o książkach dla dzieci i młodzieży
piątek, 10 lutego 2012

Aż trudno pisać, żeby nie wyszło zbyt osobiście i sentymentalnie. Dla kogoś, kto choć trochę zna historię wczesnego kina, "Wynalazek Hugona Cabreta" to książka, która potrafi ścisnąć gardło ze wzruszenia. Bo choć na pierwszym planie to opowieść o osieroconym chłopcu, małym zegarmistrzu, żyjącym w ukrytych korytarzach paryskiego dworca AD 1931, jest w niej i drugi, dla mnie ważniejszy poziom. Hugo rozpaczliwie próbuje dokończyć jedyną rzecz, która po ojcu „pozostała” – znalezioną przez ojca maszynę, automat-człowieka trzymającego w dłoni pióro. Ma nadzieję, że jeśli uda mu się naprawić mechanizm wedle zapisków pozostawionych przez ojca, automat wykaligrafuje przekaz, zdanie, które w jakiś sposób uratuje chłopca, wskaże mu drogę. Żeby zdobyć części do naprawy maszyny, Hugo kradnie nakręcane figurki z dworcowego sklepiku z zabawkami prowadzonego przez pewnego starca z siwą bródką. I tu zaczyna się cała historia, a każdy miłośnik pierwszych dokonań filmowych poczuje dreszcz – dreszcz rozpoznania. Bo przecież owym staruszkiem sprzedającym zabawki jest Georges Méliès, jeden z pionierów kina, wizjoner, iluzjonista, król filmowego triku. To właśnie ten drugi plan – opowieść o wielkim artyście, którego złamała historia. I tu też zaczyna się gonitwa za ukrytymi odniesieniami filmowymi – do korzeni filmu francuskiego, do twórczości i biografii takich reżyserów jak Jean Vigo czy François Truffaut. Ale nie trzeba zagłębiać się na ten poziom, żeby czerpać przyjemność z lektury książki Selznicka. To się czyta jednym tchem. Kilkaset stron – tekstu i pięknych, czarno-białych rysunków. Ilustracje, tak klasyczne, pieczołowicie wykonane, wspaniale oddające nastrój opowiadanej historii, potrafią zachwycić. Ale moje prawdziwe wzruszenie wzbudziły włączone w książkę kadry z filmów Mélièsa, reprodukcje jego szkiców, i oczywiście sam sposób subtelnego oddania sceny owemu prekursorowi filmowej bajki, w ciszy, na kartach tego rodzaju powieści graficznej. To piękny hołd. I wspaniałe wprowadzenie młodziutkich czytelników w historię kina. Dziś wchodzi do kin adaptacja Hugona w reżyserii Martina Scorsese. Już nie mogę się doczekać, choć boję się, że przeniesienie takiego przedsięwzięcia na ekran może je spłycić. Przekładanie, z biciem serca, kolejnych kart tej książki, to niepowtarzalne doświadczenie. Nawet jeśli to książka o filmie.

Nasza Księgarnia 2008

środa, 08 lutego 2012

Kolejny niemądry miś, przepraszam, niedźwiedź wśród ulubionych dziecięcych bohaterów. Bliżej mu do misia Yogi z kreskówki niż Puchatka. Pan Brumm jest zdecydowanie bardziej dynamiczny niż puchatoociężały. Kocha zabawę, nie słucha mądrzejszych, nie lubi sprzątać. Jest rozbrykany jak nieznośny trzylatek i ma wielkie serce.

W tym odcinku serii wymyślonej i narysowanej przez Daniela Nappa, pan Brumm i jego przyjaciele bawią się kolejkami - tymi małymi i większymi. Szalony pomysł, spróchniały most i Kaszalot za sterami lokomotywy - wszystko zmierza w stronę malowniczej katastrofy. Powiedzieć niezbyt rozgarnięty o Panu Brummie to sformułowanie eufemistyczne. Kto przy zdrowych zmysłach pozwoliłby złotej rybce ze słoika kierować lokomotywą? Pan Brumm ma okazję kilka razy wykrzyknąć swoje: "Chooo-inka!"

Dużo dobrej zabawy dla młodszych przedszkolaków. 

Choć Daniel Napp jest niemieckim twórcą, jego książki są pisane, jak dla mnie, w duchu skandynawskim. A ta kura, co umyka do kurnika, bardzo przypomina kury Svena Nordqvista

Wydawnictwo Bona, 2012

poniedziałek, 06 lutego 2012

Perełka! 

