o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu

Emilia Dziubak "Rok w lesie"

ROK_W_LESIE1

- O, popatrz Marianna, tramwaje.

- Nie tramwaje tylko kowale bezskrzydłe...

No więc tak. Wiemy, jak naprawdę nazywają się owady z czerwono-czarnym wzorkiem, tak lubiące przyczepiać się jeden do drugiego, jak tramwaje. Wiemy również, co się dzieje z porożem łosia i że biedronki przyjaźnią się z mszycami. Mama nie lubi mszyc, Marianna i Marta lubią biedronki, jest temat do dyskusji.

„Rok w lesie” opiera się na pomyśle dość oczywistym i, jak zawsze, trafionym – dwanaście kart przedstawiających kolejne miesiące w jednym, konkretnym zakątku lasu. Zagęszczenie mieszkańców jest spore: na ziemi, pod ziemią, w norach, w stawie, w dziuplach. Zanim poznamy miejsce akcji, zostają przedstawieni bohaterowie, kilkadziesiąt gatunków zwierząt z krótkim, przystępnym dla dzieci opisem najbardziej charakterystycznych cech (stąd wiemy, że to nie tramwaje tylko kowale...). A potem zaczyna się cykl życia – jedni śpią, inni szukają pożywienia, wiosną towarzystwo się budzi, poznaje, łączy w pary, potem gniazda, potomstwo, mnóstwo jedzenia wokół, powolne szykowanie się do zimy, znów norki, podziemne korytarze, gawry i paśniki pieczołowicie wypełniane przez leśniczego. Czasem oglądamy życie zwierząt w ciągu dnia, czasem w nocy. Każdy zwierzak ma swoją historię, ale fabuła nie jest tu szczególnie rozbuchana. Nacisk położony jest właśnie na ten cykl, na poznanie zwyczajów zwierząt, a nie ich przygód. Wystarczy, by przedstawić fascynującą opowieść. A dzieciom – żeby trenować spostrzegawczość czy zrozumieć zależności rządzące przyrodą.

Emilię Dziubak uważam za jedną z najważniejszych polskich ilustratorek. Bardzo wyrazisty styl, nowoczesny, ale nigdy nie rezygnujący z komunikatywności na rzecz formalnej brawury. Rysunek Dziubak, choć prowadzony mocną kreską, jest jednocześnie miękki, przyjazny, bardzo czytelny dla dzieci. Autorka ma przy tym umiejętność, którą szczególnie cenię: niezwykłe wyczucie koloru. Oczywiście formuła książki opowiadającej o przechodzeniu czterech pór roku przez las wymusza użycie konkretnej palety barw. Ale tutaj ta paleta ma jakieś szczególne nasycenie. Zieleń majowa jest całkiem inna niż lipcowa, czerwcowa noc zanurzona jest w ciemnym błękicie i fiolecie, wrzesień, już złotawy, jednocześnie przebija odcieniami różu. Te ilustracje zdają się aż świecić intensywnością leśnych kolorów. Nawet w listopadzie. To z pewnością jedna z najpiękniejszych książek tej jesieni.

Na końcu książki można znaleźć labirynt – wcale nie taki łatwy do przejścia. Poszczególne stworzenia mają w podziemnych korytarzach odszukać rzeczy, o których marzą albo partnerów, z którymi mają się połączyć. Żeby dotrzeć do celu, trzeba jednak poznać wszystkie te stworzenia bliżej i poznać ich zwyczaje. Ja wybrałam drogę kowala bezskrzydłego, bo przecież też muszę się czegoś nauczyć.

 

Nasza Księgarnia 2015, książka kupiona

piątek, 13 listopada 2015, flamboy

Polecane wpisy