o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu

Wanda Ottenbreit "Książka o Hani"

To normalne, że autorów, których książki lubimy, zaczynamy traktować jak znajomych. Podobnie jak wiele czytelniczek Jeżycjady, za namową Małgorzaty Musierowicz sięgnęłam po "Książkę o Hani", żeby sprawdzić, co tak zachwyciło w niej kilkuletnią Małgosię, że nie chciała oddać książki z powrotem do biblioteki.
Książka ma klimat. Jest trochę jak w "Baśniach z tysiąca i jednej nocy", tych dla dzieci, oczywiście. Szkatułkowo ułożone opowieści o przygodach dzieci w różnych baśniowych krainach. Są i zbójcy, i dzicy ludzie i źli czarnoksiężnicy. Jest złote jabłko, które tocząc się pokazuje drogę do szczęścia. I gumowy słoń, który potrafi z dziećmi na plecach przemierzać dżungle i pustynie.
Szczęście, którego Duży Brat i Hania szukali okazało się być Maleńkim Braciszkiem. Dawno nie czytałam prostszej odpowiedzi na pytanie, "co to jest szczęście?". Z tą odpowiedzią są związane dwie role, które Hania ma do odegrania - w pierwszej części jest małą siostrzyczką Dużego Brata a w drugiej starszą siostrą Maleńkiego Braciszka. To ją odmienia. I sprawia, że w baśni pojawia się historia o dojrzewaniu.
"Książka o Hani" nie sprawdziła nam się w głośnym czytaniu. Brakowało mi płynności, potykałam o słowa, ale byłam zaciekawiona i córka też. Rozdzieliłyśmy się i każda czytała sobie Hanię po cichutku. Z przyjemnością.

autor: zefi-rynna

piątek, 12 lutego 2010, giraffe