Książka Delphine Durand "Mój dom" zaczyna się tak: "Mój dom nie rzuca na kolana. Naprawdę nic specjalnego". Widzicie okładkę, wszystko się zgadza z tym początkiem przewodnika, prawda?

Książka Delphine Durand kończy się tak: Jedna z mieszkanek Kundzia szarpie za klamkę i mówi "Dalej jazda, wszyscy wynocha"  a dzieje się to zaraz po tym, jak Indianin Dugo zdradzi nam tajemnicę "Przecież to nie jest prawdziwy dom".

Prawdziwy? Nieprawdziwy? I tak nie będziecie chcieli wychodzić. W tym bardzo dziwnym miejscu, które jest i domem mieszkalnym i domem handlowym i domem wariatów i przytuliskiem dla potworów, bohaterowie nie cierpią na nadmetraż.  Gęsto i ciasno pomieszkują na stronach pełnych rewelacyjnych ilustracji autorki.  Bywają zagubieni (nie wiedzą,  gdzie jest ich pokój, zgubili buta albo ktoś pożarł ich kota), rozmarzeni (jak Kundzia, która lubi ptaszki, czy Gluć, który podąża po drabinie wprost do nieba), rozbawieni (jak babcia Fifka, która jeździ na rowerze bez trzymanki). Można ich odwiedzać w domu i rozgościć się tam na dłużej. Można też wpadać tylko na chwilę, by  zajrzeć do jednego pokoju - tego z dziwnymi zwierzętami albo jeszcze z dziwniejszymi pomysłami. Albo w to "specjalne miejsce, gdzie się chowa wszystko, co to nie wiadomo, gdzie na razie wsadzić". Można tu kupić nikomu nie potrzebne klamoty, za drogo, u Kompletnie Niezadowolonego, zastanowić się, kto schował but Mustafy, przyglądać się, jak Megaohydna i Maksiszpetna wypiękniały u fryzjera. Śledzić komiksowe historie, odkrywać zabawne szczegóły, zadumać się nad szufladą z rzeczami, które nie istnieją i drugą, ze snami, których się nie pamięta. 

Trzy wieczory z rzędu moja dziesięciolatka prosi: Chodź, poczytamy sobie razem "Mój dom". Jesteśmy fankami. Polecamy. Szczególnie, że autorka przygotowała dla czytelników cztery strony, na których można robić, co się komu żywnie podoba. Powymyślać, porysować i pofilozofować. 

To niezwykła książka. Dodam jeszcze, że kocham te przyjemnie dźwięczące słowa: klamoty,  wichajstry, dzyndzyki i pipsztyki-dynksy. Bez nich nie ma domu, nieprawdaż? 

Wydawnictwo Entliczek, 2012

niedziela, 29 stycznia 2012

Nie będzie to głos w dyskusji, czy czytać dzieciom oryginalne wersje baśni znanych z dziesiątek adaptacji: o Czerwonym Kapturku, Kopciuszku, Jasiu i Małgosi, Królewnie Śnieżce. Nie zamierzam się mądrzyć, w tej sprawie ufam intuicji dzieci. Moje historie braci Grimm uwielbiają. Ze szczególną uwagą wsłuchują się w te fragmenty, które zdaniem wielu dorosłych są zbyt okrutne czy drastyczne. Świetnie też orientują się w strukturze baśni i rządzących w niej zasadach (powtórzeniach, czy atrybutach bohaterów, które ułatwiają ich identyfikację ze stroną dobra lub zła). Być może dzieci o wiele lepiej rozumieją umowność świata baśni - ale przecież miałam się nie mądrzyć.

W nowym, okazałym wydaniu baśni spisanych przez niemieckich językoznawców znalazło się kilkanaście opowieści, w tym tych najbardziej popularnych, wymienionych na początku. Są wśród nich również mniej znane. Czarno - białe ilustracje Suren Vardaniana dobrze oddają klimat tych historii - pełne są rozmachu, a jednocześnie pozostają symboliczne i niedopowiedziane.

