o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu

Aleksandra i Daniel Mizielińscy "Mapy. Obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata"

Otwórzcie tę książkę na dowolnej stronie a dowiecie się czegoś nowego o świecie. Meksyk: rośnie tu kaktus zwany złotą beczką. Tanzania: stąd pochodzą goździki, z których pąków robi się aromatyczną przyprawę. Rumunia: podróżując po tym kraju traficie na kolorowy cmentarz, z nagrobkami w różnych barwach. Hiszpania: budowanie wieży z ludzi to tradycyjna katalońska rozrywka. Fidżi: tabua, czyli ząb kaszalota to ceniony przez miejscowych podarunek.

Czytanie map to zajęcie dla humanistów. Zrozumiałam to dopiero wiele lat po skończeniu szkoły, w której geografia była zbiorem przeraźliwie nudnych statystyk. „Mapy” Mizielińskich uczą odkrywania świata, pokazują jego różnorodność, nie tylko geograficzną, ale też kulturową. Mają odpowiedni format (wielki), papier (nie za cienki, przyjemny w dotyku i zapachu, o barwie starodruku). Przypominają inkunabuł, w którym słowo drukowane dopełniają graficzne ozdobniki i fantastyczne ilustracje. Kontakt z taką książką to rozkosz.

„Mapy” nie są jednak podręcznikowo doskonałe. Są w nich drobne błędy i niedociągnięcia, niektóre informacje wywołują kontrowersje (zaliczenie Rosji do krajów azjatyckich). Zaskoczyło mnie skoncentrowanie się na jednym kręgu kulturowym. Dowiemy się z tej książki sporo o historii Europy czy Stanów Zjednoczonych. Poznamy zabytki, słynnych malarzy, pisarzy, filozofów, postaci literackie i zwyczaje. Na mapach krajów afrykańskich czy południowoamerykańskich oglądamy już głównie przedstawicieli miejscowej fauny i flory. Paradoksalnie, graficznie nawiązując do prac dawnych kartografów, „Mapy” powielają też ich błędy. Przypominają odwzorowania lądów i mórz, na których to, co niezbadane i nieznane oznaczone było jako „terra incognita”. Może tkwi w tym jednak głębsza myśl, zawsze patrzymy przecież na świat z jakiejś perspektywy. Na „Mapach” Mizielińskich urodzonych na  Fidżi Niemcy nie byłyby państwem Bacha, Kanta, Goethego i Bauhausu, lecz krajem buraków cukrowych, ogórków, ziemniaków i zajęcy szaraków.

Wydawnictwo Dwie Siostry, 2012

Inne recenzje książek Mizielińskich: "Tu jesteśmy", "D.E.S.I.G.N", "Co z ciebie wyrośnie".

czwartek, 17 stycznia 2013, giraffe

Polecane wpisy

Komentarze
2013/01/18 09:36:13
Mnie się książki Mizielińskich nie podobają, bo są bazgrołowate, nie umiem na ilustracjach w nich zawartych odróżnić królika od kota, a hipopotama od krowy; jednak najważniejszy młody czytelnik uwielbia opowiadane do nich historie, więc różne Mamoko mamy. Coraz częściej dziecko daje się też wyciągać na opowiadanie historii do obrazków, a więc mocniej się aktywizuje, co też jest jakimś argumentem za tymi książeczkami.
Wadą tych książek - dobrze, że znalazło się to w tej recenzji - jest fabularny banał, uproszczenia właśnie takie jak w "Mapach", dobrze widoczne też w książeczce "Dawno temu...". Przepełnione szczegółami i mocno przegadane ilustracje są trudne dla młodszych dzieci, a dominanty kolorystyczne stron irytujące, więc gdyby nie to, że młodszy przedszkolak polubił opowiadanie historii do tych obrazków, pewnie zachodzilibyśmy w głowę, do kogo adresowane są te książki - starszemu dziecku lepiej przecież poczytać (albo niech narysuje mapę swojej Nibylandii), nie brakuje też rzeczy narysowanych lepiej, bardziej pomysłowo, z większą elegancją. Za to wodzenie palcem po mapie to ogromna przyjemność, więc wodzimy i mimo wszystko zachęcamy do wodzenia. Zawsze można dorysować to i owo, jeśli kraj znamy lepiej.
-
2013/01/30 15:30:36
Trafne.
Jest to też świat widziany oczami europejskiego użytkownika internetu. :)