o książkach dla dzieci i młodzieży
czwartek, 17 maja 2012

Jedna z najbardziej niesamowitych książek dla dzieci, jakie kiedykolwiek trzymałam w rękach, kontynuacja opowieści „Gdzie jest tort?”. Niesamowitych dlatego, że obywa się bez tekstu, a opowiada wielowątkową, fascynującą, dowcipną i dramatyczną zarazem historię.

W „Gdzie jest tort?” na kolejnych stronach śledziliśmy opowieść o parze przebiegłych szczurów, która wykradła tort parze psów, państwu Psytulińskich. W pogoni za złodziejaszkami biorą udział mieszkańcy lasu, w którym stoi dom państwa Psytulińskich. Fenomenalny pomysł na tę książkę polega na tym, że pomimo prostej z pozoru fabuły, w istocie jest ona wielowątkową historią, którą w dodatku opowiadać można sobie na wiele sposobów, różnie interpretując zdarzenia przedstawione na ilustracjach, śledząc losy kolejnych postaci, szukając podpowiedzi ukrytych na kolejnych kartach.

W „Wielkim pikniku”  spotykamy tych samych głównych bohaterów, państwo Psytulińskich oraz szczury, które w pierwszej części wykradły tort. W wyprawie na piknik (podczas którego podany będzie oczywiście tort - tym razem nie jeden, lecz dwa) Psytulińskim towarzyszy  cała gromada zwierząt: uczłowieczone koty, świnie, króliki, wiewórki, zające i inni. Choć to książka dla dzieci, nie będę zdradzać zbyt wiele, bo podczas jej oglądania i dorośli będą mieli mnóstwo uciechy. Tym razem wydarzenia będą miały bardziej zagadkowy charakter, pojawią się mylne tropy i oskarżenia na podstawie wątłych dowodów. Oczywiście oprócz afery tortowej rozgrywa się podczas tej podróży mnóstwo innych fascynujących historii: pewna zalotna kotka zmienia towarzyszy podróży jak rękawiczki, mały królik rozpacza za utraconą zabawką, świnia w pielęgniarskim fartuchu nikomu nie udzieli pomocy, bo sama ciągle wpada w tarapaty, mała mysz zabiera na drogę zbyt duży zapas lizaków, a coraz bardziej wściekła koza zbiera po drodze porozrzucane papierki. Każda z tych historii na ostatniej karcie ma swoje zakończenie, najczęściej w postaci dowcipnej pointy. Książka do wielokrotnego oglądania, wymyślania, kreowania, porównywania. Zapewnia niezrównaną zabawę przy lekturze. 

Wydawnictwo EneDueRabe, 2012
wtorek, 15 maja 2012

Bałam się, że to będzie jakaś pełna rozpaczy historia. O psie, który szuka – czyli pewnie się zgubił albo w ogóle jest niczyj, porzucony, odepchnięty. Błąka się po mieście, nikt (prócz dzieci) nie zwraca na niego uwagi, grzebie w śmietniku, spogląda w wystawy sklepów mięsnych, popatruje (tęskno?) z zakurzonych chodników wprost w okna, za którymi siedzą mili staruszkowie, uśmiechnięte panie kioskarki, dobrze odżywione kotki. Do tego nie ma jednej łapy, więc dramat gotowy. Ale nie, na szczęście to zupełnie inna bajka, a żywot psa okazuje się całkiem szczęśliwy. I świat nie taki zły. Ja póki co nie chcę opowiadać mojej córce, że świat bywa beznadziejny, więc cieszę się, że tym razem psi los nie wyciśnie ani jej, ani mnie łez z oczu. Bardzo mi pasuje taki ton opowieści. Tym bardziej, że w tak niewymuszony sposób oswaja ona dziecko z niby bliskim, a jednak zawsze trochę tajemniczym światem psów. Tu zwierzęta są zwierzętami, nie zachowują się jak ludzie, jak to często w bajkach bywa.

Joanna Guszta stworzyła fabułę, którą rządzi suspens – tę książkę czyta się niecierpliwie, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, jakiej to ważnej rzeczy szuka mały pies ze spiczastymi uszami. Każda stronica i tekstem, i ilustracjami, otwiera nową scenerię, przedstawia nowych, zawsze ciekawych bohaterów, nową perspektywę. Piękne rysunki Marty Szudygi są z jednej strony dość nowoczesne, a jednocześnie przywołują klimat klasycznej polskiej ilustracji. Wyrafinowanej, dbałej o szczegóły, wspaniale zestawiającej kolory. Wydawnictwo „Ładne Halo” wydało na razie jedynie trzy książki. Ja czekam na następne.

