o książkach dla dzieci i młodzieży

Wpisy z tagiem: zwierzęta w literaturze

środa, 07 grudnia 2011

Www.bezwłose.pl to pierwszy adres internetowy, który próbowała wpisać w przeglądarkę moja córka Maria. Miała 6 lat i już była przekonana, że w internecie są strony na każdy temat. Było to w czasach naszych powszechnych alergii, kiedy szukaliśmy zwierzaka bezsierściowego.

Dużo jest książek dla dzieci o radości, jaką przynosi dzieciakom domowe zwierzątko. Kot, pies, nawet gryzonie doczekały się sporej bibliografii na półce z literaturą dziecięcą i młodzieżową. "Gupikowo" jest pierwszą czytaną przeze mnie lekturą, w której bohaterami pierwszoplanowymi są akwariowe rybki.

Oprócz rybek mamy historię nieidealnej (bałaganiarskiej i roztargnionej) wielodzietnej rodziny i zaprzyjaźnionej z nią opiekunki Madzi. Historia toczy się w rytmie akwariowej wymiany pokoleń. Rybki się rozmnażają, wpadają do filtra, padają ofiarami bardziej drapieżnych rybek i epidemii. Dostarczają rodzinie wielu radości i trosk.

Książka z gatunku na jeden haps.  Chcę więcej.Polecam. Nie tylko alergikom.

Wydawnictwo Bis, 2011

piątek, 12 marca 2010
Czy wasze dziecko pyta się pięć razy w tygodniu, kiedy będzie wreszcie mogło mieć psa? Po przeczytaniu tej książki nie przestanie. Nie dojdzie też do wniosku, że psy to dużo zawracania głowy i jeszcze więcej roboty. Ale przynajmniej przyjemnie spędzi czas z bohaterką powieści Groszką - sunią, której się spełniło największe marzenie: dostała swoją dziewczynkę.
Groszka słyszała, że dziewczynki są łagodniejsze, więc marzy o dziewczynce. Kiedy wreszcie dostaje w prezencie od rodziców Dominikę, ta okazuje się nieco  kłopotliwa w obsłudze, płacze w nocy (z tego powodu tata Groszki nazywa ją Domikrzyką), nie chce jeść psiej karmy, chce żeby się z nią bawić, wtedy gdy człowiek, tfu pies, pograłby sobie na haustation itd. itp.
Wszystko w tej książce jest na odwrót, ale wychodzi na to samo. Wszystko jedno, czy my mamy psa, czy pies nas ma, uczucie działa w obie strony. I wszystko jest w tej książce bardzo dosłowne. Dorosłych ta dosłowność może troszkę uwierać - brakuje subtelności w wykorzystaniu tego pomysłu, ale uczciwie przyznam, że dzieciom to zupełnie nie przeszkadza. To książka dla nich - moja drugoklasistka czytała jednym tchem.
piątek, 26 lutego 2010
To nie jest słodka książka dla małych dzieci o zwierzątkach.
Pierwszy rozdział opowiada o dobrej matce, dbającej o swe młode. Rysica, dba o swoje dzieci,  musi mieć siły, by się nimi opiekować, dość szybko wyrusza na polowanie. Mama czai się, poluje, jak następnie wgryza się w kark jelonka, rozrywa go na strzępy itd. Lubicie Animal Planet? To coś dla Was.
Jak rysie maluchy trafiają do Zoo? Zostają wykradzione przez gajowego pod nieobecność matki zajętej polowaniem. Tu muszę powiedzieć, że Marysia była oburzona. Jak tak można? Rysica wróci i zobaczy, że nie ma jej dzieci? - emocjonowała się bardzo i wracała do tego pytania. 

Dalsza cześć książki, ta, która mi się najbardziej podobała, to opowiadanie o młodych rysiach w domu dyrektorostwa Żabińskich w Warszawskim Ogrodzie Zoologicznym, domu znanego nam z książki o hience Dżolly. Kiedy Antonina Żabińska opowiada o życiu pod jednym dachem z rysiczkami Tufą i Tofi, to mówi jak doświadczony psycholog i kocia dusza jawi nam się jak na dłoni. Autorka potrafi wspaniale opisać niezwykłe kocie zadziwienie światem. Tylko dzieci potrafią jeszcze się tak dziwić.
Tagi