o książkach dla dzieci i młodzieży

nastolatki

sobota, 10 października 2015

Gimnazjaliści potrafią odtworzyć w głowie świat wymyślonych przez Suzzane Collins dystryktów i Igrzysk Śmierci, mogą sobie wyobrazić, co czuje bohaterka biednego dystryktu w rękach projektantów mody z jedynki - najbogatszego okręgu, w uniesieniu przeżywają jej losy na arenie, gdy walczy o życie. 

Dlaczego o tym właśnie pomyślałam czytając książkę Katarzyny Ryrych? Gdybym chciała pokazać gimnazjalistom PRL, dałabym im do przeczytania "Denim Blue". Niech odtworzą elementy świata przedstawionego. To dla nich równie obcy, co tamten zmyślony świat. Niech go zbudują na nowo, poszukają znaczeń słów: badylarz, sekretarz, bumelant, teksasy z Odry, bananówa. I niech spróbują sobie wyobrazić, jak to jest iść w pochodzie pierwszomajowym, biegać na telewizję do sąsiadów, kupować na kartki, gromadzić zapasy cukru na wypadek wojny, zbierać puszki po napojach i wreszcie, jak to jest naprawdę marzyć o dżinsach.

Ta książka może pomóc im w zrozumieniu anegdot i wspomnień dziadków i rodziców o czasach PRL-u.

Jest serio świetna, moim zdaniem.

Wydawnictwo Literatura, 2015, wypożyczyłam z biblioteki

czwartek, 03 września 2015

Takim opisem nauczyciela od literatury autorka kupiła mnie z miejsca:

" - Zobaczysz, pan DeVergy to najbardziej genialny nauczyciel na świecie. Dzięki niemu nawet kupiłem w tym roku jedną książkę.

Ponieważ nie wydawałem się specjalnie zdziwiony tą rewelacją Melon poczuł się w obowiązku dodać:- Nie rozumiesz. Ja, Melon, król dyslektyków, mistrz dysortografii, zdyskredytowany czytelnik, kupiłem KSIĄŻKĘ. I to z własnej woli - podkreślił z miną kogoś, kto właśnie z niedowierzaniem odkrył, że Święty Mikołaj naprawdę istnieje".

"Podpalacze książek"  to jedna z lepszych przygodówek dla nastolatków, jakie czytałam w ostatnim roku. Może ona sama również przekona jakiegoś króla dyslektyków do czytania. 

Jest tu i sensacja, i historia, i romans (nieśmiały). Wśród bohaterów: moje ulubione książki, rewelacyjny nauczyciel od literatury, czarujący młody kryminalista i dwie dziewczynki z zespołami  - jedna ma zespół Downa a druga Aspergera*. 

Akcja powieści,  napisanej przez Francuzkę Marine Carteron, dzieje się w rzeczywistości, w której ateistyczny światopogląd jest czymś zwyczajnym, co nie jest powszechne w powieściach dla nastolatków.

Czekam na jesień i kolejny tom przygód bohaterów cyklu "Podpalacze książek". Chcę znów wsłuchać się w opowieść o tych, którzy ratują świat między okładkami.

* Moim zdaniem próby opisania tego, jak dziecko z zespołem Aspergera nie rozumie metafor języka potocznego i literackiego udało się połowicznie.  Cezaryna raz ich nie czyta a innym razem wręcz jest zdolna do ich tworzenia - odkrywa swoje uczucie do koleżanki i nazywa to wpasowywaniem się brakującego elementu układanki w jej życiu.

Wydawnictwo Wytwórnia, 2015, dostałam od wydawcy

17:03, zefi-rynna , nastolatki
Link Komentarze (1) »
środa, 05 sierpnia 2015

Brandon Mull zdobył serca nastoletnich czytelników serią o Baśnioborze - niezwykłym rezerwacie istot magicznych, na którego straży staje rodzina Sorensonów. Kolejne książki autora  takie jak "Pozaświatowcy", "Spirit Animals", "Wojna cukierkowa"  nie cieszą się aż taką popularnością co "Baśniobór". Przy tylu rozpoczętych cyklach podejrzewam autora o kierowanie spółdzielnią rzemieślniczą pisania książek. Nie przepadam za tym. 

"Łupieżcy niebios"  otwierają nową serię Brandona Mulla pod tytułem "Pięć Królestw". Książkę tę przeczytałam z polecenia mojego ucznia Luisa. Mimo że powieść mnie wciągnęła, nie wszystko mi się podobało. Miałam zastrzeżenia do przemocy i zbyt łatwych rozwiązań fabularnych. 