Wydawnictwo Skrzat, 2011

czwartek, 26 stycznia 2012

Buziaki są zdrowe (niemowlęta, które są często całowane, rzadziej chorują), pocałunki pomagają, gdy ktoś jest smutny, ale na niektórych dworcach całowanie się jest zabronione. Czy warto dawać sobie całusy i dlaczego jedni lubią się całować, a inni nie? Czy za całowanie można trafić do więzienia? Tego wszystkiego dowiecie się z książki obrazkowej szwedzkiej pisarki. Bohaterką  „Buziaków, całusów, pocałunków...” jest 6-letnia Ebba. Fabuła ograniczona jest do minimum, informacje i ciekawostki związane z tematem książki podane są w sposób lekki, niemal komiksowy. Nie brakuje charakterystycznego dla skandynawskich autorów poczucia humoru („Nie całujcie kogoś, kto nie myje zębów” - tu rysunek wyszczerzonego chłopca z uzębieniem pokrytym resztkami jedzenia). Bardzo podoba mi się to, że autorka nie ogranicza się do podawania ciekawostek, lecz sporo miejsca i uwagi poświęca emocjom, które towarzyszą całowaniu.

I jeszcze jedno - przy lekturze tej książki nie mogliśmy powstrzymać się z dziećmi od dawania sobie buziaków. A to, jak już wiemy, jest bardzo zdrowe.

Wydawnictwo Czarna Owieczka, 2012

środa, 25 stycznia 2012

Nie jest to książka o facebooku. Życie w niej opisane nie toczy się na ekranach komputera.

To historia o trzech drogach, którymi bohater - licealista z Legionowa dochodzi do zwrotnych punktów swojego życia. Pierwsze droga - nastolatka, który sprawdza czy jest heteroseksualistą, homoseksualistą czy biseksualistą. Druga droga (krótsza) - droga do przyznania się przed sobą i przed dziewczyną, kim jest. Na końcu tego przejścia jest coming out na facebooku. Następnie, prawem domina,  także w szkole i w domu w tradycyjnej rodzinie z małego miasteczka. I ostatnia - długa droga do tego, by pozbierać się z zupełnego rozbicia, które nastąpiło po tym otwartym wyznaniu. 

Ważna książka, bo temat seksualności nastolatków nie jest podejmowany w polskich książkach często (to i tak eufemizm). 

Mam zastrzeżenia takie:

Za dużo elementów z romansideł i pudelka (kamerdyner, lordowskie moście, spadek, gwiazdy filmowe). Mam wątpliwości, czy to da się czytać z przyjemnością przez osoby, które nie trawią harlekinów. Zarówno przez chłopców jak i dziewczyny. Może im powiać nudą. 

Na początku nie podobał mi się też taki przejaskrawiony kontrast braci bliźniaków - jeden miły gej a drugi prawie faszysta. Ale tylko na początku. Bracia zostali pokazani na wszystkie strony. W żadnym wypadku nie powstał czarno-biały obrazek. 

Wydawnictwo Znak, 2012

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Jakiś spokój jest w tej książeczce. Taka jest kolorowa, ale nie pstra. Takie bogactwo w ilustracjach, ale nie ma przesytu. Nie jest to baśń, ani nie opowiastka, ani nie sen. Raczej narysowane marzenie. Mała Hauni nie może zasnąć, więc bawi się swoimi najcenniejszymi skarbami spoczywającymi na dnie szklanego dzbana. Patrzy, jak na wyłożonym masą perłową grzebieniu grają promienie światła, przygląda się własnemu odbiciu w dzbanie. I nagle zamiast swojej twarzy widzi jasną buzię jakiejś dziewczynki. To Klara, która mieszka tak daleko, że kiedy u Hauni zapada noc, Klara już budzi się do nowego dnia. Dziewczynka o jasnej twarzy opowiada małej Koreance o tym, jak pięknie jest nurkować w morskich falach, by na dnie morza szukać najpiękniejszych muszli. Hauni przechodzi za zasłonę wyobraźni i już tańczy w wodzie wraz z Klarą. Rano będzie myśleć o nowej przyjaciółce i o wszystkich tych dzieciach z dalekich krajów, z którymi mogłaby się zaprzyjaźnić.
Autorka i ilustratorka, Lee Hyun Kyung nadała swej książce niezwykły czar. Każda stronica jest małym dziełem, obrazem, barwnym, zawsze delikatnym, wiernym wyrafinowanej estetyce koreańskiej. Rysowniczka dba o szczegół, ale też jej ilustracje mają w sobie przestrzeń i oddech. Żyją własnym życiem. Wszystkie bez wahania mogłabym powiesić nad łóżeczkiem Marianny.
Subtelna opowieść o przyjaźni i tęsknocie. Tej przyjemnej, nie tej bolesnej. Piękna książka, której tekst czyta się przyciszonym głosem, a na każdej stronicy chce się zatrzymać, żeby przesunąć po niej dłonią.

