o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu

Lucyna Legut, „Trzy bajki”

To książka stylowa i uroczo staroświecka. Nie poddaje się trendom i modom. Nie ma w niej śmiałych graficznie rozwiązań i ilustratorskich popisów, obrazki (a jest ich sporo, na każdej stronie jeden) trącą myszką, a w tekście znajdziemy zwroty czy pojęcia, które już dawno wyszły z użycia. Kto dziś wie, jak robi się ondulację żelazkową? Które dzieci w domu uczą się rachunków, a nie matmy? Gdzie jeszcze na buty mówi się trzewiki? Chyba tylko w bajkach Legut.

Historie opowiedziane przez mieszkającą w Gdańsku pisarkę nie traktują o śmiertelnie poważnych sprawach. To dobrze. Od poważnych tematów, takich jak śmierć, choroby, trudne emocje, po które sięga dziś wiele wydawnictw specjalizujących się w literaturze dziecięcej, warto czasem odetchnąć.

Bajka pierwsza: „Historia dosyć niebrzydka o kocie i margerytkach” to zabawny wierszyk opowiadający o przygodzie pewnego psa i kota, ilustrowany całostronicowymi obrazkami - to one są główną atrakcją. Mój ulubiony przedstawia krwiożerczego psa z nożem w zębach i dwoma pistoletami w łapach. No i ten kot w płaszczyku w margerytki! Jak z kącika mody w dawnej „Kobiecie i życie”.

Dwie kolejne bajki, „Niedzielne popołudnie z Diabłem i Aniołem” i „Buty pani czarownicy” są krótkimi opowiadaniami. Pierwsze z nich to historia pewnej nudnej niedzieli, w trakcie której Diabeł i Anioł uwzięli się na miłego i grzecznego chłopca Rudcia (warto zwrócić uwagę na zestaw imion, też odpowiednio staromodny: Rudcio, Bebcio, Kika). Druga opowiada, jak doszło do zamiany dwóch par trzewików w warsztacie szewskim Grzegorza Kopytko i co z tego wynikło. Żadnego natrętnego moralizatorstwa, sporo humoru słownego i sytuacyjnego. Ilustracje Legut przypominają momentami kreskę Mirosława Pokory.

„Prószyński” przyłożył się do wydania: twarda oprawa, porządny papier. Gdybym miała się przyczepić - do tego typu ilustracji pasowałaby matowa, a nie błyszcząca, lakierowana okładka.


sobota, 23 maja 2009, giraffe

Komentarze
2009/05/24 23:13:27
Właśnie czytamy:) Bardzo nam sie podobają:)
-
Gość: zefi-rynna, 89-to2-4.acn.waw.pl
2009/05/25 18:48:24
kupiłam dla bratanicy, nie mogłam się oprzeć ilustracjom w pierwszej bajce
-
2009/05/27 13:52:08
LL mówi, że tekst i ilustracje leżały u niej w szufladzie od lat 60-tych. I wyjaśniła się zagadka staromodności. Ale ona mówi też, że dzisiaj również by napisała i narysowała staroświecko, bo sama taka jest.