|
o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu
Michael Grant "Gone. Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój" Miałam apetyt na tę powieść. Kiedy oglądałam ją w księgarni, wyglądała na smakowity kąsek. Lubię takie tomiszcza, które mają ponad 500 stron, które zapowiadają dłuższe spotkanie z bohaterami i historię, która się zdąży rozwinąć. To mocna rzecz. Trzymająca w napięciu. Wciągająca. I jak dla mnie zbyt brutalna i naiwna. Bohaterami są ludzie poniżej 15 roku życia, bo wszyscy inni zniknęli z ich świata - i na tym opiera się cały pomysł fabularny. Społeczeństwo dzieci i nastolatków odcięte od reszty świata. Porównywanie z "Władcą much" Goldinga mocno na wyrost, podobnie rzecz ma się z porównywaniem pisania Granta do pisarstwa Kinga. W bohaterach za dużo plastiku za mało psychologii. To popliteratura - lekkie science fiction dla młodzieży. A w nim wszystko na raz. I strefa promieniotwania, i mutacje gatunków, i specjalne moce mutantów, mroczna Ciemność, i walka klas i walka o władzę, przyjaźń i zdrada, miłość odpowiedzialność - ta wielowątkowość się broni, (choć moim zdaniem dyskusje o poszukiwaniu sprawiedliwości boskiej w sytuacji bohaterów są w naiwności nie-do-wy-trzy-ma-nia). Wielowątkowość mnie wciągnęła. Reszta udowodniła, że jestem za stara na Gone. Za mało grałam w strzelanki komputerowe, żebym nie czuła, że tu jest zbyt brutalnie. Śmierci bezsensu, okrucieństwo wobec niewinnych, za mało nauczek i dowodów na to, że dobro zwycięży. I kto tu jest naiwny? Ja. Z drugiej strony, pamiętam doskonale, że jako nastolatka czytałam wszystkie opisy obozów koncentracyjnych z czasów drugiej wojny światowej. Im drastyczniejsze, tym lepiej. Nie spałam po nocach ze strachu albo śniłam koszmary. Może zatem czekam na ostatni tom, żeby dostrzec wyraźniejszą granicę między dobrem i złem. . Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar. środa, 03 marca 2010, zefi-rynna
|
Ostatnie wpisy
|