 

Ładne Halo 2012



czwartek, 10 maja 2012

Kubuś ma problemy z zaśnięciem, Jędruś jest smutny i nie chce się bawić z dziećmi w nowym przedszkolu, a Tadek jest niejadkiem. To problemy znane doskonale wielu przedszkolakom (i ich rodzicom). Jak je rozwiązać? Z pomocą przychodzą Nudzimisie - przesympatyczne, długouche stwory, które zajmują się odnudzaniem dzieci i pojawiają się zawsze wtedy, gdy któreś z nich woła głośno: „Nuuudziiimiiiisieeeee”.

„Nudzimisie i przedszkolaki” to już trzecia część niezwykle udanego cyklu Rafała Klimczaka (wcześniej ukazały się "Nudzimisie" i "Nudzimisie i przyjaciele"). Choć konstrukcja wszystkich części  jest podobna (akcja dzieje się na przemian w świecie ludzi i krainie Nudzimisiów, stworzenia pomagają zaprzyjaźnionym dzieciom, ale mają też własne problemy do rozwiązania), kolejny tom przygód czyta się z taką samą przyjemnością jak poprzednie. Zasługą jest świetnie wykreowany, fantastyczny świat Nudzimisiów (rosną tu wymyślacze śniadań, muzykalne kwiaty, które budzą mieszkańców krainy, Nudzimisie jeżdżą na liściorolkach lub puszczają dmuchane latawce) oraz sympatyczne ilustracje Agnieszki Kłos - Milewskiej. Pewien kłopot po lekturze tej książki mogą mieć rodzice, których dzieci domagać będą się odpowiedzi, dlaczego gdy rozpaczliwie ogłaszają nudę, nie pojawia się natychmiast żaden Nudzimiś. Lepiej wcześniej pomyśleć nad odpowiedzią.
Wydawnictwo Skrzat, 2012
wtorek, 08 maja 2012

 Recenzja z dedykacją: Ukłony dla blogerek-szafiarek i modystek od blogującej o książkach.

Nie sądziłam, że taką przyjemność sprawi mi książka dla nastolatek, której bohaterkami są: młodociane modelki, nastoletnie gwiazdki Hollywood, młodziutkie projektantki mody i ich małoletnie sekretarki. Nie dziwicie się mojej rezerwie, prawda?

Akcja: Trzy szesnastoletnie przyjaciółki odkrywają niezwykły talent dwunastoletniej Crow - dziewczynki z Ugandy. I postanawiają jej pomóc - we wszystkim. W poradzeniu sobie ze szkołą i dysleksją, w odnalezieniu zaginionego w obozach uchodźców brata, w budowie szkoły w Ugandzie i wreszcie w oszałamiającej karierze projektantki mody (jednej z najmłodszych, jakie widział świat). 

Chociaż sporą cześć książki wypełniają rozważania nad istotą twarzy idealnej modelki (musi mieć odpowiednio zarysowane kości policzkowe),  trzeba przyznać, że rozważaniom tym nie brak dystansu i ironii a "Projekt C" Sophii Bennet pozostaje bardzo udaną książką o ludziach, którzy mają pasję, a przy tym nie myślą tylko o sobie.

 Wydawnictwo Egmont, 2011

 

Tagi: modeling
08:48, zefi-rynna , nastolatki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

 Twoja córka jest w przedszkolu i marzy o tańcu? Wszystkie baletnice wydają Ci się kiczowate i stanowczo za różowe? I w ogóle co za pomysł, żeby była różowiutką łabędzicą w bezie z tiulu?

"Niegrzeczne stópki" spełniają marzenia najmłodszych dziewczynek o książce o tańcu a rodzica nie doprowadzają do mdłości od przelukrowania. Ilustracje są rozczulające, niepozbawione słodyczy, romantyzmu, ze starymi wzorami tapet, delikatnym rysunkiem szczegółów. Kilkuletnie baletnice na obrazkach są przecudnie koślawe, nieanorektyczne, mają grację stada słoniątek i mnóstwo ich radości życia. 

A historia jest taka: Tytułowe niegrzeczne stopy należą do Tośki, która ma za siostrę idealną Amelkę. Mimo dobrych chęci Tośce nie udaje się doścignąć siostry w tańcu baletowym, stopy po prostu jej się nie słuchają, co w gruncie rzeczy wydaje się dość zabawne, przynajmniej niektórym, jak na przykład szkolnemu akompaniatorowi - panu Tiempo. To on pomoże odkryć dziewczynce jej talent. I Tośka radośnie postepuje ku nowym dniom.

