"To powieść dla nastolatków, której bohaterami są lalki szmacianki w rozmiarze człowieka." Gdybym usłyszała taką zapowiedź książki, raczej nie pobiegłabym podekscytowana na poszukiwania do księgarni czy biblioteki. A jednak pięć tomów przygód Mennymsów to moja ulubiona książka dla młodzieży z tych przeczytanych w ostatnim dziesięcioleciu (chyba powinnam napisać, że w czasach, kiedy dorosłam).
Lalki naturalnej wielkości (naturalnej dla ludzi, nie dla lalek), cała rodzina lalek plus jeszcze niespokrewniona z nimi lalka rezydentka - to bohaterowie serii powieści Sylvii Waugh.
Jeśli zastanawiacie się czasem jak trudno być nastolatkiem, jak poradzić sobie z tymi wszystkimi emocjami, od których przeżywania można oszaleć, to wyobraźcie sobie bycie wiecznym nastolatkiem. Być wciąż i wciąż rodzicem nastolatków też nie jest lekko, nie oszukujmy się, zawsze pocieszamy się, że ten okres w naszym życiu minie. Skazanie na swoją formę to dramat świata lalek. Szarlotta będzie niezmiennie nastolatką, Bo wiecznym dzidziusiem, a dziadek z fioletową trochę zepsutą nogą będzie w nieskończoność dziadkiem. 
Pomysłem na powieści jest pokazanie poukładanych światów w momencie zagrożenia. To zagrożenie dla rodziny lalek udających ludzi (na odległość i w ciemnych okularach łatwiej) nadchodzi z dwóch stron jednocześnie. Ze strony ludzi - dom, w którym spokojnie mieszkają Mennymsowie, pozostawiony im w spadku przez ich twórczynię Katarzynę ma zostać przekazany innym właścicielom. I z wnętrza rodziny - nastoletnie pokolenie Mennymsów daje starszym nieźle popalić. Przeczytajcie, jak sobie poradzą.
Są to książki o akceptacji inności. O tolerancji. Mieć w rodzinie kogoś uszytego z niebieskiego materiału, to sprawia, że tolerancja nie
jest pustym słowem.
Przy wszystkich poważnych pytaniach, o sens życia, trwania, udawania, to zadziwiająco pogodne książki.