To wspomnienia zoologa i pisarza o dzieciństwie na przepięknej wyspie greckiej - Korfu, o krainie, w której spędził sporą część szczenięcych lat w towarzystwie matki, starszego rodzeństwa i rozlicznych gatunków fauny (przyjacielskich i nieco mniej).
Tę książkę czytam obecnie wieczorami Marysi i wiem, że czytam trochę na wyrost. Marysia jest z pewnością za młoda na miłosne perypetie starszej siostry bohatera Margo i rozlicznych dekadenckich przyjaciół Larrego - starszego brata pisarza, takoż na przekleństwa rzucane przez przyjaciela rodziny Spiridiona, który równie często ratuje Durrellów z kłopotów, co wyzywa Greków od sukinsynów.
Ale nie mogłam się powstrzymać, bo Gerald - bohater i autor książki to wymarzony, idealny przyjaciel literacki dla mojej córki. A poza tym, jak on potrafi pisać o przyrodzie! Dla mnie to mistrzostwo. Posłuchajcie: "Pod nami drzemała wyspa polśniewająca w oparach upału, jak akwarela: zielonoszare oliwki; czarne cyprysy; wielobarwne skały nadbrzeżne i morze gładkie i opalizujące, niebieskie jak zimorodek, zielone jak jadeit, z leciutką fałdą na ulizanej powierzchni tam, gdzie obejmowało łukiem skalisty cypel w kudłach oliwek. Bezpośrednio pod nami leżała mała zatoka zakończona sierpem białego piasku, tak płytka, z tak olśniewająco jasnym dnem, że woda była tu jasnoniebieska, niemal biała." "Na łatach srebrnego piasku stały wetknięte sztywno, z rozwartymi buziami mięczaki w małych skupiskach. Tu i tam, między zrogowaciałymi wargami jakiejś muszli, siedział przycupnięty malutki krab strzeżek barwy bladej kości słoniowej, krucha zdegenerowana istota w miękkim pancerzu..."
PS W głośnym czytaniu zamieniam sukinsyny na potwory. I niech mi będzie wybaczone.
PS Czy Wy też macie już ochotę na kolejne wakacje? Na przykład na Korfu?