Kwiaty Orientu 2010

sobota, 21 stycznia 2012

Dziecięca wiara w babcię przypomina wiarę istotę boską. Swojej babci przypisywałam różne nadprzyrodzone zdolności, w tym najbardziej potężną ze wszystkich, moc obrony przed gniewem taty. Dlatego w ogóle nie dziwi mnie to, że babcia Patryka nie ma żadnych trudności z rozwiązaniem skomplikowanych problemów, które piętrzą się przed jej wnukiem w momencie gdy ma on pójść do łóżka. Więcej nie mogę napisać, bo zdradziłabym koncept tej książki. Dowcipnej od pierwszego do osatniego zdania, zarówno w tekście jak i w ilustracji.

Życzę wszystkim dzieciom takich babci, które mogą wszystko. A wszystkim babciom - by czuły, że dla swoich wnuków mogą wszystko.

Wydawnictwo Tatarak, 2009

Brakuje mi Pankota i Kotpana - programu, który w sobotnie poranki serwował dzieciakom stare przedstawienia teatralne. I samych kotów też mi brakuje. "My chcemy powrotu Kotów!" - powtarzam za Bazylem. Moje dziecko popiera ten okrzyk - dzięki kotom przeżyła fantastyczną przygodę - była gwiazdą dwóch wypowiedzianych w programie zdań.

A teraz do rzeczy. Kiedy ostatnio przeglądałam książki w mojej ulubionej księgarni, miło mi się zrobiło, gdy trafiłam na ilustracje Agaty Dudek w książce "Zwariowana kałuża". Okładka, jak okładka, wiele Wam nie powie, ale w środku, uwierzcie, zupełnie znajome koty. Rudy Zenek, drugi Pręgowany Józek - kuzynostwo Pankota i Kotpana.

 Historia opowiedziana przez Danutę Parlak (autorkę recenzowanych już u nas innych kocich historii) jest klasyczną baśnią opowiedzianą na nowo. Za sprawą czarów wszystko dzieje się na odwrót, żaba Matylda zmienia się w kijankę, niezbyt rozgarnięty pies zaczyna szczekać wspak (uah! zamiast hau!). W czary zamieszana jest pewna kałuża i jak się później okaże pewien czarownik Kałużysta (nie ten z wiersza Gellnerowej - kochający kałuże przedszkolak). Z Kałużystą można się  rozprawić tylko z wykorzystaniem typowego baśniowego fortelu. Może to nic nowego. Żadna awangarda. Sympatyczna historia - miła szczególnie, jeśli czytelnicy zgadzają się z wyraźną tezą "o wyższości inteligencji kociej nad psią". Wszystkie koty są nasze.

Wydawnictwo Cartalia Press, 2008

Tagi: koty
15:10, zefi-rynna , przedszkolaki
Link Komentarze (5) »
piątek, 20 stycznia 2012

Czarodziejka Dobrochna jest jeszcze bardzo młoda. Ma dopiero 188 lat. Przypomina wam to coś? Mi oczywiście „Malutką czarownicę”, jedną z najbardziej fascynujących książek mojego dzieciństwa. Dobrochna ma z nią wiele wspólnego. Choć mieszka w pałacu na szczycie kryształowej góry a nie w chatce w lesie, choć otoczona jest elfami, krasnoludkami i gnomami (ich charaktery nie są zresztą zbyt zróżnicowane), podobnie jak Malutka Czarownica, stara się pomóc ludziom. Dobrochna najpierw przygarnia ubogą dziewczynkę, którą obsypuje wszelkimi dobrami, kiedy jednak okazuje się, że jej podopieczna tęskni za mamą, za pomocą czarów przenosi dziecko do rodzinnego domu i pomaga jej matce. Potem rusza w podróż po świecie ludzi. Pomaga dzieciom, rodzicom, samotnikom, zwierzętom, złym daje nauczkę. Dzięki jej czarodziejskiej różdżce los ludzi, których spotyka, zmienia się na lepsze.

Osadzona w baśniowych realiach historia ma swój urok, mi kazała jednak ciągle wracać do klasyki, czyli „Malutkiej czarownicy”. Może niepotrzebnie, Dobrochna pewnie nie miała z nią konkurować, choć nie zaszkodziłoby nadać tej opowieści i światu przedstawionemu nieco dramatyzmu. Kolejne przygody czarodziejki układają się bowiem w spójną, ale dość przewidywalną i nieco monotonną opowieść.

 Wydawnictwo Skrzat, 2011

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44
Tagi