Ale coś mnie urzekło - świat przedstawiony w tej powieści,  w którym po niebie jak chmury przepływają zamki. Najróżniejsze zamki. Te średniowieczne z fosami i murami obronnymi, te bajkowe jak z filmów Disneya, te zbudowane z klocków lego, i jeszcze inne budowle, które zaledwie ktoś sobie wyobraził.

Czasem w słuchaniu tej historii czułam się jakbym oglądała mutacje mojego ulubionego obrazu Rene Magritte'a. Posłuchajcie łupieżców niebios: "Po drodze minęli zamek zbudowany chyba w całości ze styropianu i taśmy izolacyjnej. Inny, również znajdujący się dość blisko, przypominał raczej naturalną formację żółtopomarańczowego piaskowca niż coś sztucznie skonstruowanego. Kilka innych zamków, każdy w kiepskim stanie, wyglądało bardziej tradycyjnie. Jeden unosił się do góry nogami."

I tak, mimo różnych zastrzeżeń do powieści, dzięki historii sztuki, razem z Luisem czekam na drugą część.

Jeśli zachwyca Was "Zamek w Pirenejach" Magritte'a, może skusi Was powieść Brandona Mulla.

Wydawnictwo Egmont, 2014, pożyczona od ucznia

sobota, 01 sierpnia 2015

Gdy moja córka Marysia zaczynała przygodę z czytaniem, wyszukiwałam jej książki z czarodziejami, później ze zwierzakami, by następnie  w odpowiedzi na zawężone zainteresowania przez dwa sezony wyławiać tylko i wyłącznie książki, w których występuje co najmniej jeden koń. To była łatwizna, mogę dziś powiedzieć. Obecnie przede mną - domową poszukiwaczką książek stoi zadanie trudniejsze. Szukam ciekawych powieści dla czternastolatki zafascynowanej kulturami dalekiego wschodu,  zainteresowanej mangą, anime, dramą, Japonią, Koreą, Indiami, K-popem i tańcem Bollywood. 

Marysia ma za sobą pierwszą klasę gimnazjum, wejście w nowe środowisko, obserwacje ustalania klasowej hierarchii. Pomyślałam, że "Nasz skrzywiony bohater" Yi Mun-yola może być książką dla niej.

To historia dwunastolatka, którego marzenia o zostaniu liderem w nowej szkole, zostają rozbite jak bańka mydlana. Wydaje się, że Han Byong-tae  po przeprowadzce z Seulu na prowincję nie ma szans w starciu z zastanym szkolnym systemem i charyzmatycznym, skorumpowanym gospodarzem klasy Om Sok-dae.  Zależności pomiędzy uczniami i nauczycielami narysowane zostały ciekawie a poruszane problemy uniwersalne - walka o władzę i przetrwanie oraz desperacka potrzeba akceptacji nastolatków.

Nie oczekujcie od tej historii typowej powieści dla młodzieży - nie ma tu wartkiej akcji i potocznego, plastycznego języka. Narracja jest raczej chłodna. Za to obcujemy z kulturą odległą od naszej.

Wydawnictwo Kwiaty Orientu, 2015, z biblioteki

12:30, zefi-rynna , nastolatki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 października 2014

Studium głupoty? Bezradności? Podręcznik manipulatorki? To propozycje interpretacyjne z okładki książki. Po trosze ta książka jest tym wszystkim. Plus jest dobrą powieścią dla gimnazjalistek.

Jedno kłamstewko i zbieg okoliczności (niefortunny) uruchamiają lawinę oszustw. Pierwsze kłamstewko jest skromne i wymuszone przez okoliczności i koleżanki. Żeby się w końcu odczepiły, bohaterka książki - Nina postanawia poudawać przez  chwilę, że ma chłopaka, nic więcej. Żeby uprawdopodobnić historię daje mu na imię Paweł. Przypadkowo kilka dni później lokalna społeczność przeżywa tragiczną śmierć nastolatka - Pawła. Kłamstwo, które było małe i łatwe, nagle rośnie i wymyka się spod kontroli. Ninie wydaje się  kuszące przytaknąć na sugestię, że nie żyje jej ukochany. Może się  pogrążyć się w nieszczęściu i braku zrozumienia i nic nie robić. Nieoczekiwanie okazuje się również, że pojawiają się ludzie, którzy spieszą jej ze wsparciem w trudnej sytuacji. Co przecież jest miłe. Przynajmniej przez chwilę.

