Trochę zniechęca mnie do tej książki okładka.
Marcin Brykczyński podjął się heroicznego zadania przełożenia zasad ortografii na mowę wierszowaną. Książka jak słownik, podzielona jest tematycznie, osobno poznajemy zasady pisowni wyrazów z „ch” i „h”, „ó” i „u” czy „rz” i „ż”. Znajdziemy w niej wpadające w ucho (ale trudne do głośnego czytania) porady typu: „wątpliwości nadszedł kres, c-h pisze się po s” lub „rzeczownikom w liczbie mnogiej -om na końcu wciąż jest drogie”. Do tego pisownia łączna i rozłączna „nie”, wielkie i małe litery („przy nazwisku rada szczera zawsze wielka jest litera”). Na koniec każdej części dowcipne dyktando - oczywiście rymowane. Ilustracje Jony Jung podkreślają zabawny ton całości.
Mnie trochę zmęczyła ta rymowana konwencja - przy tej ilości materiału, niektóre podane wierszem reguły wydają się dodatkowo skomplikowane. „Nie w obliczu przymiotnika czasem związków z nim unika, bo tak jak z najwyższym stopniem, z wyższym czuje się okropnie” - czy napisane wprost, nie byłoby prostsze do wyjaśnienia?
Ale nie przesądzam. Do nauki ortografii każda droga wieść potrafi, jakby zrymował autor.