiatr rozmawia ze zwierzętami a od jej śmiechu zaczynają kwitnąć kwiaty. Te ekstrawaganckie umiejętności przysparzają jej raczej kłopotów. Dziewczynka ma problemy z odnalezieniem się w nowej szkole, dziwnym zachowaniem (ona cały czas stara się ukrywać swoje zdolności) zniechęca do siebie kolegów a oni, delikatnie mówiąc, potrafią być niemili. Ta historia to dobry wstęp, żeby z dzieckiem porozmawiać o mobbingu w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Warto. W każdej klasie, także w tych, do których chodzą nasze dzieci są dzieci nielubiane (wykluczane, tępione), tylko dlatego, że są inne.
Książka świetnie przygotowana dla czytelników, którzy nie mają wielkiej wprawy w czytaniu - duża czcionka i spora interlinia. Porządna jest też okładka, ale tego nie doceniam, wolę książki w cienkiej oprawie, tańsze, niedrenujące kieszeni.
Po tej lekturze inaczej zgoła patrzę na Doktora Dolittle'a. Myślę sobie, może jednak był dziwakiem i w głębi duszy tragicznie brakowało mu towarzystwa ludzi. Miał jednak trochę łatwiej niż Liliana , nie musiał chodzić do szkoły i nie groził mu aż tak wielki szum medialny.

piątek, 26 listopada 2010

Nie byłam do tej książki przekonana. Ale gdy już, razem z dziećmi, doczytaliśmy ją do końca, stwierdziłam, że nie można odmówić jej uroku.

„Rudzielec” to historia 7-letniej Joasi, która bardzo pragnie mieć „coś żywego”. Jej życzenie się spełnia, wkrótce do jej domu trafia wymagający opieki rudy kot. To nie on jednak, jak sugeruje tytuł, jest bohaterem tej książki. Jest nim raczej Joasia - dziewczynka celowo przez autorkę odmalowana w sposób nieco staroświecki. Joasia nosi sukienki w białe groszki, kokardy na włosach, jej dwie ulubione lalki to nie żadne Barbie, tylko porcelanowa Filomena i szmaciana Balbina. Poza tym bawi się jeszcze używanym wózkiem dla lalek, pluszowym misiem i małpką. Nietypowa, jak na współczesne czasy, jest również rodzina Joasi: wielopokoleniowa, mieszkająca wspólnie w jednym domu. Rodzina Joasi jest zamkniętym tworem, nie docierają do niej żadne współczesne problemy czy choćby echa szkolnego życia. Fabułę tworzy zbiór epizodów z codziennego życia: psoty kota, wspólne posiłki, początek roku szkolnego, przygotowania do świąt. Miałam wrażenie, że Renata Opala próbuje udowodnić czytelnikom, że ta lekka staroświeckość i przebiegające bez zakłóceń życie rodzinne, są tu wartościami samymi w sobie. Wyczuwalny jest lekki dydaktyzm, przewija się wątek odpowiedzialności za domowego zwierzaka. Ale ten brak szybkiego tempa akcji, spokój życia rodzinnego, jest też momentami dla czytelnika kojący. Świetnie wypadł pomysł z wpleceniem w akcję bajek opowiadanych Joasi przez dziadka. Lekkości tej książce dodałaby większa dawka humoru. Bez niej obraz dziewczynki i jej rodziny wypada nieco surowowo. Ocieplić go mają nieco naiwne ilustracje Marty Ostrowskiej.

Książka polecana przez wydawnictwo „maluszkom”. Dobra dla starszych przedszkolaków, raczej dziewczynek niż chłopców.

Tagi