o książkach dla dzieci i młodzieży
niedziela, 29 stycznia 2012
Nie będzie to głos w dyskusji, czy czytać dzieciom oryginalne wersje baśni znanych z dziesiątek adaptacji: o Czerwonym Kapturku, Kopciuszku, Jasiu i Małgosi, Królewnie Śnieżce. Nie zamierzam się mądrzyć, w tej sprawie ufam intuicji dzieci. Moje historie braci Grimm uwielbiają. Ze szczególną uwagą wsłuchują się w te fragmenty, które zdaniem wielu dorosłych są zbyt okrutne czy drastyczne. Świetnie też orientują się w strukturze baśni i rządzących w niej zasadach (powtórzeniach, czy atrybutach bohaterów, które ułatwiają ich identyfikację ze stroną dobra lub zła). Być może dzieci o wiele lepiej rozumieją umowność świata baśni - ale przecież miałam się nie mądrzyć.
W nowym, okazałym wydaniu baśni spisanych przez niemieckich językoznawców znalazło się kilkanaście opowieści, w tym tych najbardziej popularnych, wymienionych na początku. Są wśród nich również mniej znane. Czarno - białe ilustracje Suren Vardaniana dobrze oddają klimat tych historii - pełne są rozmachu, a jednocześnie pozostają symboliczne i niedopowiedziane.
Wydawnictwo Skrzat, 2011
czwartek, 26 stycznia 2012
Buziaki są zdrowe (niemowlęta, które są często całowane,
rzadziej chorują), pocałunki pomagają, gdy ktoś jest smutny, ale na niektórych
dworcach całowanie się jest zabronione.
Czy warto dawać sobie całusy i dlaczego jedni lubią się całować, a inni nie?
Czy za całowanie można trafić do więzienia? Tego wszystkiego dowiecie się z
książki obrazkowej szwedzkiej pisarki. Bohaterką „Buziaków, całusów, pocałunków...” jest 6-letnia Ebba. Fabuła
ograniczona jest do minimum, informacje i ciekawostki związane z tematem
książki podane są w sposób lekki, niemal komiksowy. Nie brakuje
charakterystycznego dla skandynawskich autorów poczucia humoru („Nie całujcie
kogoś, kto nie myje zębów” - tu rysunek wyszczerzonego chłopca z uzębieniem
pokrytym resztkami jedzenia). Bardzo podoba mi się to, że autorka nie ogranicza
się do podawania ciekawostek, lecz sporo miejsca i uwagi poświęca emocjom,
które towarzyszą całowaniu.
I jeszcze jedno - przy lekturze tej książki nie
mogliśmy powstrzymać się z dziećmi od dawania sobie buziaków. A to, jak już
wiemy, jest bardzo zdrowe. Wydawnictwo Czarna Owieczka, 2012
środa, 25 stycznia 2012
Nie jest to książka o facebooku. Życie w niej opisane nie toczy się na ekranach komputera.
To historia o trzech drogach, którymi bohater - licealista z Legionowa dochodzi do zwrotnych punktów swojego życia. Pierwsze droga - nastolatka, który sprawdza czy jest heteroseksualistą, homoseksualistą czy biseksualistą. Druga droga (krótsza) - droga do przyznania się przed sobą i przed dziewczyną, kim jest. Na końcu tego przejścia jest coming out na facebooku. Następnie, prawem domina, także w szkole i w domu w tradycyjnej rodzinie z małego miasteczka. I ostatnia - długa droga do tego, by pozbierać się z zupełnego rozbicia, które nastąpiło po tym otwartym wyznaniu.
Ważna książka, bo temat seksualności nastolatków nie jest podejmowany w polskich książkach często (to i tak eufemizm).
Mam zastrzeżenia takie:
Za dużo elementów z romansideł i pudelka (kamerdyner, lordowskie moście, spadek, gwiazdy filmowe). Mam wątpliwości, czy to da się czytać z przyjemnością przez osoby, które nie trawią harlekinów. Zarówno przez chłopców jak i dziewczyny. Może im powiać nudą.
