Idealna książka dla mojej Marysi - "Dżolly i s-ka".
Napisała ją dyrektorowa Antonina Żabińska - żona dyrektora warszawskiego Zoo w latach 1929 - 1950. Marysia buzię otwiera zasłuchana i okropnie zazdrości dzieciństwa wśród zwierząt Rysiowi Żabińskiemu - synowi autorki. W stawianiu pierwszych kroków i pierwszych domowo-ogródkowych zabawach towarzyszą Rysiowi tytułowa hienka Dżolly, lwiątko Kali, przybyła z Angoli mała lamparcica Kleo i jeszcze inne zwierzęta. Słuchamy ciepłej historii o tym, że młode dzikie koty zachowują się podobnie jak ludzkie dzieciaki, potrzebują troskliwej opieki dorosłych, wyparzanie butelek na mleko, zabawek, przytulań, nauczek.
Jest to staroświecka opowieść, pięknie napisana ponad osiemdziesiąt lat temu (po raz pierwszy tekst wydano w 1939 roku) a dotyczy czasów jeszcze odrobinę dawniejszych. Marysia zaśmiewała się np., że roczny Rysio chodzi w sukience a służąca urządza wielkie pranie przy użyciu balii i kotłów (śmiała się, jak tam zakotłowały się zwierzaki).
W "Dżolly i s-ce" opublikowano dużo zdjęć z archiwum rodzinnego, pod zdjęciami czułe podpisy, które czytamy wielokrotnie kartkując książkę oprócz uczciwego czytania treści. Nasze ulubione zdjęcie przedstawia zimową scenkę z Dorą (olbrzymim srokatym Dogiem Żabińskich) ciągnącą sanki, na których siedzą przytuleni puchato ubrany mały Rysiek i zakutana w swetry szympansica Lusia.
Te opowieści pamiętam ze swojego dzieciństwa. W książce "Nasz dom w zoo" wydanej przez Czytelnika w 1970 zamieszczone były historie o hience, rysicach i borsuku. W tamtym wydaniu nie było zdjęć tylko rysunki.
Napiszę, że dobra dla dzieci z pierwszych klas, ale jest to książka bez ograniczeń wiekowych, można ją z powodzeniem czytać już przedszkolakom (no może nie w pierwszej grupie) i polecić starszym wielbicielom przyrody. Czekamy na kolejne z zapowiedzianych przez Wydawnictwo Literackie "Rysice" i "Borsunia", ale że dopadła nas starszna chęć szybkiego czytania, może poszukamy w bibliotece "Naszego domu w Zoo" albo ustrzelimy go na allegro.
PS Muszę dodać to PS. Dzisiaj trzy dni po tym jak skończyłyśmy czytać Dżolly Marysia rozpłakała się w windzie. Bo sobie przypomniała, że Dżolly zginęła pod kołami pociągu. Może jednak czytać starszym dzieciom. Marysia mi tłumaczyła przez łzy, że w świecie zwierząt jest umieranie i ona o tym wie, ale nie takie głupie, jak tu - Pan dozorca zostawił otwartą furtkę i Dżolly poszukiwaczka przygód wyszła poza teren ogrodu.