|
o książkach dla dzieci i młodzieży
środa, 10 lutego 2010
Amanda Eriksson pisząc o emocjach które towarzyszą zazdrości, sięga do konkretów. Bohaterka tej historii, mała dziewczynka, budzi się pewnego ranka... cała zielona. Mama pozwala jej zostać w domu, a dziadek podejrzewa, że powodem zmiany koloru jest zazdrość. Dziewczynka marzy o tym, czego pragniemy wszyscy - życia innego, ciekawszego, piękniejszego niż nasze własne. W jej wyobraźni takim atrakcyjnym, alternatywnym światem jest dom kolegi - Mateusza. Jego mama chodzi na obcasach i ma zawsze pomalowane paznokcie, chłopiec i jego siostra dostają tyle czekolady ile zapragną, na śniadanie zawsze jedzą naleśniki, a ich mieszkanie jest uporządkowane oraz pełne złotych i różowych ozdób. Kto by nie pragnął tego wszystkiego? Dzięki pomysłowi dziadka dziewczynka zamienia się z kolegą na domy. Po kilku dniach jej własne mieszkanie, w którym nie trzeba uważać na porcelanę i paradująca na co dzień w dresach mama wydadzą się bohaterce o wiele bardziej atrakcyjne. Historia jest zabawna, wciągająca i przy okazji porusza inny ważny temat - niepełnych rodzin. Rodzice dziewczynki nie mieszkają ze sobą, ona sama spędza czas na zmianę z mamą lub z tatą. W domu Mateusza wszyscy żyją pod jednym dachem, ale dzieci najczęściej widują ojca zasłoniętego płachtą gazety. Amanda Eriksson tak rozkłada akcenty, że to ta pierwsza, rozbita rodzina budzi większą sympatię. Ten bardzo współczesny wątek ułatwi rodzicom rozmowę z dziećmi na tematy związane z samotnym macierzyństwem czy ojcostwem.
niedziela, 07 lutego 2010
"Fantastyczny Pan Lis" jest historią o przesprytnym lisie, który przechytrzył zawziętych i głupich farmerów. Roald Dahl w najlepszej formie. Strzela w nas potężną dawką ironii. I szydzi z ludzi. Gdyby Lis (pardon Pan Lis) nie był tak ludzki, moglibyśmy się obrazić. W tej rozgrywce stajemy oczywiście po stronie inteligencji - żywej, błyszczącej, lisiej.To moja ulubiona książka Roalda Dahla. Teraz w nowej szacie. Filmowej. I muszę powiedzieć, że w osobistym rankingu to wydanie zmiata poprzednie. Kadry z filmu pasują mi wprost genialnie do nastroju tej opowieści. I już cieszę się na wyjście do kina. Filmweb zapowiada polską premierę animacji na 16 kwietnia. A teraz możemy poczytać książkę ze zdjęciami filmowymi.
piątek, 05 lutego 2010
Właśnie ukazała się „Ucieczka Pippi”, historia napisana przez Astrid Lindgren na podstawie scenariusza do filmu, ilustrowana kadrami z filmu! Chyba nic więcej nie muszę o tej książce pisać: przeczytajcie i zobaczcie sami, jak Pippi robi sobie piracką brodę z makaronu, zjada rybę z ośćmi, płynie w beczce rzeką, robi sztuczki na linie zawieszonej nad ulicą, a także jak Tommy i Annika zbierają pieniądze na jedzenie ubrani w stare pocztowe worki.
środa, 03 lutego 2010
Wyobraź sobie, że pewnego dnia dostałaś paczkę z dziwną hermetycznie zamkniętą puszką. I instrukcją obsługi. W środku czeka na Ciebie idealne dziecko w postaci zasuszonego karzełka. Jeśli postąpisz według instrukcji, będziesz mieć zwykłego kilkuletniego synka. Niezwykłego. Złożonego z samych zalet. Konrad, chłopiec z puszki nie kłamie, nie brudzi, nie hałasuje, nie przeszkadza, nie zawraca głowy, nie wybrzydza przy jedzeniu, nie je cukierków przed obiadem, nie obija się w szkole itd. Jego mama, pani Bartolotti jest ekscentryczką, należy do tych osób, które nie zaprzątają sobie głowy tym, co pomyślą sobie o niej inni. Jest zaskoczona, kiedy w jej życiu pojawia się mały chłopiec, który mówi do niej mamo i lepiej niż ona zna się na wychowaniu dzieci. Ta książka to opowieść o dziwnym spotkaniu dwójki dziwaków, o tym, jak rodzi się między nimi przywiązanie i przyjaźń. O tym, ile się mogą nawzajem nauczyć. Bardzo mądra książka. Mówi o naszych różnych oczekiwaniach względem bliskich osób. O oczekiwaniu, że ktoś będzie idealny albo co najmniej normalny i co z tego wynika. Materiał na świetną rozmowę.