Nina brnie dalej i po jakimś czasie dostrzega, że jest zupełnie bezradna wobec wielu warstw kłamstw, które misternie udziergała na potrzeby ciekawskich. I że zupełnie nie ma pomysłu, jak się z tego wyplątać.

To główny wątek powieści. Są też inne, które śledzi się z zaciekawieniem - trudności w dogadaniu się z kolegami, rodzeństwem, rodzicami, nauczycielami, kłopoty niepełnosprawnej kuzynki z nadopiekuńczą matką. 

"Dane wrażliwe" Ewy Nowak nie mogły nie przypomnieć na chwilę "Kłamczuchy" Musierowicz.  Książki Ewy Nowak nie mają tego krzepiącego uroku, co Jeżycjada. To nie są romantyczne komedie. Bohaterki są twardsze, prawdziwsze, bardziej pogubione i bardziej współczesne. 

Wydawnictwo Egmont, drugie wydanie, 2014 rok, z biblioteki.

poniedziałek, 02 czerwca 2014

W najnowszym tomie miętowej serii Ewa Nowak wraca do rodziny Gwidoszów, której historię zaczęła opowiadać  w swojej debiutanckiej powieści z 2002 roku "Wszystko tylko nie mięta". Pięcioletnia rezolutna Marysia w "Dwóch Marysiach" ma lat siedemnaście, młodszą siostrę i nastoletnie humory. 

Jedenastoletnia Cecylia, obserwująca  zachowanie swojej starszej siostry mówi do rodziców: "Mam do Was prośbę. Jak mi się zacznie to na "d"[dojrzewanie], to zamknijcie mnie w piwnicy." Pomysł zamykania nastolatków w piwnicach na czas dorastania, jak sądzę, przychodzi do głowy wielu ludziom. Autorka nie odkrywa Ameryki pokazując, jak trudno jest wytrzymać z dorastającą pannicą. Jej samej też jest przecież trudno ze sobą wytrzymać, kto wie, czy nie najbardziej. Jak się odnaleźć, odkryć swe prawdziwe ja, gdy raz jest się miłą, ciepłą osobą, wyrozumiałą i mądrą, a raz budzi się w tobie potwór, meduza, bestia gotowa zabijać wzrokiem, truć jadem, pluć żółcią. Marysia walczy z rodziną, szuka miłości i zrozumienia u przyjaciół. Rodzinę ratuje dystans i poczucie humoru - uniwersalna recepta na kłopoty z dziećmi w każdym wieku. Marysi  pozwala przetrwać to, że jest otoczona kochającymi i pełnymi zrozumienia ludźmi.

Lubię powroty do znajomych bohaterów. Nie mówię, że jest tu jak w "Jeżycjadzie", ale w tym odcinku miętowej serii oprócz Gwidoszów spotkamy ponownie barwne postacie z książki "Niewzruszenie" - rodzinę, którą tworzą wróżka z psychologicznym wykształceniem, muzyk grający na weselach i ich dzieci Marianna i Lew.

Wydawnictwo Egmont, 2014, nowość kupiona na Targach Książki

czwartek, 10 kwietnia 2014

Fragment tej powieści znalazł się w podręczniku do polskiego do szóstej klasy. Marysię wzruszył i była zawiedziona (książka wyglądała jej na staroświecką, podobna do tych, które czasem jej podsuwam z różnym skutkiem), że nie znam ani książki, ani autorki. Ja też byłam sobą rozczarowana, dlatego przeszukałyśmy katalogi internetowe naszych bibliotek i wypożyczyłyśmy "Dziewięć bied i jedno szczęście" natychmiast.

To wzruszająca historia rodziny zastępczej, która pączkuje o kolejne skrzywdzone przez dorosłych albo los dzieci. Swoją historię  opowiada dwunastoletnia Emilia Bogacka, która w wypadku samochodowym straciła mądrego, kochającego ojca i pełną sprawność. W dochodzeniu do siebie nie pomaga to, że jej mama jest młodą, nieradząca sobie z życiem kobietą, rozpieszczoną i nieodpowiedzialną. Dziewczynka po operacji trafia na czas rehabilitacji do domu mamy-Ani i jej adoptowanej córki Dosi. Ta rodzina wkrótce powiększy się o dziadziusia, nastolatka, bliźniaki-przedszkolaki i maleńką potrzebującą pomocy dziewczynkę. Nie ma tu przesadnie łatwych rozwiązań trudnych sytuacji życiowych. Za każdym z tych dzieci i dorosłych, którzy stworzą połataną rodzinę stoi prawdziwa krzywda. Nie ma też przesadnie ostrej czarno-białej charakterystyki bohaterów. Źli są źli, owszem, ale przynajmniej ci dobrzy nie są kryształowi, mają swoje wady.

