o książkach dla dzieci i młodzieży

starsze przedszkolaki i pierwsze klasy

piątek, 20 listopada 2015

Moje dzieci nigdy nie wykazywały zaawansowanych zainteresowań sprawami technicznymi. Nie mam w domu młodych konstruktorów, wynalazców, znawców historii uzbrojenia, budowy statków czy kolei. No właśnie, kolei. Nie przypuszczałabym, że wpadnie mi do ręki książka o pociągach, przy której będę się uśmiechać, drapać w głowę ze zdziwienia i studiować ilustracje.

Z „Wielkiej księgi pociągów” (wielka jest raczej formatem, nie liczbą stron) dowiedziałam się dlaczego holenderski pociąg jeżdżący do nadmorskiego kurortu nosił miano „Pchełka”, co dokuczało podróżnym pierwszych składów kolejowych i jak podróżowali królowie.

Plusem są ilustracje, które opowiadają nie tylko historię kolei, ale pokazują również zmiany mody i obyczajów. Wspaniale jest oglądać damy z parasolkami, dzieci ciągnące koniki na kółkach, Indian ścigających się z parowozem, panie unoszące skraj sukni (by nie pobrudzić ich błotem) czy plażowiczów zażywających kąpieli w specjalnych wozach.

Teraz zastrzeżenia: ilustracje są lepsze od tekstu. Niektóre fragmenty napisane są stylem podręcznikowym. Zamiast czytać o „towarach przetworzonych”, „różnych produktach” czy „artykułach spożywczych” wolałabym dowiedzieć się (myślę, że dzieci też) co konkretnie przewoziły pierwsze pociągi w Stanach, Anglii czy Niemczech. Dla prawdziwych pasjonatów tematu kolei na wyklejce książki umieszczono ilustracje różnych typów lokomotyw: parowych, spalinowych i elektrycznych.

Książkę dostałam od Wydawnictwa Muchomor.

piątek, 12 grudnia 2014

Rozmowy z dziećmi o starości do łatwych nie należą. Wiek długo jest pojęciem ze wszech miar abstrakcyjnym. Duży wydaje się starszy o kilka lat brat. Starą nauczycielka po trzydziestce. W pewnym wieku wszyscy poza rówieśnikami są starzy i bardzo starzy.

A jak opowiedzieć im o strachu, który pojawia się w życiu naprawdę starego człowieka i staje się jego najwierniejszym towarzyszem? Jednym z nielicznych, stałych towarzyszy, których nie trzeba odprowadzać na cmentarz w przeciwieństwie do kolejnych przyjaciół? Strachu naprawdę starego człowieka przed wszystkim - pośpiechem, zmęczeniem, nieznanym, obcym, za szybkim, zbyt mocnym. 

Dostaliśmy piękna książkę. Obrazkową, elegancką i oszczędną graficznie. A przy tym mądrą, taką, która może być punktem wyjścia do rozmowy o starości i do lepszego rozumienia starości nawet przez kilkulatków.

Bohaterką jest staruszka Małgorzata, której wigilia nie przypomina tych z reklamy Coca Coli czy barszczu Winiary. Spędza święta samotnie. To jej wybór, którego dokonała ze strachu. Małgorzata boi się otworzyć drzwi obcym ludziom, ale nie przypomina zrzędliwej staruszki, której nic się nie podoba i na wszystko narzeka.  Małgorzata jest łagodną, niezwykłą staruszką, która "tak bardzo bała się śmierci, że w końcu zaczęła się bać życia."

Warto z dziećmi przed świętami przeczytać książkę o Małgorzacie.

Przyznam się, że nie znam w Polsce wielu takich starszych pań. Jest to obraz innego społeczeństwa niż nasze. U  nas, mam wrażenie, rodzina raczej nie uszanowałaby asertywnego postanowienia prababci o spędzaniu Wigilii bez rodziny. Ale jej strach rozpoznaję doskonale, on nieodłącznie towarzyszy starości. Strach, że się nie zdąży do autobusowego wejścia, strach, że ktoś chce oszukać, strach, że będą ciężarem.

