o książkach dla dzieci i młodzieży

Wpisy z tagiem: pies

sobota, 17 grudnia 2011

 W czasie zakupów w sieci najbardziej gubię się w wielkościach. Nie ma zakupów, żeby coś się nie okazało. Batat, który kupuję w internetowym spożywczaku, jest większy niż sądziłam a filiżanka, którą kupuję na allegro mniejsza. Do zakupów w sieci powinnam dostawać dodatkowo ciastka Alicji z Krainy Czarów, by rosnąć i zmniejszać się w zależności od tego, co mi się wydawało.

Ten wstęp był po to, by Wam powiedzieć, że ta książka jest większa niż sądzicie. Należy do gatunku książek podłogowych, które się czyta leżąc na dywanie z pisakami i kredkami pod ręką. Książka o wymiarach A3, która zaprasza do zabawy, do rysowania, do wymyślania i zgadywania. Bardzo porządnie wydana.

Wczoraj Karolina pisała o historii psa i kota dla maluchów. Dziś przedstawiamy polską nowość dla młodszych przedszkolaków o parze zaprzyjaźnionych czworonogów - Śnieżku i Węgielku. Gdybym układała listę najpiękniej zilustrowanych książek w tym roku, ta z pewnością, by tam trafiła - zwierzaki i przestrzenie kosmiczne narysowane przez Aleksandrę Woldańską-Płocińską - majstersztyk! Historia, jak na Przemka Wechterowicza, nieskomplikowana, w sam raz dla młodszych dzieci.  Traktuje o wyprawie w kosmos kota Śnieżka i psa Węgielka, którą zwierzaki zorganizowały, by odwiedzić kosmiczne koty z okolic Drogi Mlecznej.  Przygody w podróży, harce w gościach i powrót do domu i przyjaciół na Ziemi. Bardzo sympatyczna historia.

Ja dorzucam ją do worka Mikołaja i zachęcam do tego samego. Tylko pamiętajcie, worek musi być duży!

Wydawnictwo Alegoria, 2011

piątek, 12 marca 2010
Czy wasze dziecko pyta się pięć razy w tygodniu, kiedy będzie wreszcie mogło mieć psa? Po przeczytaniu tej książki nie przestanie. Nie dojdzie też do wniosku, że psy to dużo zawracania głowy i jeszcze więcej roboty. Ale przynajmniej przyjemnie spędzi czas z bohaterką powieści Groszką - sunią, której się spełniło największe marzenie: dostała swoją dziewczynkę.
Groszka słyszała, że dziewczynki są łagodniejsze, więc marzy o dziewczynce. Kiedy wreszcie dostaje w prezencie od rodziców Dominikę, ta okazuje się nieco  kłopotliwa w obsłudze, płacze w nocy (z tego powodu tata Groszki nazywa ją Domikrzyką), nie chce jeść psiej karmy, chce żeby się z nią bawić, wtedy gdy człowiek, tfu pies, pograłby sobie na haustation itd. itp.
Wszystko w tej książce jest na odwrót, ale wychodzi na to samo. Wszystko jedno, czy my mamy psa, czy pies nas ma, uczucie działa w obie strony. I wszystko jest w tej książce bardzo dosłowne. Dorosłych ta dosłowność może troszkę uwierać - brakuje subtelności w wykorzystaniu tego pomysłu, ale uczciwie przyznam, że dzieciom to zupełnie nie przeszkadza. To książka dla nich - moja drugoklasistka czytała jednym tchem.
Tagi