Po kolejne tomy przygód Felixa, Neta i Niki sięgam z przyjemnością. I w zasadzie powinnam zabrać się za recenzję wcześniej i napisać entuzjastyczne wpisy blogowe do czterech pierwszych części.
Bardzo lubię trójkę przyjaciół - Felixa - zdyscyplinowanego wynalazcę, młodego, stabilnego emocjonalnie człowieka, Neta - luzaka komputerowego, chłopca zwariowanego, ze poczuciem humoru i Nikę - humanistkę, nieco zamkniętą w sobie dziewczynę, która pozostaje czynnikiem ludzkim w ekipie, to ona często tłumaczy chłopakom, co czują inni ludzie, ma bowiem większe od nich zdolności empatyczne. Superpaczka ratuje świat raz po raz (tom po tomie) nie z pomocą magii ale umiejętności i wiedzy. To science fiction nie fantazy. Nie wnikam na ile to prawdopodobne, w każdym razie ślęczenie nad wzorami, czy wpisywanie komend do programów komputerowych brzmi teoretycznie możliwiej niż machanie różdżką pozostawiającą za sobą złoty pył. Ale bez obaw, książkę mogą czytać z zainteresowaniem także ci, którzy nie znają się na matematyce, fizyce, cybernetyce, informatyce, sztucznej inteligencji.
Za każdym razem chichoczę przy opisach szkolnej rzeczywistości. Wydaje mi się, że w pierwszych tomach gimnazjum, do którego chodzą Felix, Net i Nika, było choć ironicznie odmalowane, bardziej swojskie i bliższe szkolnej rzeczywistości - bohaterowie mieli problemy z przemocą szkolną, nudą, kłopoty z nauczycielami i ocenami. Teraz, mimo iż chichoczę dalej, mam wrażenie, że ich szkoła jest położona gdzieś za granicą absurdu. Udoskonalony regulamin szkolny pisał z pewnością ktoś znający paragraf 22 z powieści Hellera. Mam w tej szkole swoich ulubieńców - to Juliusz Strokrotka, dyrektor, totalny- ignorant komputerowy, wierzący w zbłąkane piksele, które potrafią zmieniać rzeczywistość i pan od biologii - Zenon Butler - hodujący w pracowni biologicznej rośliny jedzące parówki, latające ryby, jadowite węże w depresji (w każdym razie coś w tym stylu) i zapominajki alpejskie na nalewki.
Mimo spotkania ze starymi znajomymi "Orbitalny spisek" nieco mnie znużył. Podzielenie jednej przygody na dwa tomiszcza to nie jest dobry pomysł. Brakuje świeżych pomysłów. Karykatura mediów i polityki już jak dla mnie karykaturalna zbyt grubaśną, przaśną kreską.
Poprzednie tomy polecam wszystkim, te, o których dzisiaj, wielbicielom prozy Kosika. A sama czekam na "Trzecią kuzynkę", która niebawem powinna się pojawić w mojej bibliotece.