Maria Kann jest autorka wielu książek dla dzieci i młodzieży, zaczęła publikować przed drugą wojną światową, to jest jedna z jej ostatnich książek. Pisała ją starsza pani. Książka ma rodzaj moralizowania, który dziś nie brzmi czysto. Padają zdania typu "Musiałyśmy się spotkać Emilko, żeby bronić, ratować siebie nawzajem. - Na przekór ciemności." "Teraz już wiem, że ludzie, którzy kochają i starają się zrozumieć innego człowieka, potrafią zwalczyć zły los. Szczęście może powstać nawet z wielkich bied." Byłam zdziwiona trochę, że tak się spodobała współczesnej nastolatce. Zawsze jednak stanę po stronie różnorodności wyborów czytelniczych i ewidentnej potrzeby wzruszeń. 

Na ostatnich stronach czekała na nas niespodzianka, która sprawiła, że do książki Marii Kann poczułyśmy sentyment. Okazało się, że bohaterowie mają działkę w Wildze. Na niej dochodzą do zdrowia i równowagi po nieszczęściach, które ich spotykają. to jest ich oaza. Drogę z Warszawy do Wilgi autorka opisała w najdrobniejszych szczegółach, migają nam znajome nazwy miejscowości, znane doskonale krajobrazy, nazwy uliczek w pociętym na działki lesie w Wildze. Wygląda na to, że trzydzieści lat temu fikcyjna rodzina z książki miała działkę parę kroków od naszej. Od naszego Edenu. 

Zapachniało wakacjami w lesie.

Nasza Księgarnia, 1985, z biblioteki

08:34, zefi-rynna , nastolatki
Link Komentarze (1) »
niedziela, 09 marca 2014

"Baletowa rodzina" to książka o pasji. Należy do staroświeckiego gatunku powieści dla dziewcząt. Brytyjska autorka Mabel Esther Allan zaczęła publikować powieści (serie powieściowe sz) po drugiej wojnie światowej. Jest autorką ok. 130 powieści dla młodzieży. Znane są jej serie szkolne i baletowe.

Dla mnie ta pozycja jest miłym wspomnieniem z dzieciństwa. Akcja w skrócie: po śmierci rodziców trzynastoletnia Joanna Bradshaw przyjeżdża z ubogiego regionu Anglii do Londynu, by zamieszkać z bogatą rodziną brata mamy - wuja Garlanda. Garlandowie to tytułowa "baletowa rodzina", ich całym światem jest taniec: tata dyrygent,  mama primabalerina i czworo dzieci, z których każde  albo uczęszcza do szkoły baletowej, albo już występuje na scenie. Joanna początkowo czuje się zagubiona w nowej rzeczywistości. Jednak z czasem pozwala, by pasja kuzynostwa ją zauroczyła. Bierze udział w konkursie na przedstawienie baletowe – sama  projektuje kostiumy i scenografię, komponuje muzykę. Stopniowo i ona staje się części baletowej rodziny

Historia o tym, jak uboga dziewczyna z prowincji zaczyna radzić sobie w nowoczesnym, bogatym, pełnym przepychu Londynie. Jak z wycofanej, zamkniętej w sobie sieroty przeistacza się w młodą, pewną siebie dziewczynę, która żyje czerpiąc przyjemność z działań twórczych, z realizowania pomysłów artystycznych. Sporo miejsca poświęciła autorka na pokazanie jak niełatwo jest zaakceptować nową osobę w rodzinie, i jak trudno się odnaleźć w zwartej całości komuś nowemu. 

Rysunki Antoniego Uniechowskiego są doskonale lekkie. Jak baletnice.