2014, Dwie Siostry, dostałam od wydawcy

wtorek, 29 kwietnia 2014

"8+2 i domek w lesie" to druga część przygód wielodzietnej rodziny z Norwegii. Pierwsza ukazała się w Polsce kilka razy pod różnymi tytułami: "Ośmioro małych, dwoje dużych i ciężarówka" (Nasza Księgarnia 1979) "Sekret taty i ciężarówka" (Nasza Księgarnia, 1995), "8+2 i ciężarówka" (Seria Polityki "Cała Polska Czyta Dzieciom, 2008). Druga część ukazała się w tym roku po raz pierwszy. Jeśli chcecie czytać dzieciom dwie części po kolei, przygotujcie się na drobne niedogodności, w kolejnych tłumaczeniach zmieniono niektóre imiona bohaterów. O Morciszku z pierwszego tomu, w kolejnym mówi się mały Morten. A Marcin zostaje Martinem (mówię tu o ostatnich wydaniach). Niby drobiazgi, ale przy czytaniu mieszają, tym bardziej, że dziecięcych bohaterów jest wielu. Rodzina z domku w lesie przebija inne pod tym względem, nawet moją ulubioną wielodzietną rodzinę (też skandynawską) z "Podróży z rondlem" Edith Unnerstad.

Klimat książki jest przyjemnie niedzisiejszy. Trochę tak, jakby wszystkie dzieci z Bullerbyn zamieszkały w jednej zagrodzie i miały tych samych rodziców. "Mama właśnie przygotowywała obiad, tata rąbał drewno w drewutni. Mały Morten wdrapywał się na taboret kuchenny i zeskakiwał z niego, wdrapywał się i zeskakiwał, i wyglądało na to, że nigdy się nie zmęczy i będzie tak skakać aż do wieczora." Mały Morten jest najmłodszym członkiem rodziny, zachowuje się jak typowy dwulatek. Oprócz niego mama i tata mają jeszcze siódemkę dzieci: Maren (12 lat) , Martina (10), Martę (9), Madsa (8), Monę (6), Milly (5), Minę (4) a do domku w lesie wprowadzają się z babcią i psem Rurkiem. 

W mieszkaniu w mieście cała rodzina musiała gnieździć się w jednym pokoju, a odwiedzająca ich babcia musiała spać na szafkach w kuchni. Dlatego też domek w lesie wydaje się dzieciom pałacem. Nawet jeśli brakuje w nim wanny a do wygódki zimą trzeba jechać na nartach. Czym jeszcze zajmują się mieszkańcy domku w lesie? Dzieci i babcia zajmują się przede wszystkim przeżywaniem dzieciństwa, ale wszyscy mają udział w życiu codziennym - sprzedają naleśniki, hodowlą kurczaki, noszą wodę ze studni, rozszczelniają i uszczelniają ściany mchem, trenują skoki narciarskie (babcia jest mistrzynią), bawią się w Indian i rycerzy, budują łaźnię. Można im zazdrościć dobrego, niedzisiejszego życia.

Jest o czym z dziećmi przy tej lekturze porozmawiać. Zdecydowanie.

Wydawnictwo Dwie Siostry 2014, z biblioteki

niedziela, 16 marca 2014

Cierpią z jej powodu nie tylko nieśmiali. Za jej sprawą rezolutne dziewczynki nagle tracą głos i mną w paluszkach brzeg spódniczki zadzierając ją aż do pępka a wielkie aktorki „sypią” się na scenie. „Kret sam na scenie” opowiada o tremie.

Sześcioletni chłopiec ma wystąpić w szkolnym przedstawieniu. Choć uwielbia występować w domu, przed młodszym bratem, przeraża go myśl o wyjściu na oświetloną reflektorami szkolną scenę. Mówi o swoich obawach nauczycielce, która mądrze nie przekonuje go, że da sobie radę, lecz obsadza w roli kreta, który przez większość przedstawienia chowa się za kopcem. Na zakończenie uroczystości chłopiec ma wyjść na scenę i powiedzieć jedno zdanie. Choć zadanie nie wydaje się trudne, noc przed przedstawieniem bohater mierzy się ze swoimi lękami. A jeśli zapomni tekstu? Lub wygłosi kwestię za cicho? Czy rozzłoszczona publiczność nie zacznie rzucać w niego tortami? Zasypia, gnębiony koszmarami. W dzień występu jest jeszcze gorzej. Chłopiec nie może zjeść śniadania, boli go brzuch.