Wydawnictwo G+J, 2012

niedziela, 29 kwietnia 2012

Tylko na pozór wiersze dla najmłodszych to łatwy i prosty rodzaj twórczości, który uprawiać może każdy. To właśnie na tym polu można natknąć się na najczęstsze grzechy literatury dla dzieci: nachalny dydaktyzm, moralizatorstwo, grafomanię, wtórność pomysłów, banał i w końcu  - lekceważenie zmysłu estetycznego małych czytelników. Twórczość Pawła Mazura (autor tekstu) i Magdaleny Pagińskiej (ilustracje) z wszystkich tych pułapek wychodzi obronną ręką.

„Czy wróbelek doleci do Afryki” to zbiór zaledwie trzech dłuższych wierszy. Każdy z nich to prawdziwa perełka. Pierwszy opowiada o tytułowym wróbelku, który chciał się wybrać w podróż do ciepłych krajów. Drugi jest historią małego kotka, który boi się wskoczyć na płot. Trzeci to niemal filozoficzna powiastka o kozie wpatrującej się nocą  w gwiazdy. Wszystkie trzy wiersze zawierają świetnie zbudowaną historię, zakończoną dowcipną pointą. Łączą w sobie prostą, oszczędną formę z humorem. Paweł Mazur traktuje małych czytelników z powagą: używa słów, które mogą być niezrozumiałe dla kilkulatka, lecz robi to w taki sposób, by ich znaczenia dziecko mogło domyślić się z kontekstu. Uważny rodzic czytający dziecku tę książkę zwróci uwagę także na jej walory edukacyjne: pojawiają się w niej nazwy miast, krajów, kontynentów i gwiazdozbiorów, nawiązania do pór roku czy określenia, które pomogą w utrwaleniu pojęć związanych z czasem. Tekst uzupełniają atrakcyjne i nowoczesne ilustracje Magdaleny Pagińskiej - nie znajdziemy w nich dosłowności, lecz zabawę kreskę i kolorem. 

Wydawnictwo Pestka, 2012

czwartek, 26 kwietnia 2012

To kartonowa książka dla najmłodszych i przedszkolaków z wierszykami o zwierzętach i barwach. Może śmiało im służyć do nauki kolorów.

O ile poezja nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, ilustracje wydają się zupełnie wyjątkowe. Kartonowe strony są przeplatane rysunkami na przezroczystej sztywnej folii. Na foliach autorka wykonała dosłownie po kilka kresek. Nałożone na tło tworzą bardzo ciekawą całość, która pozwala na  poszukiwania ukrytych w przyrodzie stworów. Rysunki są nowoczesne, niebanalne. Każdy ilustruje wierszowaną, kolorową bajkę. Jest bajka srebrna o zebrach, zielona o słoniach, żółta o kurkach, niebieska o pieskach itd. 

Takiej książki nie widziałam. Podstawy mimetyzmu dla maluchów.

Wydawnictwo Diecezjalne Sandomierz, 2011

środa, 25 kwietnia 2012

Wszyscy przez to przechodziliśmy. Czasem w radości, czasem w smutku. Każdy z nas miał dzieciństwo, które w nim zostało, pozostawiło mnóstwo śladów, kłębi się gdzieś głęboko i czasem, często niespodziewanie, powraca. Widzieliśmy i przeżywaliśmy rzeczy piękne, trudne, dziwne, raz niezrozumiałe dla nas z tamtego czasu, raz niepojęte dla dorosłych.

ORWO to nie jest książka dla dzieci ani o dzieciach. To książka dla nas, już dorosłych, którzy kiedyś byli dziećmi. I próbujemy z pewnymi rzeczami się uporać, na różne sposoby – ubrać je w opowieść, czasem w bajkę, czasem w zwierzenie. Dlatego opowiadania te są tak różnorodne. Niektóre uderzają dosłownością i realizmem, inne pozwalają zanurzyć się w dziecięcej fantazji, jeszcze inne sięgają i odsyłają do książek, którymi sami karmiliśmy się w dzieciństwie. Nie ma tu cienia sentymentalizmu – to czasem błogie, czasem bolesne powroty do aury, traum, emocji, lęków i marzeń sprzed wielu lat. Każde z opowiadań jest jak wyrazistą kreską zarysowany obrazek, w którym zamknęło się jakieś bardzo ważne, choć czasem pozornie błahe przeżycie. Każde też pokazuje, że nikt z nas nie wyrasta sam. Że otacza nas tysiące szeptów, opowieści, postaci, które pomagają nam stać się tymi, kim jesteśmy albo kim być chcemy.

Antologia ta jest niezwykła jeszcze z innego powodu. To piękna, mocna proza. Lista nazwisk autorów zaangażowanych w to przedsięwzięcie robi wrażenie: Iwasiów, Nasiłowska, Klimko-Dobrzaniecki, Rudnicki, Orbitowski, Rudzka, Wiedemann, Bargielska, Żulczyk, Brzezińska, Fiedorczuk, Rejmer. Towarzyszą im świetni polscy rysownicy i ilustratorzy, których prace, jak w najlepszych książkach, wyrastają na osobne dzieła.

