o książkach dla dzieci i młodzieży

lektury szkolne

czwartek, 06 stycznia 2011

Moje czytające dziecko jest dopiero w trzeciej klasie, a już szczerze nie znosi lektur szkolnych. Zaczęło się od Wojtka Strażaka. A im dalej tym gorzej.
"Nienawidzę lektur szkolnych, Anaruk głupek z Grenlandii", mamrotało dziecko pod nosem na przemian te dwa hasła, gdy czytało książkę Centkiewicza. Dziecko co miesiąc wysupłuje 5 złotych ze skąpego, muszę rzec, kieszonkowego, żeby wspierać Fundację WWF w ratowaniu rysi, sprowadzaniu rysi z Estoniii do Puszczy Piskiej, nie może się więc zachwycić bohaterstwem Anaruka w polowaniu na foki i inne zwierzęta. "Mamo ja nie mogę tego czytać, mam normalnie gulę w gardle, jak oni strzelają do młodych fok." Wierzę jej, tłumaczę, że oni musieli to robić, żeby przeżyć i przypominam jej (gram nieczysto) w tym miejscu, jak bez mrugnięcia powieką czytała o okrucieństwie Lorda Woldemorta (Lord jest czystym złem! - brak logiki w mojej grze). A potem każę czytać dalej. Pocieszam ją, że ma szczęście, że szybko czyta, niech pomyśli, jakby się namęczyła, gdyby dalej dukała.
Ja jestem jak najbardziej za różnorodnością w czytaniu, ale Mary jest chyba za mała na Anaruka. Teraz powinna mieć czas na ugruntowanie radości czytania. A Chłopiec z Grenlandii może powinien poczekać na jakiś projekt w piątej-szóstej klasie. Projekt "Jak żyli ludzie?" czy "Jak żyli nasi rówieśnicy?", a tekst literacki koniecznie trzeba by wesprzeć fragmentami popularnonukowymi i publicystycznymi. Wymądrzam się, wiem.

wtorek, 26 maja 2009

Jak dzień mamy to dzień mamy.


"Nasza mama czarodziejka" Joanny Papuzińskiej to moja ulubiona lektura z pierwszej klasy. Historia jak nasza mama nareperowała księżyc przypomina mi się zawsze, gdy pieczemy ciastka maślane. Księżycowe. Nadgryzione.

Dziś rano Marysia dała mi laurkę, zrobiła kawę. Żebyś nie miała dzisiaj żadnej roboty - cytowała z książki.  Taki będzie u nas zwyczaj.

W planach mamy wspólne wyjście na wystawę i na lody. Autobusem. Choć pewnie obie wolałybyśmy pofrunąć poduszkami.

piątek, 20 marca 2009
Kiedy byłam dzieckiem lubiłam czytać do tego stopnia, że podobały mi się nawet szkolne lektury. A teraz wiem, że ja i lektury szkolne mojej córki pierwszoklasistki raczej się nie polubimy.

W tym roku mamy za sobą "Plastusiowy pamiętnik" Marii Kownackiej, który już w czasach mojego dzieciństwa trącił myszką i teraz jest przede wszystkim lekturą o tym jak to drzewiej bywało w szkole. (Mamusiu a czy jak Ty byłaś mała, to w szkole były kałamarze i kleksy? Nie drogie dziecko, w moich czasach były już długopisy. A scyzoryki? Mogliście nosić do szkoły scyzoryki do ostrzenia ołówków? Ale mieliście fajnie. Nie moja kochana, nikt nie pozwalał nam przynosić noży na lekcje. To może u dziadka i babci tak było? No może. Trzeba to z nimi przedyskutować). Niech rośnie międzypokoleniowa więź.

Pamiętnik Plastusia pani przeczytała dzieciom w klasie. Dziecku się podobało. Ulepiło Plastusia, zrobiło mu domek z pudełka na buty (współczesne piórniki nie bardzo nadają się na mieszkanie dla stwora z plasteliny) i pierwszą lekturę miałyśmy zaliczoną.

Teraz przechodzę do właściwego tematu tej notki.

"Jak Wojtek został strażakiem". Mistrzostwo stylu produkcyjnego z częstochowskimi rymami. Ma walory wychowawcze. Wyłącznie.
Mamy bohatera - chłopca, który marzy, żeby zostać strażakiem (głównie podobają mu się lśniące hełmy i tańce w remizie). Dorośli uważają, że jest za mały. Potem przypadkiem Wojtek jest pierwszym świadkiem pożaru,  ratuje małe dziecko z płomieni i wzywa straż pożarną. Na koniec dostaje hełm. Cała treść.

Jeszcze próbka stylu:

Mają tu strażacy
samochód czerwony.
Na szerokich kołach
czarne lśnią opony.

Mają sprzęt strażacki,
bogaty, nie skąpy:
drabiny, gaśnice,
sikawki i pompy.

Wszystko zawsze działa
sprawnie jak należy.
A strażacy tutaj -
to sam kwiat młodzieży. [...]

Na pomoc! Na pomoc -
ile sił w motorze!
Kto lepiej niż strażak
w nieszczęściu pomoże?

Nasza straż jest pierwsza -
choćby szmat był drogi.
Pryska woda z węża,
syczy żar i ogień.

Gaśnie groźny pożar,
dym ku ziemi gnie się.
To straż z Kozich Różków
ludziom pomoc niesie.

Na szczęście rzecz jest krótka. I na tym koniec zalet.

Gdybym mogła decydować, z miejsca zastąpiłabym ramotę Czesława Janczarskiego krótkim tekstem publicystycznym o bohaterskim postępowaniu młodego człowieka.

Ale wtedy dzieci nie zrozumieją tego żartu. A szkoda by było.

Uratuje nas niebawem "Nasza mama czarodziejka" Joanny Papuzińskiej, bo to prawdziwa literatura.
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
AUTORKI BLOGA
Blog zaczytani w sieci
Blogi nastolatków o książkach
Blogi o książkach
Książkowo
Księgarnie
Oto wydawnictwa, które czasem przysyłają nam egzemplarze recenzenckie
Rysunki, ilustracje
Wydawnictwa, które nie przysyłają nam egzemplarzy recenzenckich
Zaprzyjaźnione