Do katastrofy oczywiście nie dojdzie, choć tuż przed wyjściem na scenę bohater chowa się w szatni, między kurtkami. Tam, w ostatniej chwili, znajdzie go jednak ktoś, kto wierzy w niego najbardziej na świecie. Nie jest to jednak mama, tata ani nauczycielka. Właśnie za sprawą tej osoby przedstawienie będzie miało nieoczekiwany finał...

"Kret" jest mądrą opowieścią o samodzielnym pokonywaniu strachu. Miękkie, pastelowe ilustracje Evy Eriksson nie tylko doskonale opowiadają przebieg tej prostej i chwytającej za serce historii, ale oddają również emocje bohaterów.

Wydawnictwo EneDueRabe, Gdańsk 2013, książka od wydawnictwa

poniedziałek, 10 marca 2014

Społecznościowe seriale dla przedszkolaków typu "Strażak Sam", "Listonosz Pat", "Weterynarz Fred" są przykładami telewizyjnych  historyjek prowincjonalnych . W każdym mamy  małe miasteczko, w którym się wszyscy znają, wszystko o sobie wiedzą, znają swoje wady i zalety. Sympatyczni i wyraziści bohaterowie są życzliwi wobec siebie nawzajem i zawsze są gotowi pomagać innym. "Zagadkowa koperta listonosza Artura" panów Moncomble'a i Pawlaka wpisuje się w ten nurt. To przykład doskonałej książkowej historyjki prowincjonalnej. Świetny duet francusko-polski znany jest już między innymi z książek o Czupieńkach ("Czupieńki. Smok", "Czupieńki. Gwiazdka") wydanych przez Wydawnictwo Media Rodzina.

I tym razem książka o przygodach listonosza ze źle zaadresowaną przesyłką zachwyca i klimatem opowiadanej historii i opracowaniem graficznym. 

Dobrym pomysłem wydaje się dokupienie do lektury kompletu co najmniej 20 kopert, bowiem książka zaprasza do zabawy w pisanie listów, adresowanie, naklejanie znaczków (zestaw naklejek znajdziemy w książce), stemplowanie. Może być też doskonałym punktem wyjścia do tworzenia miasteczka na podłodze, wymyślania historii jego mieszkańców i zabawę w listonosza. 

Miłej lektury i miłej zabawy!

Wydawnictwo Format, 2013, kupiona

wtorek, 11 lutego 2014

- Nie wpatruj się w to lusterko, bo ci się Dytko pokaże, Marysiu. - Zdarza mi się tak powiedzieć do córki. Marysia wysłuchała audiobooka z lekturą z mojego dzieciństwa pod tytułem "Małgosia kontra Małgosia" Ewy Nowackiej, stąd jej znajomość z Dytkiem. Przeegzaminowana z wiedzy o innych istotach zaludniających świat wierzeń dawnych Słowian nie wypadła najlepiej. 

Jest okazja, by Wasze dzieci zdały podobny egzamin śpiewająco, wystarczy, że przeczytacie z nimi "Paskudki słowiańskie". W "Paskudkach" twórczynie przedstawiły dzieciom takich bohaterów: Dytka, Błędnika, Gnieciucha, Kłobuka, Mamunę, Jaroszka, Płanetników, Południcę i Północnicę, Świecka i Wietrznicę. Rymowanki mnie nie porwały, brakuje im lekkości, której od rymów zwykłam oczekiwać. Wolę krótkie teksty, które pojawiły się na ostatnich stronach książki z prostymi informacjami, że "Gnieciuch przychodził nocą, żeby się rozpychać w łóżku. Przez tego nicponia trudno było oddychać i nie można było się porządnie wyspać." Brzmi znajomo, prawda?

Ilustracjami Marii Dek jestem zachwycona. Mają urzekający klimat, to dzięki nim taniec z Wietrznicą i spotkanie w lusterku Dytka są przeżyciami artystycznymi. Zobaczcie sami.

W najbliższą sobotę w Badecie spotkanie z autorką i ilustratorką książki

Wydawnictwo Myślanki, Ośrodek Twórczej Edukacji Kangur s.c., 2013, książkę dostałam od wydawcy

sobota, 24 listopada 2012

Które wydanie "Królowej Śniegu" lubiliście najbardziej w dzieciństwie?

