o książkach dla dzieci i młodzieży
Blog > Komentarze do wpisu

Ulf Nilsson, Anna-Clara Tidholm, "Żegnaj, panie Muffinie" (i inne)

 

Jak rozmawiać z kilkuletnimi dziećmi o śmierci? Skandynawscy autorzy mają na to pomysł: prosto, bez odwoływania się do przypowieści i baśni.

Pierwsze przychodzą zazwyczaj pytania o zwierzęta. Gdzie się podział ukochany kot? Dlaczego zniknął staruszek pies? W rozmowie o śmierci zwierząt na pewno pomoże „Żegnaj, panie Muffinie” (wyd. EneDueRabe) - krótka opowieść o śwince morskiej, która przeżyła już swoje lata i w swoim niebieskim domku dożywa ostatnich dni. To ciepła, prosta historia, w którą autorzy zgrabnie wpletli myśli Cycerona na temat starości i śmierci – udało im się to świetnie, filozoficzny wydźwięk opowieści nie razi. Historia o panu Muffinie ujmuje, pozbawiona jest zbędnych ozdobników, ale jest w niej też miejsce na humor (na pogrzebie dzieci śpiewają jedyną piosenkę, która przyszła im do głowy - „sto lat”). Niektóre fragmenty są może zbyt dosłowne („pan Muffin leży na katafalku z łapkami w górze i sztywnym, skostniałym pyszczkiem”), inne pozwalają spojrzeć na tę historię z dystansu (relacja z pogrzebu świnki morskiej będzie nadawana bezpośrednio w radiu i w telewizji). Zdecydowanie można ją czytać już z kilkulatkami.

 

„Czy tata płacze” Hilde Ringen Kommedal to już inny kaliber opowieści. „Olav ma pięć lat. A jego tatuś nie żyje” - tak zaczyna się ta historia. Dalej jest o chorobie taty, jak wypadają mu włosy, robi się słabszy i słabszy, a mama coraz więcej płacze i nie ma czasu odpowiadać na pytania Olava. Z „Panem Muffinem” łączą tę książkę prosty, pozbawiony ozdobników język i ciepłe, spokojne ilustracje. Na niemal wszystkich obrazkach Olav ma zadowoloną minę – póki tata żyje, nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się wokół. Bunt, żal, agresja, pojawiają się dopiero po śmierci. Ta opowieść dokładnie ilustruje każdy etap reagowania na śmierć. W Norwegii rodzice czytają ją już pięciolatkom. W Polsce zdecydowanie dla starszych dzieci.

I ostatnia, najbardziej kontrowersyjna książka, która ukazała się w tym tygodniu. „Niebo za domem” Gaute Heivolla (wydała ją, podobnie jak „Czy tata płacze”, Fundacja Inicjatyw Społecznie Odpowiedzialnych). Tym razem bohaterem jest chłopiec, któremu zmarła mama. Jon zmaga się nie tylko ze swoimi lękami, żalem i buntem, ale też ze smutkiem ojca. Chłopiec lubi komiksy i takie są też ilustracje w tej książce – dosłowne, czarno – białe, bardzo wyraźnie nawiązujące do estetyki komiksowej. Jedynym barwnym akcentem jest czerwona włóczka ze swetra zrobionego przez mamę, która pewnej nocy zaprowadzi bohatera w niezwykłe miejsce. I znów – historia opowiedziana jest oszczędnie. Więcej tu jednak elementów fantastycznych, ocierających się o horror. Świetnie poprowadzony pomysł z czerwoną nitką nie równoważy grozy tej opowieści, potęgowanej przez wyraziste ilustracje. Książka do użycia w specjalnych przypadkach.

środa, 25 marca 2009, giraffe

Komentarze
Gość: zefi-rynna, 89-to2-4.acn.waw.pl
2009/03/29 13:53:23
Jak czytałam w księgarni Muffina to wydawało mi się że to książka dla ateistycznych rodzin. Podobała mi się
-
2009/03/29 22:43:58
Bardzo ciekawa recenzja- ostatnio pojawiło się wiele książek traktujących o śmierci- właśnie z myślą o dzieciach. U nas na półce stoi Esben i duch dziadka- też skandynawskich autorów. Jak oni to robią, że potrafią uchwycić istotę tej całej jakże delikatnej kwestii???
-
2009/03/30 15:33:39
Muffin zostaje pochowany w grobie, przy którym stoi krzyż, więc nie wiem, nie wiem...
Co do Skandynawów, to myślę że to jest cała szkoła pisania dla dzieci w taki sposób: nie wymądrzania się, używania prostego języka, traktowania dzieciaków z szacunkiem.