Uczniowie szkół średnich w Hiszpanii wybrali "Brak wiadomości od Gurba" na lekturę szkolną w plebiscycie. Niech to będzie wstępną rekomendacją dla książki Eduarda Mendozy. A swoją drogą, może by taki plebiscyt ogłosić u nas? Co myślicie?
Wyciągnęłam spod choinki swój prezent od Mikołaja. Muszę powiedzieć, że nie mogłam się porządnie zaczytać, za często wybuchałam śmiechem i musiałam koniecznie przerwać, by przeczytać komuś (mężowi, który tego nie lubi albo córce, która to uwielbia) jakiś kawałek.
Głównym bohaterem i narratorem historii jest bezimienny kosmita, który jest czystą inteligencją (porażające IQ- 4800). Jest to twór bezcielesny w związku z tym, by nie wyróżniać się spośród ziemian może przejmować dowolne postaci (wybrane z Katalogu Astralnego: Spisu Ziemskich Kształtów Adaptowalnych). W zasadzie to proste, kiedy chce wzbudzać zaufanie przybiera postać Piusa XII lub innego świątobliwego, kiedy chce zwrócić uwagę kobiet strzela sobie powłokę Travolty. Dobre jest również to, że w razie kłopotów może się spokojnie zdematerializować. W tych różnych cielesnościach, dalej jest dowódcą statku kosmicznego, który przybył na Ziemię z misją dość tajemniczą. W pamiętniku z misji notuje swoje obserwacje dotyczące ziemskich zwyczajów i nieodmiennie czeka na wiadomość od Gurba, swojego podwładnego, który opuścił statek wcześniej i o którym słuch zaginął.
Nie jest łatwo być przybyszem z innej planety w Barcelonie. Pierwsze próby zwiedzania miasta przynoszą następujące notatki: "07.45 Postanawiam - w celu nie zwracania uwagi - zmaterializować się w miejscu, gdzie występuje największa koncentracja ludności. 08.00 Pojawiam się w miejscu zwanym Diagonall-Paseo de Garcia. Zostaję przejechany przez autobus numer 17 linii Barceloneta - Vall d'Hebron. Muszę odzyskać głowę, która na skutek kolizji potoczyła się na środek jezdni. Wykonanie zadania utrudniane przez przejeżdżające pojazdy. 08.01 Przejechany przez opla corsę. 08.02 Przejechany przez furgonetkę dostawczą. 08.03 Przejechany przez taksówkę." Barcelona widziana oczami kosmity jest miastem szaleńców, hochsztaplerów i najniezwyklejszych dziwaków. W zasadzie nie wiadomo, kto zasługuje na miano większego dziwaka - obcy przybysz, czy ziemianin w jego oczach. Wszystkie narzędzia, którymi posługuje się człowiek (od drzwi dwuskrzydłowych do samochodu czy ekspresu do kawy) są niezwykle prostymi mechanizmami i niezwykle skomplikowanej obsłudze (np. trzeba używać obu rąk). Czytamy powieść Mendozy i śmiejemy się z ziemian i z kosmity "20.20 Buty dymią od zbyt długiego chodzenia. Od jednego odpadł obcas, co sprawia, że mój chód przypomina kołysanie tyle śmieszne, co męczące. Pozbywam się butów, wchodzę do sklepu i za pieniądze, które zostały mi z restauracji, kupuję nowe, mniej wygodne od poprzednich, ale zrobione z bardziej wytrzmałego materiału buty. Zaopatrzony w te nowe buty, zwane nartami, zaczynam przemierzanie dzielnicy Pedralbes". Oprócz tego, że w środku lata przemierza Barcelonę na nartach, szef kosmicznej misji jest wielkim żarłokiem - pożera kilogramy churros i tortillas, ma w zwyczaju robić gargantuiczne zakupy spożywcze. Poza tym modli się wieczorami i czeka na wiadomości od Gurba.
Nie mogę oczywiście w tym miejscu zdradzić, czy Gurb się odezwie. Mogę natomiast się przyznać, że Mendoza trzy razy mnie zwiódł w zakończeniu. Trzy razy, na krótkim odcinku kilku ostatnich stron powieści, byłam już pewna zakończenia. To lubię.