o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu

Piotr Wawrzeniuk (tekst), Dorota Wojciechowska (ilustracje), "Kosmonautka"

Architektka, inżynierka, kosmonautka, pastorka, pilotka, prezydentka, arcymistrzyni szachowa, chemiczka, generałka, mistrzyni Formuły 1, neurochirurżka, prezeska banku – dla jednych słowa absurdalne, wydumane, wciąż nieoswojone, wymyślone pod presją poprawności językowej (komputer podświetla mi większość z nich jako niepoprawne). Dla innych słowa-postulaty, ważne i mocne, efekt mozolnego odzyskiwania języka dla kobiet. Ja jestem gdzieś pośrodku, choć moje ewentualne obiekcje wiążą się raczej z kwestią brzmienia i języka, a nie poglądu na miejsce kobiet w tym języku.

Ale tym razem nie mam problemu z brzmieniem form żeńskich (a robiłam sobie takie ćwiczenia, zastanawiając się, jaka mogłaby być żeńska forma „dobroczyńcy” - przyjmuję wszelkie sugestie). Nawet „pilotka” - słowo oznaczające dotąd czapkę pilota – przestała mi przeszkadzać i zaczyna w moim umyśle funkcjonować jako znacznie zgrabniejsze określenie niż kobieta-pilot. Co tylko dowodzi, że naprawdę zmienia się i język, i nasze podejście do niego.

Książka Kosmonautka, napisana przez Piotra Wawrzeniuka (doktora historii od wielu lat mieszkającego w Szwecji), ma walor głównie edukacyjny, ma promować pozytywne wzorce: nie ma zawodów niekobiecych, kobieta może spełnić się w każdej profesji. I nie musi się posiłkować nazewnictwem w męskiej formie, ma prawo do własnych nazw. Ale, jak to zwykle z edukacyjnymi przedsięwzięciami bywa, takie projekty mają charakter dość życzeniowy. Głęboko wierzę w powinności feminizmu i w wizję równouprawnienia, ale kiedy czytam o prezydentce i generałce i próbuję je sobie zwizualizować w polskiej rzeczywistości, nie bardzo mi to idzie (na szczęście nie mam tego problemu z neurochirurżką, inżynierką czy arcymistrzynią szachów). To oczywiście nie jest wina autorów, ale świata, w jakim żyjemy. Nie mniej mam poczucie, że mówimy o postulatach, a nie o realnej sytuacji. A żeby „prezydentka” zaczęła w Polsce znaczyć coś realnego, trzeba wypełnić lukę między rzeczywistością jaka jest, a tą docelową, pokazać możliwe ścieżki do niej. Potrzeba wielu, bardzo wielu różnych mądrych książek. I ludzi, którzy będą chcieli je czytać. Także tych książek, które będą mówić o tacie, który po powrocie do domu zmywa naczynia i gotuje obiad albo który pracuje w przedszkolu.

Ale niech będzie, język jest przecież niezwykle ważny, kształtuje nas i świat wokół, a kropla drąży skałę. Dodatkową wartością książki są króciutkie teksty odnoszące się do każdego z zawodów - każdy kryje w sobie językowe gry. Mama inżynierka, która pracuje nad projektami samochodów, jest prostolinijna i nie lubi przekrętów. Rodzina mamy architektki, która rysuje mosty i domy, w niedziele buduje dobre wzajemne relacje. Nie wszystkie te gry z językiem mają w sobie równą subtelność, ale sam pomysł żonglowania wieloznacznością i pokazania, jak przenikają się różne porządki, bardzo mi się podoba.

Rysunki Doroty Wojciechowskiej, choć same w sobie ładne, wydają się raczej ornamentami niż ilustracjami. Realistyczne szkice, bardzo oszczędne kolorystycznie, miałyby większą siłę rażenia, gdyby były albo bardziej autonomiczne, działały przez kontrę do tekstu, albo gdyby kryły w sobie jakąś narrację. W takiej formie w zestawieniu ze słowem, wypadają nieco blado.

To, nomen omen, prostolinijna książka, nie wykorzystująca jednak potencjału, jaki stanowi temat językowego równouprawnienia płci. Brakuje mi tu brawury, większego zdecydowania. Jeśli jej misją jest zaproponowanie dzieciom wzorców, by – jak głosi opis na okładce – „w przyszłości odważnie sięgały po swoje marzenia”, powinna te dzieci zawojować. Z odwagą, jakiej dzisiaj potrzebują nie tylko dziewczynki, dziewczyny i kobiety, ale i chłopcy oraz mężczyźni, żeby wyjść poza skostniałe, ale wciąż dominujące schematy.

Poławiacze Pereł 2014 (książka udostępniona w zaprzyjaźnionej księgarni BADET)



piątek, 14 marca 2014, flamboy
Tagi: płeć język

Polecane wpisy

Komentarze
2014/03/14 14:13:29
To nie jest język dla naszego pokolenia. To jest język, żeby pokolenie naszych dzieci traktowało równouprawnienie jako coś oczywistego.