Na początku nie podobał mi się też taki przejaskrawiony kontrast braci bliźniaków - jeden miły gej a drugi prawie faszysta. Ale tylko na początku. Bracia zostali pokazani na wszystkie strony. W żadnym wypadku nie powstał czarno-biały obrazek.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Jakiś spokój jest w tej książeczce. Taka jest kolorowa, ale nie pstra. Takie bogactwo w ilustracjach, ale nie ma przesytu. Nie jest to baśń, ani nie opowiastka, ani nie sen. Raczej narysowane marzenie. Mała Hauni nie może zasnąć, więc bawi się swoimi najcenniejszymi skarbami spoczywającymi na dnie szklanego dzbana. Patrzy, jak na wyłożonym masą perłową grzebieniu grają promienie światła, przygląda się własnemu odbiciu w dzbanie. I nagle zamiast swojej twarzy widzi jasną buzię jakiejś dziewczynki. To Klara, która mieszka tak daleko, że kiedy u Hauni zapada noc, Klara już budzi się do nowego dnia. Dziewczynka o jasnej twarzy opowiada małej Koreance o tym, jak pięknie jest nurkować w morskich falach, by na dnie morza szukać najpiękniejszych muszli. Hauni przechodzi za zasłonę wyobraźni i już tańczy w wodzie wraz z Klarą. Rano będzie myśleć o nowej przyjaciółce i o wszystkich tych dzieciach z dalekich krajów, z którymi mogłaby się zaprzyjaźnić. Autorka i ilustratorka, Lee Hyun Kyung nadała swej książce niezwykły czar. Każda stronica jest małym dziełem, obrazem, barwnym, zawsze delikatnym, wiernym wyrafinowanej estetyce koreańskiej. Rysowniczka dba o szczegół, ale też jej ilustracje mają w sobie przestrzeń i oddech. Żyją własnym życiem. Wszystkie bez wahania mogłabym powiesić nad łóżeczkiem Marianny. Subtelna opowieść o przyjaźni i tęsknocie. Tej przyjemnej, nie tej bolesnej. Piękna książka, której tekst czyta się przyciszonym głosem, a na każdej stronicy chce się zatrzymać, żeby przesunąć po niej dłonią.
Kwiaty Orientu 2010
sobota, 21 stycznia 2012
Dziecięca wiara w babcię przypomina wiarę istotę boską.
Swojej babci przypisywałam różne nadprzyrodzone zdolności, w tym najbardziej
potężną ze wszystkich, moc obrony przed gniewem taty. Dlatego w ogóle nie dziwi
mnie to, że babcia Patryka nie ma żadnych trudności z rozwiązaniem
skomplikowanych problemów, które piętrzą się przed jej wnukiem w momencie gdy
ma on pójść do łóżka. Więcej nie mogę napisać, bo zdradziłabym koncept tej
książki. Dowcipnej od pierwszego do osatniego zdania, zarówno w tekście jak i w
ilustracji.
Życzę wszystkim dzieciom takich babci, które mogą wszystko. A wszystkim babciom - by czuły, że dla swoich wnuków mogą wszystko. Wydawnictwo Tatarak, 2009
Brakuje mi Pankota i Kotpana - programu, który w sobotnie poranki serwował dzieciakom stare przedstawienia teatralne. I samych kotów też mi brakuje. "My chcemy powrotu Kotów!" - powtarzam za Bazylem. Moje dziecko popiera ten okrzyk - dzięki kotom przeżyła fantastyczną przygodę - była gwiazdą dwóch wypowiedzianych w programie zdań.
A teraz do rzeczy. Kiedy ostatnio przeglądałam książki w mojej ulubionej księgarni, miło mi się zrobiło, gdy trafiłam na ilustracje Agaty Dudek w książce "Zwariowana kałuża". Okładka, jak okładka, wiele Wam nie powie, ale w środku, uwierzcie, zupełnie znajome koty. Rudy Zenek, drugi Pręgowany Józek - kuzynostwo Pankota i Kotpana.
Historia opowiedziana przez Danutę Parlak (autorkę recenzowanych już u nas innych kocich historii) jest klasyczną baśnią opowiedzianą na nowo. Za sprawą czarów wszystko dzieje się na odwrót, żaba Matylda zmienia się w kijankę, niezbyt rozgarnięty pies zaczyna szczekać wspak (uah! zamiast hau!). W czary zamieszana jest pewna kałuża i jak się później okaże pewien czarownik Kałużysta (nie ten z wiersza Gellnerowej - kochający kałuże przedszkolak). Z Kałużystą można się rozprawić tylko z wykorzystaniem typowego baśniowego fortelu. Może to nic nowego. Żadna awangarda. Sympatyczna historia - miła szczególnie, jeśli czytelnicy zgadzają się z wyraźną tezą "o wyższości inteligencji kociej nad psią". Wszystkie koty są nasze.