Moja Królowa Śniegu wyglądała pięknie i łagodnie na ilustracjach Jerzego Srokowskiego. W najnowszym wydaniu Wydawnictwa M królowa jest nowoczesna jak Biała Czarownica z filmowej wersji "Opowieści z Narnii" i lodowata. Cudna.

Porównanie tych dwóch wersji zaczynam od tekstu. Wszyscy znamy baśń Andersena - nie mówimy o wersjach okaleczonych przez nadmierne skróty tylko o wersjach pełniejszych. Muszę powiedzieć, że zdecydowanie wolałam tłumaczenie Cecylii Niewiadomskiej (1855-1925) niż Franciszka Mirandoli (1871-1930), które pojawiło się w najnowszym wydaniu.  Choć Niewiadomska jest  starsza, jednak jej tekst baśni wydaje mi się nowocześniejszy.

 

Ilustracje Srokowskiego bardzo lubiłam. I jego Królowa Śniegu wydawała mi się bardziej nieszczęśliwa niż zła. Czy tak piękna kobieta o migdałowych oczach, wyrazie twarzy zranionej sarny może być zła? Bardzo klimatyczna książka. 

A konkurencja? Ilustracje Vladislava Yerki też mnie zaczarowały. Są magnetyczne jak mało co. Czuję się porwana w dziwne, magiczne miejsce - gdzieś między cerkiew z ikonami, ukraińską wieś, po której biegają dziewczyny w strojach ludowych a wybieg dla modelek na zimowym Fashione Weeku w Londynie.

Podobno Yerko spędził dzieciństwo na wsi. Przyrodę odmalowuje cudownie. Podziwiam bogactwo jego ilustracji, jednocześnie czuję, że zbliża się niekiedy do granicy, za którą tuż, tuż jest kicz.  Nie podobają mi się jego okładki do ukraińskiego wydania Harry'ego Pottera ale Królowa Śniegu jest obłędna - Yerko potrafi namalować wszystko. Koronki, szron, gruby ścieg z oczkiem na wełnianej pończosze, oddech konia, bibeloty. W bibelotach jest mistrzem. 

Wydawnictwo M, 2012

czwartek, 22 listopada 2012

Od dawna kochamy książki Svena Nordqvista.

Najnowsza cześć przygód Pettsona i Findusa jest nietypowa. Można powiedzieć, że to książka dla zaawansowanych. Tekstu jest znacznie więcej niż w odcinkach, które się do tej pory ukazały a ilustracje są mniejsze, nie zajmują całych stron książki. Nie kupujcie jej zatem trzylatkom na pierwsze spotkanie z Findusem. "Niezwykły Święty Mikołaj" to pozycja, która wymaga od dzieci już pewnego doświadczenia czytelniczego i koncentracji pozwalającej na wysłuchanie dłuższej fabuły w kilku sesjach. To pełnometrażowa historia (144 strony), która toczy się w domu staruszka i jego kota przez dwadzieścia cztery grudniowe dni. 

Te dni  Findusowi wypełniają oczekiwanie na Mikołaja i ekscytacja a Pettsonowi  przygotowywanie niespodzianki dla kota i frustracja, że niespodzianka nie wychodzi tak, jak powinna. Nie wiem, jak Wam, ale mi strach Pettsona, że Findus rozczaruje się świętami, jest mi bardzo bliski.

Mówię, że to książka dla trochę starszych dzieci, nie tylko ze względu na proporcje tekstu do ilustracji. Musimy być gotowi na wątpliwości co do istnienia Świętego Mikołaja, my i nasze dziecko. I choć zakończenie nie rozstrzyga tych wątpliwości jednoznacznie, ziarno zostaje zasiane. 

Wydawnictwo Media Rodzina, 2012

środa, 31 października 2012

Choć bohater książki "Mały duszek Wierciuszek" niemieckiej autorki Christine Nöstlinger kojarzy się z tematyką  Halloween, nie jest to typowa straszna opowiastka dla najmłodszych. Odwołuje się oczywiście do dziecięcej fascynacji historiami nadprzyrodzonymi, ale mówi też o sprawach znacznie poważniejszych: radzeniu sobie ze strachem, rywalizacji między rodzeństwem, o komitywie i zażyłości między dziećmi, która tworzy się, gdy mają wspólne tajemnice i sekrety.