poniedziałek, 01 lutego 2010
Kiedy byłam dzieckiem i nastolatką, chciałam mieć siedmioro dzieci. Podróż z rondlem Edith Unnerstad była niewątpliwie jedną z tych książek, które ukształtowały to marzenie. Siedmioro dzieci urodziło się mamie byłej aktorce szekspirowskiej (stąd wszystkie dziewczynki mają imiona ze sztuk Szekspira) i tacie komiwojażerowi - wynalazcy (stąd dla równowagi męskie imiona w tej rodzinie są zupełnie zwyczajne). Desdemona, Miranda, Rozalinda, Lars, Knut, Patryk i Ofelia plus rodzice - to przesympatyczna rodzina, która w domu nie ma zupełnie miejsca na postawianie kolejnego dziecinnego łóżeczka. Już i tak dzieci śpią w sprytnie skonstruowanych szafach, szufladach, na deskach do prasowania itp. Kiedy nieoczekiwanie Larssonowie dostają w spadku Lottę i Labana - dwa, silne pociągowe konie (nieoczekiwanie, bo w zasadzie liczyli na jakaś gotówkę), postanawiają ruszyć w wakacyjną podróż dwoma wozami, a po drodze promować i sprzedawać najnowszy wynalazek taty - rondel Pip. Przygody z tej podróży opisał w książce jeden z braci - Lasse. To bardzo stara książka, wydana w Szwecji w 1949 roku. Polskie wydanie Naszej Księgarni zostało zilustrowane przez Hannę Czajkowską - tę samą, która rysowała dzieci z Bullerbyn, ich zagrody i przygody. Dodam jeszcze, że chciałam mieć siedmioro dzieci dokładnie do momentu, kiedy urodziłam swoją jedynaczkę Maryśkę. Co nie zmienia faktu, że dalej czytam takie książki z przyjemnością. Moja jedynaczka też.
piątek, 29 stycznia 2010
środa, 27 stycznia 2010
Jako dziecko bardzo lubiłam kryminałki dla dzieciaków - książki Bahdaja, Nienackiego, Chmielewskiej. Obok kryminalnych zagadek - równie ważna była w nich humorystycznie przedstawiona rzeczywistość. We współczesnej literaturze młodzieżowej następców wyżej wymienionych widziałabym w Dariuszu Rekoszu i Romku Pawlaku.Nowa powieść Romka Pawlaka wydana przez Akapit Press zaczyna się następująco: osiedle Ćwierklaniec atakuje intrygujący zbir - Czarny Zając. Pojawia się nie wiadomo skąd, wygląda jak potwór, atakuje z nienacka, chodzą słuchy jego o ofiarach. Tak wygląda pierwsza sprawa młodego, niezbyt doświadczonego, acz oczytanego, detektywa. Marcin podejmuje się jej nie dla sławy, pieniędzy czy z wewnętrznej potrzeby. Rozwiązanie ma mu po prostu uratować skórę przed bandą lokalnego łobuza Karczycha. Nie będzie łatwo. Zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach wygląda na to, że każdy Holmes ma takiego Watsona, jaki mu się trafi, a naszemu detektywowi trafił się wyjątkowo słaby egzemplarz. Nie zawsze mu się chce brać udział w śledztwie - raz z lenistwa, innym razem ze strachu. A jeszcze dodatkowo nasz bohater miewa kłopoty z ocenami w szkole, z rodzicami w domu, z kolegami na boisku. Nie jest łatwo. Ujęło mnie parę celnych obserwacji obyczajowych. Np. denerwujące spojrzenie dorosłych na niektóre problemy nastolatków. Przemowy w duchu "Z kim ty się zadajesz? Te łobuzy to nie dla Ciebie towarzystwo!" Rodzicom i nauczycielom wydaje się to takie proste. Jak się nie zadawać, jak człowiek chodzi do tej samej szkoły, mieszka na tym samym osiedlu i choćby nie wiem jak chciał, to spotkań nie uniknie. Nikt nie wysyła łobuzów na księżyc, jak na razie. Trzeba z nimi żyć na jednym osiedlu. Lubię książki, które tak dobrze budują rzeczywistość. W "Czapce Holmesa" fantastyczna jest topografia osiedla. Mogłabym (gdybym nie