Nasza Księgarnia, 1966, książka z biblioteki

sobota, 23 listopada 2013

"Niektórzy potrafią wymienić wszystkie gry komputerowe, które wyszły w ciągu ostatniego roku, inni umieją opisać każda bramkę, jaką strzelił Manchester United w bieżącym sezonie. Itch umiał nazwać i opisać pierwiastki, które kolekcjonował. Układ pierwiastków. Układ okresowy. Ktokolwiek wymyślił te nazwy, zdaniem Itcha kompletnie położył sprawę. Brzmiały, jakby ktoś postawił sobie za cel, żeby ukryć genialny temat pod najnudniejszą nazwą świata. Gdyby nazwa brzmiała "Tanieć z pierwiastkami", więcej ludzi by się nimi interesowało. Gdyby hobby Itcha było reklamowane w kiosku hasłem: "Zbierz wszystkie 118! Kto chce złoto i srebro? Pluton do wzięcia!", może sprawy miałyby się inaczej."

No właśnie. Nic dodać, nic ująć. Mimo mojej sympatii do chemii, która jest jedynym przedmiotem ścisłym budzącym moje zainteresowanie od czasów liceum (dzięki świetnej nauczycielce), muszę się zgodzić z narratorem. Od układu okresowego pierwiastków wiszącego w pracowniach nauk przyrodniczych wieje nudą. Ta książka stara się to zmienić.

Bohaterem jest czternastoletni kolekcjoner pierwiastków. A książka jest typową sensacyjną przygodówką dla nastolatków.

Pierwiastki potrafią być zabójczo niebezpieczne. Młodzi ludzie zaplątują się w niezwykle poważne sprawy i czyhają nań  śmiertelne zagrożenia. Sami przez młodzieńczy brak rozwagi potęgują niebezpieczeństwo. Rzecz momentami mocno nieprawdopodobna, acz młodzieży do pewnego wieku mało to przeszkadza.

Wydawnictwo Zielona Sowa, 2012, przyniosłam z biblioteki

15:08, zefi-rynna , nastolatki
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 października 2013

Mamy do czynienia z ósmym tomem serii Jutro. Zabieg zmiany tytułu po siódmym tomie jest trochę magiczny. To tak, jakby J.K. Rowling napisała teraz "Kroniki Pottera" pierwszy tom przygód o dorosłym, dzieciatym czarodzieju.  

Przeczytałam wszystkie dotychczasowe tomy "Jutra". Towarzyszyłam grupie nastolatków w walce z okupantem. Śledziłam ich wybory, trudniejsze od tych, w co się ubrać na dyskotekę, np. czy mamy prawo pozbawić życia niewinnych ludzi, by ocalić innych. Przysłuchiwałam się rozważaniom czy agresja i przemoc w obronie są lepsze niż te w ataku, jak żyć po zabiciu człowieka. Patrzyłam, jak opłakują zabitych przyjaciół i jak zmagają się z odpowiedzialnością za innych ludzi.

Formuła pamiętnika nastolatki sprawdziła się moim zdaniem nie do końca. Ellie dorasta w kolejnych tomach, ale jej pióro się nie zmienia. Nie zaobserwowałam znaczącej poprawy stylu między pierwszym a ósmym tomem. Autor zna się na rzemiośle i kolejne części są na wyrównane. 

"Kroniki Ellie" wzięłam do ręki z rezerwą. Każdemu ósmemu tomowi musi towarzyszyć rezerwa. Są tacy, którzy czują ją już przy czwartym tomie.

Co znalazłam w Kronikach? Bez zdradzania szczegółów w skrócie. Wojna się skończyła. Zmieniła się rzeczywistość, a przede wszystkim zmienili się ludzie, przez to, przez co przeszli. Pokój nie przynosi powrotu do normalności. Normalność przedwojenna zwyczajnie nie istnieje.  Pokój nie przynosi spokoju. Wręcz przeciwnie, wydarzenia, które mają miejsce na początku tego tomu zmieniają życie bohaterki bardziej chyba niż wybuch wojny na początku pierwszego "Jutra". 

Mogę powiedzieć tak: "wojna się skończyła, walka trwa dalej" a serię dalej daje się czytać. 

Wydawnictwo Znak, 2013, kupiłam.

13:18, zefi-rynna , nastolatki
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
AUTORKI BLOGA
Blog zaczytani w sieci
Blogi nastolatków o książkach
Blogi o książkach
Książkowo
Księgarnie
Oto wydawnictwa, które czasem przysyłają nam egzemplarze recenzenckie
Rysunki, ilustracje
Wydawnictwa, które nie przysyłają nam egzemplarzy recenzenckich
Zaprzyjaźnione