Bohaterami tej historii są Joszi i jego siostra Mizi. Choć Joszi jest starszy, chodzi już do szkoły, w domu wciąż przegrywa w starciach z młodszą siostrą. Mizi jest pewna siebie, przebojowa i niczego się nie boi. Jej brat wyznaje nawet koledze, że chciałby być taki jak ona (na zabawnej ilustracji widzimy stojący przed szkołą pomnik, na którym znajduje się figura dzielnej dziewczynki). Joszi ma tego dość. Postanawia zrobić przerażającego ducha i dać w końcu nauczkę siostrze. Jednak podczas robienia kukły ze starej poduszki, ręcznika, firanki, rękawiczek i latarek, duch niespodziewanie ożywa. Okazuje się, że wypowiedziane trzykrotnie przez chłopca wymyślne powiedzonko, używane zamiast przekleństwa - "duszek-śmierdziuszek-wierciuszek-pierdziuszek!" - ma moc zaklęcia. W ten oto sposób w domu Josziego i Mizi zamieszkuje mały, niesforny i wymagający opieki Duszek Wierciuszek, który w dodatku nie spełnia swojej roli - nie jest w stanie porządnie nastraszyć małej dziewczynki. Paradoksalnie wspólna tajemnica (Mizi w końcu wpada na trop płatającej w domu figle zjawy) spowoduje, że rodzeństwo zbliży się do siebie jak nigdy dotąd. Poza ciekawą warstwą przygodową (perypetie duszka są zabawne i wciągające), znajdziemy tu świetny opis rywalizacji i trudnych relacji między bratem i siostrą, ale także przykład tego, jak budować można więzy między rodzeństwem czy jak radzić sobie ze strachem. Atrakcyjnie zilustrowany "Duszek wierciuszek" zachęca też do wspólnej zabawy - na wyklejce książki znajduje się szczegółowa instrukcja, jak wykonać własnego ducha domowym sposobem. Nie znam dzieci, które oprą się takiej propozycji.

Wydawnictwo EneDueRabe, 2012
czwartek, 27 września 2012

Z pewnością pamiętacie historię psa dryfującego zimą po Bałtyku na kawałku kry, uratowanego przez załogę statku badawczego. Dwa lata temu mówiła o nim dosłownie cała Polska: pojawiał się i w poważnych serwisach informacyjnych i na okładkach tabloidów. Uratowany kundel o poczciwym spojrzeniu otrzymał imię Baltic, od nazwy statku, którego załoga pomogła wydostać mu się z kry.

Książkę dla dzieci o Balticu napisała Barbara Gawryluk, specjalistka od literackich psich historii (wcześniej opisała m.in. prawdziwą historię Dżoka, wiernego czworonoga, który doczekał się swojego pomnika w Krakowie). Chwytająca za serce przygoda Baltica opowiedziana jest z werwą, po reportersku (pewnie to nie przypadek, Barbara Gawryluk jest też dziennikarką). Ten rodzaj narracji uwypukla dramatyczne perypetie psa. Czworonożnego bohatera autorka  nie stara się na siłę „uczłowieczać”, nie przypisuje mu ludzkich myśli czy zachowań. Świetnie za to oddaje psychikę zwierzaka: jego strach, nieufność, tęsknotę za pierwszą właścicielką, pokonywanie lęku. Z książki poznamy też dalsze losy Baltica i jego nowego właściciela - pana Adama, jednego z członków załogi statku. Ten reporterski, pozbawiony ozdobników ton opowieści ocieplają uzupełniają łagodne, momentami pogodne, chwilami smutne  ilustracje Iwony Całej.

Wydawnictwo Literatura, 2012
 
1 , 2 , 3
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
AUTORKI BLOGA
Blog zaczytani w sieci
Blogi nastolatków o książkach
Blogi o książkach
Książkowo
Księgarnie
Oto wydawnictwa, które czasem przysyłają nam egzemplarze recenzenckie
Rysunki, ilustracje
Wydawnictwa, które nie przysyłają nam egzemplarzy recenzenckich
Zaprzyjaźnione