o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu

Roksana Jędrzejewska-Wróbel „Bzyk Brzęk” (ilustracje Jona Jung)

Dawno temu Marianna panicznie bała się much. Tłumaczyłam jej, że są mniejsze od jej paznokcia, że to pewnie ona jest ich postrachem, olbrzymem. Nic nie pomagało. W geście pomocy terapeutycznej Zefiryna podarowała nam „Bzyka Brzęka” Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel, opowieść o muchówce Bzyku Brzęku i jego ciotce, Rączycy Czarnonogiej. Książka nie załapała – Marianna trzymała się swoich lektur, a ja jej jakoś nie przekonywałam. „Bzyk Brzęk” trafił na półkę – raz na sto lat czytałyśmy jeden czy dwa rozdziały.

No ale w tym czasie podrosła Marta i zaczęła bać się much. Historie o muchówce powróciły. I zostały z nami.

Tu nie ma fajerwerków czy przygód, nie ma dzikiego humoru (choć bywają zabawne momenty), jest duża prostota i oszczędność fabularna. Ale z każdym kolejnym rozdziałem miałam coraz silniejsze poczucie, że oto mam w rękach książkę, która niepostrzeżenie, w niezwykle subtelny sposób wprowadza w świat dziecka prawdziwą otchłań refleksji egzystencjalnej. Takiej naprawdę dużego kalibru: motyl, który nigdy się nie złości i nie obraża, bo wie, że ma tylko jeden dzień życia, ćma, która musi krążyć wokół rozpalonej żarówki, choć sama nie wie po co, mrówki, opętane przymusem pracy, choćby bezsensownej. No i dramaty wewnętrzne: poczucie winy i kłamstwo, które rosną jak wielki ciężar na plecach; dni, w których pielęgnujemy, nawet wbrew sobie, fatalne samopoczucie; pragnienie bezinteresownej relacji z drugą istotą. No i w końcu finał, od którego przechodzą ciarki po plecach: „lokatorzy”, a więc ludzie mieszkający w domu, w którym zamieszkują też Bzyk i Rączyca, wieszają lep na muchy. Pułapka jest tym bardziej niebezpieczna, że swoim pięknym zapachem pozbawia muchy kontroli nad sobą. Trzeba uciekać. Coś się kończy, ale ten koniec zawsze jest też początkiem.

Mam poczucie lekkości w czytaniu tej książki, bo nie ma tu dydaktyzmu ani wychowawczego tonu. Autorka nie tłumaczy, dlaczego motyle żyją tak krótko i jak się może skończyć pęd ćmy do światła. Zawiesza temat. Każdy rozdział ma swoją wyrazistą anegdotę i jest osadzony w przyziemnej codzienności, bardzo czytelnej. Ale za każdą z tych prostych scenek czai się prawdziwy dramat albo szczęście egzystencji.

Marta nadal boi się much, ale kocha Bzyka Brzęka.

 

Wydawnictwo Bajka 2011, prezent od Zefiryny



piątek, 17 kwietnia 2015, flamboy
Tagi: zwierzęta

Polecane wpisy