Wydawnictwo Cartalia Press, 2008
piątek, 20 stycznia 2012
Czarodziejka Dobrochna jest jeszcze bardzo młoda. Ma dopiero
188 lat. Przypomina wam to coś? Mi oczywiście „Malutką czarownicę”, jedną z
najbardziej fascynujących książek mojego dzieciństwa. Dobrochna ma z nią wiele
wspólnego. Choć mieszka w pałacu na szczycie kryształowej góry a nie w chatce w
lesie, choć otoczona jest elfami, krasnoludkami i gnomami (ich charaktery nie
są zresztą zbyt zróżnicowane), podobnie jak Malutka Czarownica, stara się pomóc
ludziom. Dobrochna najpierw przygarnia ubogą dziewczynkę, którą obsypuje
wszelkimi dobrami, kiedy jednak okazuje się, że jej podopieczna tęskni za mamą,
za pomocą czarów przenosi dziecko do rodzinnego domu i pomaga jej matce. Potem
rusza w podróż po świecie ludzi. Pomaga dzieciom, rodzicom, samotnikom,
zwierzętom, złym daje nauczkę. Dzięki jej czarodziejskiej różdżce los ludzi,
których spotyka, zmienia się na lepsze.
Osadzona w baśniowych realiach historia ma swój urok, mi
kazała jednak ciągle wracać do klasyki, czyli „Malutkiej czarownicy”. Może
niepotrzebnie, Dobrochna pewnie nie miała z nią konkurować, choć nie
zaszkodziłoby nadać tej opowieści i światu przedstawionemu nieco dramatyzmu. Kolejne przygody
czarodziejki układają się bowiem w spójną, ale dość przewidywalną i nieco monotonną opowieść.
Wydawnictwo Skrzat, 2011
wtorek, 17 stycznia 2012
Kiedy byłam mała, jak wszystkie inne dzieci w moim wieku, miałam sporo książek z serii „Poczytaj mi mamo”. Ale wśród nich dwie budziły zarówno moją fascynację, jak i nieokreślony strach. To książeczki z rysunkami Stasysa Eidrigiviciusa, mrocznymi rysunkami, przedstawiającymi najczęściej obsesyjne, abstrakcyjne obrazy uwikłania, bezsilności, zniewolenia. Trochę się bałam, że rysunki Mikołaja Małka w „Przygodach Vendetty” będą miały podobne działanie, bo też mają w sobie mrok, też odwołują się do nienazwanych lęków. To nie są typowe ilustracje dla dzieci, ale dobrze grają z fabułą książki. Książki, która pozostaje dla mnie zagadką. Być może dlatego, że już nie pamiętam, jak to jest być małym dzieckiem (a raczej małą dziewczynką), być może dlatego, że jeszcze nie wiem, jak przeżywać będzie świat i siebie moja córka. I jakie problemy czekają nas obie. „Przygody Vendetty” Sylwii Chutnik to trzecia książka z serii Małego Klubu Bunkra Sztuki. Na stronie wydawcy, Bunkra Sztuki właśnie, czytamy:, że owa seria to „cykl książek dla dzieci, powstających w wyniku współpracy zaproszonych autorów i artystów wizualnych. Książki wpisują się w nurt bajek antydyskryminacyjnych, które poprzez oddziaływanie na dziecięcą wyobraźnię i pobudzanie empatii, uczą akceptowania własnych niedoskonałości i sugerują, że każdy z nas jest inny, a różnorodność to zaleta, a nie wada. Opowiadanym w książkach historiom towarzyszą ilustracje, których podstawowym celem jest uwrażliwianie estetyczne dzieci już od najmłodszych lat”. I tak, wątek „antydyskryminacyjny”, tak jak i nacisk na akceptację własnych niedoskonałości, są tu obecne. Na tyle mocno, że zaczynają być nieco natrętne, potraktowane zbyt wprost, a ja nie mogę się zanurzyć w świecie Vendetty, bo wciąż widzę ciążącą nad nimi intencję i tezę. Choć niewykluczone, że dzieci odczytują ten świat bez takiego bagażu, całkiem zwyczajnie. Przygody małej Vendetty też mają w sobie coś przerażającego – mieszkająca pod poduszką dziewczynka zna tylko noc, jest sama, nie ma książek ani telewizji, ani gier, więc sama tworzyła historie o sobie samej i o wymyślonych zwierzątkach. O chomiku, który wchodził jej do głowy i lubił grzebać w jej mózgu, o psie, który sikał tak, że mieszkająca na nim pchła budziła się ciągle w żółtej kałuży, o kocie, któremu podczas kociego wyginania rozsypał się kręgosłup. Vendetta śni. Czasem koszmary, których nie da się opowiedzieć, a czasem miłe sny, w których zawsze walczy o samą siebie. Ale znowu – być może trzeba być dorosłym, by owe przygody widzieć jako przerażające, być może dla dzieci są czymś naturalnym, bo wyrastającym wprost z ich niekoniecznie cukierkowej wyobraźni. Jak mówię, ja tego nie wiem, jestem za dorosłą kobietą i za młodą matką. To intrygująca rzecz, o której warto pomyśleć, zanim przeczyta się ją dziecku. Nawet jeśli gorąco się wierzy w to, że naprawdę zawsze warto być sobą i o siebie walczyć.
