o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu

Marc Boutavant "Muki w podróży dookoła świata"

Ponieważ nie mamy telewizora, niektóre bajki z kanałów dla dzieci nas omijają. Oczywiście youtube podsuwa nam wiele świetnych rzeczy, ale jakoś tak się stało, że misia Mukiego nie znaliśmy. Ale kupiliśmy książkę. „Muki w podróży dookoła świata”. W zasadzie tata kupił, mama nie znała, ale jak zobaczyła, wiedziała, że to będzie strzał w dziesiątkę. Pewnie trochę wstyd, ale dopiero potem dowiedziałam się, że autor, Marc Boutavant, to właściwie już marka, że jest znany i rozchwytywany na całym świecie. No i wypróbowaliśmy na naszych dziewczynach (wiek: 4,5 oraz 2,4). Oszalały.

Muki jako postać nie jest szczególnie wyrazisty. Wydaje się raczej pretekstowy. Jest trochę jak wehikuł, dzięki któremu możemy znaleźć się nagle w całkiem nowym świecie, i poczuć się dobrze, bezpiecznie. Miś, prując przez świat na swoim rowerze, odwiedza nowe kraje i miejsca: Grecja, Laponia, Sahara, Peru, Nowy Jork, Indie, Japonia, Wyspa Kangura... Uczy się najważniejszych słów, smakuje egzotycznych potraw, poznaje lokalne zwyczaje. Każda z kart to kopalnia wiedzy i dla Mukiego, i dla dzieci, które czytają/oglądają. Nie ma tu żadnej fabuły, są tylko mikroscenki opatrzone mikrodialogami. Ale to wystarczy, żeby rozbudzić wyobraźnię i zachęcić do poznawania nowych rzeczy (dzięki Internetowi za Wikipedię...).

Najmocniejszą stroną są oczywiście przepiękne ilustracje i mocne, wyraziste kolory. To bardzo atrakcyjna, bardzo „pop” książka, a przy tym pełna autorskiego charakteru. Nie ma tu też, co bardzo istotne, dydaktycznego tonu. Każdy z przedstawionych krajów ma niemalże swojski charakter. Każdy może być domem dla dziecka.

Na serial trafiłam dość przypadkowo, dziewczyny oszalały po raz drugi. Odcinki animacji mają oczywiście zgrabnie opracowaną, wciągającą fabułę, no i pozwalają odnajdywać elementy z wersji książkowej, co jest dla moich dziewczyn ogromną frajdą. A po bajkach książka, obowiązkowo. A w ciągu dnia powtarzanie: "konnichiwa", "namaste", "szukran". I wiemy już, jak wygląda moloch straszliwy.

No i wisienka na torcie. Na planszy „kawiarnianej”, na samym początku książki, odnalazłyśmy naszego ukochanego bohatera stworzonego przez innego wspaniałego francuskiego rysownika. Kto znajdzie? Kto zgadnie?

Wydawnictwo "Wytwórnia" 2014, książka kupiona

poniedziałek, 26 stycznia 2015, flamboy
Tagi: podróże

Polecane wpisy