myliła prawej z lewą i różnych stron świata) narysować mapę miejsc, przez które wędruje Marcin, gdy rozwiązuje zagadkę Czarnego Zająca. Te miejsca wyglądają znajomo. Wszyscy mamy takie w pamięci z podwórkowego dzieciństwa. U mnie za szkołą na olbrzymich belkach odbywały się solówy, w parku, do którego wychodziło się przez dziurę w siatce na starym placu zabaw (dezelka) była palarnia ósmoklasistów, niedaleko fontanny rosły świetne drzewa do wspinania itd. itp. "Czapka Holmesa" to współczesny kryminał dla młodzieży, autor wchodzi na wydeptaną ścieżkę i idzie nią z polotem.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
W życiu Karolka pojawia się brat, Damianek. Karolek nie zmienia się z dnia na dzień, wręcz przeciwnie, próbuje odesłać brata pocztą, puścić go z latawcem. Damianek rośnie i zaczyna się odgrywać. I w tym momencie rodzi się moja sympatia do Karolka: choć mówi on rodzicom prawdę, ci w ogóle mu nie wierzą. Wiedzą przecież lepiej, do czego zdolny jest starszy z braci. Mimo paskudnych intryg Karolka Damianek wciąż jest uznawany za wcielenie niewinności. A jednak stanie się coś, co spowoduje, że mama krzyknie: „mój cudowny bohaterze”. I nie będzie miała wcale na myśli Damianka, o nie.
piątek, 22 stycznia 2010
Historia niezwykłej wyprawy badawczej profesora biologii Artura Denisona. W roku 1860 Artur Denison, jego młody syn Will wraz z załogą statku zaginęli badając nieznane zakątki kuli ziemskiej. To początek pełnej przygód wyprawy. Z pomocą delfinów załoga statku i naukowcy dostali się na wyspę Dinotopię, na której ludzie i dinozaury nie tylko żyją w pokoju ale również przyjaźnią się i współpracują. W książce znajdziemy fragmenty dziennika profesora Dennisona, który z zacięciem naukowca, pasją badacza szczegółowo opisał przyrodę Dinotopii, stosunki społeczne tam panujące oraz wytwory rąk ludzkich i łap dinozaurów. Miło jest czytać książkę, w której ludzie są dla odmiany szlachetni, szanują mądrość i doświadczenie rasy od nich starszej. Profesor naukowcem i artystą jednocześnie. Wielką zaletą dziennika są znakomite ilustracje. Przekroje przez budynki z drobnymi szczególikami, pełne życia, bo rysowane z mieszkańcami. Są też różnego rodzaju skomplikowane urządzenie też narysowane jak w leksykonach i podręcznikach z krótkimi opisami. Gdyby Dinotopia istniała ta książka byłaby popularnonaukową pozycją o życiu jej mieszkańców.
wtorek, 19 stycznia 2010
1. Zdrobnienia. Nie lubię, jak się mówi do dzieci sepleniąc: bułeczki, książeczki, stworzonka, domki. 2. Narracja. W krainie Tupliczków dochodzi do kradzieży jagód, przysmaku króla i królowej. Podejrzany jest Smok Amok. Tylko dlaczego opowieść się tak wlecze, krzewią się jakieś mało interesujące poboczne wątki, które do niczego nie prowadzą? 3. Intryga. Dawno się tak nie uśmiałam: smok w ogóle się nie pojawia, a seria pomysłów, jak go pokonać, kończy się pozostawieniem karteczki z uprzejmą prośbą, że ma być grzeczny. 4. Językowe wpadki. Po przeczytaniu całości wciąż nie wiem, co autorka miała na myśli pisząc o „zabudowanym smoczym jaju”. 5. Ilustracje. Tupliczki to takie swojskie smerfy, pstrokato tu i bez ładu. Więcej nie będę się znęcać. Ignaś prosi: napisz, że ma ładną okładkę. No to piszę. Oceńcie sami. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
AUTORKI BLOGA
Blog zaczytani w sieci
Blogi o książkach
Księgarnie
Strony książkowe
Wydawnictwa
|