Bunkier Sztuki 2011
piątek, 13 stycznia 2012

A może macie ochotę na wciągającą powieść o bohaterach z jaskiń?
"Wilczy brat" otwiera bardzo ciekawą serię dla młodzieży. Sześciotomowe Kroniki Pradawnego Mroku traktują o epoce kamienia łupanego, sięgają w głąb bardzo dawnych czasów i przynoszą historię o ludziach sprzed sześciu tysięcy lat.
Historia chłopca i wilka mimo odległego czasu jest uniwersalna. Zaprzyjaźniają się, bo są samotni, obaj osieroceni w dzieciństwie. Brak stada w pradawnym lesie wygląda bardziej dramatycznie niż jakakolwiek współczesna samotność. Oprócz osamotnienia chłopca i wilka łączy jeszcze misja ratowania świata. Jest tu walka o przetrwanie, dzikość natury i dreszcz emocjonującej walki z niebezpieczeństwem. Nie brakuje też przepowiedni i ingerencji duchów. Wszystko jak trzeba.
Muszę przyznać, że brakowało mi takiej sagi przygodowej dla nastolatków. Szczególnie dla tych młodszych nastolatków (10-13), dla których za wcześnie jest na "Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego" J. M. Auela. A przecież czasy plemion żyjących w jaskiniach mocno działają na wyobraźnię. Spójrzcie na okładkę - w klimat powieści wprowadzają naskalne malowidła prawie jak z Lascaux.
Wydawnictwo WAB, 2006
niedziela, 08 stycznia 2012
Ależ wzruszająca książka. I znów nostalgiczna. To stara dobra wierszowana opowiastka Wandy Chotomskiej o małym jeżu spod miasta Zgierza, który bardzo pragnął mieć rodzinę i uwolnić się od samotności. Ruszył więc w podróż, aby odnaleźć nieznanych sobie wujów, ciotki, kuzynów i dziadków, no i żeby znaleźć żonę. Są chwile zwątpienia – do Zgierza dociera nocą, kiedy miasto jest puste i obce, szczeciniaste stworzenia, które uznał za swoje ciotki okazały się zaledwie szczotkami... Ale w końcu znajduje całą familię i już spokojny nurza się w rodzinnym cieple. To prawdziwie sentymentalna podróż dla rodziców i pewnie piękna wyprawa dla dzieci. No i to, co naprawdę lubię – wspaniały projekt graficzny całości. Ilustracje, trochę mroczne w kolorystyce, szaro-bure, niby zwyczajne i proste, ale odznaczające się wyraźnym piętnem autorskim. To rysunki Krystyny Witkowskiej, jeszcze z lat 60. A sam wiersz – napisany finezyjną polszczyzną (wszystkie te ż i rz w jeżach, Zgierzach, zwierzeniach i jeżynach...), zabawny,(rzekome jeża ciotki szczotki, które z trwogą krzyczą na widok jeża: „Boże drogi! On ma nogi!”), lekki, nasycony prawdziwą czułością i tęsknotą za bliskością z innymi, za ciepłym kątem dzielonym z rodziną. Z dziadkiem, z którym gaworzy się nad obiadkiem, z teściem i stryjkiem, z którymi można grać w domino i loteryjkę, z ciotuniami, które pieką pyszne szarlotki. I z żoną, z którą miło się pohuśtać na huśtawce. Czytając ostatnie strofy, można uwierzyć w szczęście: Własnym uszom wprost nie wierzę oraz oczom, że tak może być cudownie i uroczo. Sam się dziwię, jak szczęśliwie życie płynie pod jeżyną najeżoną przy rodzinie!
Wydawnictwo Nisza, 2011
|
Zakładki:
AUTORKI BLOGA
Blog zaczytani w sieci
Blogi o książkach
Książkowo
Księgarnie
Oto wydawnictwa, które czasem przysyłają nam egzemplarze recenzenckie
Rysunki, ilustracje
Wydawnictwa, które jeszcze nie przysyłają nam egzemplarzy recenzenckich
Zaprzyjaźnione
|