Wydawnictwo Format postarało się o stosowną formę dla antologii – już srebrzysta okładka, z tak dobrze nam znanym logo pewnej słynnej marki producenta klisz fotograficznych, przykuwa uwagę. Każde z opowiadań ma swoją barwę – papier barwiony jest na różne kolory, zawsze jednak na tyle stonowane, aby nie zakłócały samej lektury. Numery stron widoczne są na środku każdej z nich, zaznaczone po prostu w tle tekstu, nie burząc jego układu. Cała książka jest starannie zaprojektowaną, piękną kompozycją pozbawioną, na szczęście, designerskiej przesady. Forma jest ważna, ale to przecież opowieść ma tu pierwszorzędne znaczenie.

Czytając kolejne opowiadania, miałam poczucie uczestnictwa w czymś bardzo osobistym. Osobistym nie tylko dlatego, że autorzy podzielili się ze mną swoim dzieciństwem, ale też i dlatego, że potrafili otworzyć drzwi do moich własnych przeżyć. Srebrzysta okładka staje się więc także lustrem, w którym odbijamy się my, czytający. Mgliście, ale i na tyle wyraźnie, żeby siebie zobaczyć.

 

Wydawnictwo Format 2011



wtorek, 24 kwietnia 2012

 I jeszcze raz Ilona:

Czytanie z dwuletnim Ptysiem o przygodach Bobo zupełnie mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się, że polubi staroświeckie, jednokolorowe ilustracje, które, niczym komiks, opisują codzienne życie rodziny Koszatek. Im częściej jednak czytamy książkę o Bobo, tym lepiej rozumiem, co tak bardzo zauroczyło w niej Ptysia.

 Świat Bobo składa się z elementów, które zna większość dwulatków. Chodzenie z mamą po zakupy, jazda wózkiem po sklepie, świętowanie urodzin, choroba, która sprawia, że zasypia się na podłodze ze zmęczenia… Tak, Ptyś rozumie każdą z opowiedzianych historii i bezbłędnie rozpoznaje przedmioty i historie opowiadane na obrazkach. Czasem aż za dobrze. Strony o chorym Bobo, który dostaje czopki na obniżenie gorączki, doprowadziły Ptysia do rzewnego płaczu. Dobrze pamiętał swoją własną chorobę sprzed trzech tygodni i te wstrętne czopki, których szczerze nie znosił.

 Z upodobaniem czytamy rozdział o urodzinach. Pieczenie ciastek, czekanie na gości, odpakowywanie prezentów – tę historię zdarza się nam przeczytać jednego wieczoru i kilka razy.

 Książeczka podzielona jest na krótkie rozdziały – takie akurat do przeczytania przed snem. Każdy z nich kończy się tym, że Bobo zasypia. Czasem w łóżeczku, czasem u taty na rękach… Ja lubię ten, w którym przed Bobo zasypiają oboje wykończeni rodzice.

Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2010

Ilona

niedziela, 22 kwietnia 2012

Moja prawie jedenastoletnia córka pisze o książce Alyson Noel "Aura" dla szkolnej gazety. A ja mam prawo do przedruku:

"Śmierć. Słowo budzące dreszcze w każdym z nas. Nikt nie wie, jak wygląda życie po śmierci. Posłuchajmy więc, jak życie po śmierci wyobraża sobie Alyson Noel autorka książki „Aura”.

Jej bohaterka Riley Bloom umiera w wypadku samochodowym. Książka opowiada o jej przygodach i życiu po śmierci. Jeśli myślicie, że po śmierci w końcu odpoczniecie i będziecie całymi dniami i nocami grać w piłkę, to głęboko się mylicie. Po śmierci trzeba spać (tak naprawdę po śmierci jesteś kupką energii i więcej jej zużywasz)i pracować, choć praca po śmierci jest całkiem nietypowa. 

W zaświaty opisane przez Alyson Noel prowadzi droga przez most, który łączy ziemię, na której żyjemy i miejsce, do którego trafiamy, gdy już nas tu nie ma. 

Chwilę po przejściu na drugą stronę mostu Riley zostaje wezwana przez radę i dostaje pracę łowcy dusz. Polega ona na namawianiu dusz do przejścia na drugą stronę mostu. Tych, które się ociągają. Riley ta praca się bardzo podoba, gdyż strasznie tęskni do życia na ziemi. Jej pierwszym zadaniem jest namówienie promienistego chłopca na przejście po moście. Czy jej się uda? Przeczytajcie, a się dowiecie."

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2011

Marysia

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47
Tagi